niedziela, 8 sierpnia 2021

Marianne Cronin "Sto lat Lenni i Margot"

 



Lenni Petterson ma siedemnaście lat i właśnie została przeniesiona na oddział dla nieuleczalnie chorych pacjentów. Właśnie wtedy, kiedy zdaje się, że pozostaje jej już tylko czekanie na to, co nieuniknione, ona jak nigdy cieszy się życiem. A to za sprawą Margot Macrae, osiemdziesięciotrzyletniej staruszki, która odkrywa przed Lenni nieznany jej dotąd świat. Chcąc powrócić do ważnych dla nich chwil z przeszłości postanawiają stworzyć sto obrazów, bowiem tyle lat mają razem. Jedno intensywne wspomnienie, wybrane z każdego roku życia zamknięte w jednym szkicu - tak powstała pełna emocji opowieść o miłości, przyjaźni, stracie i samotności. 


Muszę przyznać, że poznając opis książki, przemknęło mi przez myśl: „już to znam", gdyż niejednokrotnie czytałam powieści traktujące o chorobie i umieraniu, skłaniające do refleksji nad ulotnością naszego życia i zmuszające do uronienia kilku łez. I choć „Sto lat Lenni i Margot”  pióra Marianne Cronin to obraz ostatnich dni głównych bohaterek, dla mnie to przede wszystkim opowieść o życiu. Autorka skoncentrowała się na przeszłości Lenni i Margot, starannie wybierając najistotniejsze fragmenty i przedstawiając je niczym fotograficzne kadry. Sama właśnie tych obrazów wyczekiwałam, gdyż losy tych dwóch przyjaciółek okazały się być bardzo intrygujące. Ponadto takie „podróże w czasie” pozwalały złapać oddech i uwolnić się na chwilę od przytłaczającej, szpitalnej rzeczywistości. 


Lenni i Margot są nietuzinkowymi postaciami. Nieprzewidywalnymi, dojrzałymi, a nade wszystko ciepłymi. Niemal od razu znajdują wspólny język, mimo dzielącego ich wieku i bagażu doświadczeń, których nie szczędził im los. 


Marianne Cronin stworzyła przejmującą, ale niepozbawioną humoru opowieść, która u niejednego czytelnika wywoła potok łez.  






M. Cronin - Sto lat Lenni i Margot


stron: 400


wyd. Harper Collins 2021

piątek, 28 maja 2021

Sam McBratney, Anita Jeram "Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham"

Szukając słów, aby powiedzieć komuś, jak bardzo się go kocha można odnieść się do sztuki, sięgając po poezję, kompozycję muzyczną czy obraz. Jednak i to może okazać się niewystarczające, bowiem nie sposób nadać miłości określoną wagę czy miarę. Doskonale wiedzą o tym bohaterowie książeczki „Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham”, Mały Brązowy Zajączek i Duży Brązowy Zając, próbując pokazać sobie nawzajem, jak wielka jest ich miłość.

Historia stworzona przez Sama McBratney’a i zilustrowana przez Anitę Jeram to książeczka przeznaczona dla najmłodszych czytelników. Przystępny w odbiorze tekst będący rozmową Dużego Brązowego Zająca z synkiem przypomina nam, że miłość wyrazić możemy najprostszymi słowami czy gestami.

 „ Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham” to czuła opowieść o tym, że warto przypominać najbliższym o tym, jak bardzo ich kochamy, mimo iż wydaje nam się oczywiste, że doskonale o tym wiedzą.

                                                                                                                    

S. McBratney, A. Jeram – Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham

 

stron: 36

wyd. Harper Collins 2020

niedziela, 16 maja 2021

Izabela Janiszewska "Amok"

 

 

Kiedy „Wrzask” i „Histeria” nie wystarczają pozostaje „Amok”, który niszczy wszystko.

Dochodzenie prowadzone przez Wilczyńskiego zdaje się być jednym z tych najtrudniejszych, nie tylko dlatego, że dotyczy jego koleżanki Sylwii Konopackiej, ale także ze względu na podejrzanego, który znając bolesną przeszłość komisarza umiejętnie nim manipuluje. Niełatwe będzie także reporterskie śledztwo Larysy Luboń koncentrujące się na śmierci Lady Di, bezdomnej z Dworca Centralnego. Wszelkie tropy prowadzą do zamożnej rodziny Hallerów, która nie cofnie się przed niczym, by powstrzymać Larysę.

Dotąd nie potrafiłam jasno wskazać swoich sympatii i antypatii. Główne postaci stopniowo odsłaniały przeszłość, dzieląc się swoimi lękami i zaskakując wyborami i podjętymi decyzjami. Czy wreszcie mi się to udało? Nie do końca. Jednak odnoszę wrażenie, że bohaterowie nareszcie pozwolili sobie na to, by zdjąć skorupę skrywająca ich słabości i uczucia, co dodaje im autentyczności.

Intryga tkana jest przez autorkę z dbałością o detale, zmuszając czytelnika do analizowania każdego tropu, wysnuwania wniosków i weryfikowania ich. Niestety momentami odnosiłam wrażenie, że zagadka utkwiła w martwym punkcie i nie odnajduję żadnych nowych wskazówek. Na szczęście ta stagnacja mija na kolejnych etapach śledztwa. Jednak to nie na dochodzeniu najmocniej się koncentrowałam. Finalna część cyklu o komisarzu Wilczyńskim ujęła mnie przede wszystkim klimatem. Niepokojący, momentami duszny idealnie współgrał z emocjami bohaterów.

W „Amoku”, tak jak w poprzednich tomach cyklu zetkniemy się także z problematyką oscylującą wokół ludzkiego umysłu i emocji na tryle silnych, by przejąć kontrolę nad człowiekiem czyniąc z niego szaleńca.

A finał? Zaskakujący. Emocjonujący. Kompletny.

 

 

I. Janiszewska - Amok

stron: 408

wyd. Czwarta Strona 2021

środa, 28 kwietnia 2021

Marta Szloser "Warstwy"

 

Wszystko ma swoje warstwy. Drzewo rosnące w ogrodzie, dom, do którego wracamy, urodzinowy tort, a przede wszystkim my sami. Ta książka także ma warstwy: tekstową i graficzną. Wersy autorstwa Marty Szloser zilustrowała Ania Jamróz. Oszczędna treść w towarzystwie tych obrazów przybiera na sile, tworząc „kadry”, którym musimy uważnie się przyjrzeć, by dostrzec w nich coś, co umyka na pierwszy rzut oka.

„Warstwy” to publikacja dla najmłodszych, gdzie tekst przybiera lekką, przystępną formę, by ułatwić dzieciom odkrywanie tych dosłownych warstw i zachęci do poszukiwań tych ukrytych między wierszami. To także książka dla dorosłych czytelników, którzy poznając opowieść Marty Szloser ponownie przyjrzą się otaczającej ich rzeczywistości i zwrócą uwagę na istotne detale codzienności, które już spowszedniały.

„Warstwy” to subtelna próba „rozgryzienia” świata i poznawanie jego kolejnych powłok, tych oczywistych i tych, które dostrzec możemy jedynie oczami wyobraźni filtrując słowa przez własną wrażliwość. Ile ich odkryjemy? To zależy tylko i wyłącznie od nas samych.

 



 

 

M. Szloser – Warstwy

 

stron: 56

wyd. Wydawnictwo Literówka 2020

czwartek, 8 kwietnia 2021

Maja Lunde "Strażniczka słońca"

 


 
 

Lilia żyje w świecie spowitym przez ciemność i dręczonym przez nieustanne ulewy. Dziewczynka nie pamięta barw, które niegdyś ją otaczały; nie pamięta wiosny, kwiatów i ciepła, którym obdarzało słońce. Wszystko dlatego, że zostało ono uwięzione w górskiej grocie, nad którą czuwa Strażniczka Słońca. W wiosce panuje głód, a warzywa i owoce dostarczane przez dziadka dziewczynki nie są w stanie nasycić wszystkich mieszkańców. Skąd one pochodzą? To pytanie coraz bardziej nurtuje Lilię, dlatego postanawia wyruszyć w głąb lasu. Tam odkrywa ścieżkę prowadzącą do wiecznie słonecznej doliny, gdzie jedzenia jest pod dostatkiem, a mieszkający tam Chłopiec i Pies nie wiedzą co to chłód i mrok.

Lilka nigdy nie poznała swojej matki, a dziadkowi, który ją wychowuje nie ma odwagi wyznać, jak bardzo brakuje jej bliskości. Od szarej codzienności odrywa ją jedno pragnienie kiełkujące w jej sercu – powrotu do życia, w którym  po zimie nastawała wiosna. Wkrótce dostanie szansę na przywrócenie harmonii świata i ocalenie słońca. Jednak czy takiemu zadaniu może podołać mała dziewczynka?

„Strażniczka Słońca” to druga opowieść spod pióra Mai Lunde należąca do Kwartetu Sezonowego. Po „Śnieżnej siostrze” i zimie goszczącej nie tylko za oknem, ale także w sercach bohaterów, nadszedł czas na  kolejny nieodzowny element  naszego życia- wiosnę. Historia o Lilce to propozycja dla najmłodszych czytelników, stąd jej językowa przystępność. Zresztą narratorką jest główna bohaterka, co sprawia, że powieść, mimo pewnych baśniowych wątków, staje się bardziej wiarygodna. A młodzi odbiorcy bez trudu wczują się w trudną sytuację dziewczynki i dostrzegą głębię przekazu, bo pomimo nieskomplikowanej formy ta opowieść traktuje o rzeczach ważkich. O samotności, potrzebie bliskości, wrażliwości na drugiego człowieka oraz o dokonywaniu wyborów i mierzeniu się z ich konsekwencjami.

Ta baśń o wiośnie nasycona jest uczuciami, które dobrze znamy, a które często trudno jest nam wyrazić. A przybierają one na sile w połączeniu z pastelowymi obrazami autorstwa Lisy Aisato. Artystka z wielką dbałością o detale odmalowuje emocje bohaterów.

Wzruszająca, smutna, ale i pełna nadziei. Polecam.

 

 

 




 

M. Lunde – Strażniczka słońca

stron: 202

wyd. Wydawnictwo Literackie 2021