poniedziałek, 1 marca 2021

Marcin Brzostowski "Szach-Mat! czyli Szafa wychodzi, ja zostaję"

 


Każda książka Marcina Brzostowskiego po którą sięgałam była lekturą skłaniającą do refleksji i potrafiącą wyczulić mnie na detale otaczającej nas rzeczywistości. Nie inaczej było ze zbiorem miniatur „Szach-Mat! czyli Szafa wychodzi, ja zostaję”, który pierwotnie wydany w 2010 roku, doczekał się wznowienia. Te krótkie formy to zarówno opowiadania, jak i sentencje zainspirowane twórczością Andrzeja Bursy- poety i prozaika, należącego do kręgu poetów wyklętych. Co więcej, w tekstach odnajdziemy fragmenty jego wierszy.

Bohaterami opowiadań są dojrzali mężczyźni, a każdy tekst jest swego rodzaju scenką z ich życia. Kostek, Ernest, Karol, Roman czy Eugeniusz borykają się z prozaicznymi problemami dnia codziennego. Te pozornie błahe sytuacje są gruntem dla treści, na których autor chce skupić naszą uwagę. Przeczytamy zatem o relacjach damsko-męskich, przyjaźni, samotności czy polityce. Naturalnie nic tu nie będzie oczywiste, gdyż każda miniatura pełna jest groteski i humoru- elementów tak charakterystycznych dla twórczości Marcina Brzostowskiego. Ponadto w powieściach autora niejednokrotnie spotkałam gadające przedmioty i zwierzęta, które także stały się dla mnie nieodzownym składnikiem historii snutych przez autora. Tych szczególnych bohaterów nie zabrakło i w tym zbiorze. I tak dowiemy się, co do powiedzenia mają pajacyk i szafa, będziemy świadkami buntu pewnej rybki i przekonamy się, jak mściwy potrafi być opuszczony samochód. Te postaci nadają codziennym sytuacjom surrealistycznego klimatu, niemniej doskonale eksponują problematykę opowiadań. Początkowo historia każdego z mężczyzn zdaje się być daleka od rzeczywistości, jednak kiedy wnikliwie się im przyjrzymy zobaczymy w nich odbicie naszej codzienności. Dostrzeżemy odniesienia do bieżących wydarzeń społeczno-politycznych.

„Szach-Mat! czyli Szafa wychodzi, ja zostaję” to obraz człowieka i otaczającej go rzeczywistości. Przerysowany, zabarwiony absurdem skłania czytelnika do refleksji i zadawania pytań o kondycję współczesnego świata.

 

M. Brzostowski - Szach-Mat! czyli Szafa wychodzi, ja zostaję

stron: 71

wyd. E-bookowo 2020

środa, 17 lutego 2021

Paulina Łopatniuk "Na własnej skórze. Mała książka o wielkim narządzie"

 

 „Na własnej skórze. Mała książka o wielkim narządzie” to pierwsza książka należąca do popularnonaukowej serii ZROZUM napisana przez polską autorkę, Paulinę Łopatniuk. Poprzednie publikacje przybliżyły mi funkcjonowanie ludzkiego umysłu, odsłoniły kilka tajemnic skrywanych przez geny i pozwoliły uważniej przyjrzeć się oczom. Teraz nadeszła pora na skórę, która jest naszym „największym” organem, chroniącym nas niczym pancerz.

Najpierw jest naskórek, a pod nim kosmos: wiele warstw i struktur budujących naszą skórę. I choć nie jest łatwo przebrnąć przez każdą z nich, Paulina Łopatniuk szuka najłatwiejszych ścieżek, by nas przez ten kosmos przeprowadzić. Oczywiście sama kompozycja skóry to nie wszystko. Następnym etapem są rozmaite dolegliwości i choroby, z którymi musi się mierzyć nasz „ochronny pancerz”. Tutaj autorka przytacza najbardziej zaskakujące przypadki, często uzupełniając je fotografiami. Muszę przyznać, że niektóre z nich przeznaczone są dla czytelników o mocnych nerwach.

Zatrważające jest to, na jak wiele niebezpieczeństw narażona jest nasza skóra. Jak wiele z pozoru błahych dolegliwości może stać się symptomem choroby zagrażającej naszemu życiu. Oczywiście publikacja nie koncentruje się jedynie na wspomnianym wyżej temacie, choć przyznam, że jest on tutaj kluczowy. Autorka przywołuje również definicje niezbędne dla omawianego tematu, jednak nie są one suchymi regułkami z podręczników, co zdecydowanie ułatwia wgryzienie się w temat takiemu laikowi jak ja.

Paulina Łopatniuk z lekkością prowadzi czytelnika przez niejednokrotnie zawiłe zagadnienia. Ponadto, co jakiś czas przełamuje je anegdotkami. Dlaczego Lenin był grzybem? Czy człowiekowi mogą wyrosną rogi albo rybie łuski? Co łączy człowieka z pchłami piaskowymi? Tego także można dowiedzieć się z tej publikacji.

„Na własnej skórze. Mała książka o wielkim narządzie” z pewnością zainteresuje tych, którzy są już zaznajomieni z serią ZROZUM. Jednak ci, którzy chcą przyjrzeć się bliżej swojej skórze, nie gubiąc się w gąszczu medycznych sformułowań także znajdą tutaj coś dla siebie.

 

P. Łopatniuk - Na własnej skórze. Mała książka o wielkim narządzie

 

Stron: 360

Wyd. Wydawnictwo Poznańskie 2020

poniedziałek, 11 stycznia 2021

Małgorzata Rogala "Niezbity dowód"

 

Celina Stefańska detektywem została przez przypadek, jednak coraz lepiej odnajduje się w swoim nowym fachu, co więcej, na swoim koncie ma już pewne sukcesy. Teraz ponownie ma szansę dowieść swoich umiejętności odnajdując zabójcę Adeli Naczyńskiej. Kobieta została zamordowana w antykwariacie Czar Minionych Lat, gdzie pracowała. Okazuje się, że z miejsca zdarzenia zniknął tylko jeden przedmiot- drogocenna lampa Louisa Comforta Tiffany’ego, którą właścicielka antykwariatu planowała wysłać do Bazylei na wystawę poświęconą artyście. Stefańska wraz z Szyszką- swoją przyjaciółką, autorką powieści kryminalnych i… najważniejszym świadkiem w sprawie (tak, tak, to ona znalazła tę martwą kobietę) wyruszają do Bazylei w poszukiwaniu sprawcy. Jednak podróż do Szwajcarii to nie wszystko, Celina będzie musiała także wyruszyć w przeszłość, gdyż okazuje się, że lampa, która została skradziona teoretycznie spłonęła w pożarze dwadzieścia lat temu. 

„Niezbity dowód” to trzecia odsłona detektywistycznych potyczek Celiny Stefańskiej. Pamiętając poprzednie tomy, spodziewałam się lekkiej, momentami zabawnej historii z wątkiem kryminalnym w tle. Moje przeczucia okazały się trafione. Fabuła koncentruje się przede wszystkim na elementach obyczajowych. Obserwujemy zmiany zachodzące w życiu głównej bohaterki na gruncie prywatnym, poznajemy zawiłą historię rodziny Adeli Naczyńskiej i przyglądamy się poszukiwaniom Szyszki. A czego szuka? Oczywiście inspiracji do swoich powieści kryminalnych. Swoją drogą, Szyszka to postać, która wprowadza do historii nieco humoru. Trochę roztrzepana, wygadana i zakochana, poprawi humor niejednemu czytelnikowi.

Cieszę się, że motyw zagadki kryminalnej nadal związany jest ze sztuką i z podróżą do kolejnego pięknego miejsca. Po Francji i Czechach przyszła pora na Szwajcarię, a konkretnie na Bazyleę, gdzie w celu rozwiązania zagadki musi wybrać się Celina. To właśnie te dwa elementy tworzą klimat każdej historii o Celinie Stefańskiej. Sama intryga jest starannie poprowadzona, pojawiają się niewiadome i kilku potencjalnych sprawców, jednak niewiele tutaj ślepych uliczek czy zwrotów akcji, a dopasowanie poszczególnych elementów tych kryminalnych puzzli nie jest zbyt skomplikowane.

„Niezbity dowód” to doskonała propozycja dla czytelników szukających lekkiej powieści obyczajowo- kryminalnej.

 

M. Rogala - Niezbity dowód

 

stron: 328

wyd. Czwarta Strona 2020

wtorek, 5 stycznia 2021

Aleksandra Marinina "Śmiech bogów"

 

 

Zawsze z ogromną chęcią wracam na Pietrowkę, by dowiedzieć się, co słychać u Nastii Kamieńskiej i jej współtowarzyszy z wydziału kryminalnego. U śledczej zazwyczaj sporo się dzieje, nie inaczej jest tym razem. Na gruncie prywatnym Nastia musi uporać się z remontem mieszkania, na który wciąż brakuje środków, dlatego ona i Loszka podejmują się każdego możliwego zajęcia. To domowe pobojowisko to jednak nic w porównaniu z chaosem, jaki w życiu pani major wywoła pewne przypadkowe spotkanie. Zawodowo też ma mnóstwo na głowie. Musi wytropić Fana obsesyjnie zakochanego w wokalistce zespołu Bi-Bi-Es, który zabija każdego, kto ośmieli się powiedzieć o niej coś złego. Sprawa zabójcy nie jest jedyną, która zaprząta umysł głównej bohaterki. Na komisariacie zjawia się biznesmen Rubcow pełen obaw o bezpieczeństwo swojej córki Żeni. Dziewczyna od jakiegoś czasu otrzymuje listy od tajemniczego adoratora, który- jak niebawem się okazuje- myli ją z członkinią Bi-Bi-Es. Z zainteresowaniem śledziłam mieszkaniowe potyczki Kamieńskiej i zawiłe śledztwo, które prowadziła. Niemniej nie tylko te wątki przyciągnęły moją uwagę. Było jeszcze coś, a precyzując-ktoś. Oni. Olga i Paweł. Na pierwszy rzut oka małżeństwo idealne.

„Śmiech bogów” to powieść kryminalna, w której znalazłam wszystkie, znane mi już elementy charakterystyczne dla twórczości Aleksandry Marininy: wielowątkową historię, precyzyjnie skonstruowaną intrygę kryminalną i starannie odmalowane tło obyczajowe. Autorka z wielką dbałością o detale portretuje nie tylko ludzką naturę, ukazując jej wielowymiarowość, ale także nakreśla sytuację społeczno-gospodarczą ówczesnej Rosji. Tym razem akcja powieści przypada na okres kryzysu gospodarczego i dewaluacji rubla. Zła sytuacja materialna głównej bohaterki (i nie tylko) to efekt tego załamania. Te okoliczności zdają się być odpowiednią scenerią dla ukazania słabości człowieka. Odnajdziemy tutaj kobietę, która jest gotowa na wszystko, by zdobyć pieniądze dla ukochanego mężczyzny, dziewczynę żyjącą w złotej klatce, którą ojciec traktuje jak dziecko, czy mężatkę romansującą za przyzwoleniem męża.

Muszę przyznać, że twórczość „carycy rosyjskiego kryminału” jest dość specyficzna. Sama zaczynając swoją znajomość z major Nastią Kamieńską gubiłam się wśród nazwisk i imion bohaterów, które bardzo często zdrabniane, powodowały u mnie coraz większą dezorientację. Ponadto te opowieści snute są przez pisarkę niespiesznie, co rusz ujawniając jakieś nowe wątki, które finalnie stanowią istotne elementy historii. Ten chaos spowodowany mnogością nazwisk w trakcie lektury malał, a spokojne tempo pozwoliła mi skupić się na wielu niuansach, niemniej zwolennicy wartkiej akcji mogą poczuć się znużeni. Jednak sympatycy powieści łączących elementy obyczajowe z kryminalnymi osadzonych w realiach lat 90-tych znajdą tu coś dla siebie.

 

A. Marinina -  Śmiech bogów


stron: 608

wyd. Czwarta Strona 2020