sobota, 17 października 2015

Maroš Krajňak "Entropia"



Słowo „entropia” pochodzi od greckiego wyrazu entropḗ i oznacza „zwrócenie się”, bądź „obrót”. Posiłkując się encyklopedią i stosując uproszczenie dodam, że entropia w teorii informacji jest miarą chaotyczności i nieokreśloności elementów znajdujących się w pewnym zbiorze. „Entropia” to także tytuł powieści słowackiego pisarza, Maroša Krajňaka, której nie sposób odmówić właśnie niejednoznaczności. „Entropia” to drugi tom trylogii łemkowskiej.

W wykreowanym przez słowackiego pisarza świecie odnajdujemy kilku bohaterów, którzy gubią się i wracają pośród całej historii, w chaosie, w gąszczu informacji. Ci bohaterowie to Buko Forel, Pepo, Wychudły Schizofrenik, którzy stają się dla mnie przewodnikami oraz „elementami” scalającymi powieść.  

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o czym opowiada ta książka. „Entropia” to bardzo osobliwa lekcja historii, to obraz przemijania, próba ocalenia czegoś od zapomnienia, a także test na kreatywność.

Ważne jest tutaj jedno miejsce – Kurdybanywka.

Kurdybanywka jest prototypem wyludnionej osady, która miała być wzorem dla reszty Galicji, a później i całego świata. Ktoś musiał wywołać jej entropię, kontrolować ją i stymulować wzrost do najwyższych granic. Kurdybanywka nie żyje, są tam martwe domy, ruiny cerkwi i szkoły, od lat niepielone ogródki i zapuszczone sady.”*

Odnoszę wrażenie, że Kurdybanywka jest odzwierciedleniem łemkowskich terenów. To właśnie dzieje ludności zamieszkującej te okolice wyrastają na głównego bohatera powieści. Pozostając przy temacie ziem łemkowskich muszę ostrzec, że „Entropia” jest pod tym względem bardzo wymagająca. Sama przystąpiłam do lektury praktycznie nie wiedząc nic o Łemkowszczyźnie i to był błąd. Chcąc więcej zrozumieć i w pełni uczestniczyć w tej literackiej podróży trzeba poświęcić trochę czasu na poznanie historycznej przeszłości wspomnianych obszarów.

Całość przywodząca na myśl oniryczne teksty Bruno Schulza staje się jednocześnie czymś na wyciągnięcie ręki i czymś bardzo nierealnym. Krajňak zachwyca plastycznością opisów. Każde słowo nabiera barw i skłania do wizualizacji przedstawionych w książce zdarzeń. Ten świat, gdzie historia doprawiona jest surrealizmem oczarowuje, porywa czytelnika. W ten krajobraz wpisane zostały także postacie autentyczne tj. gen. Karol Świerczewski czy John von Neumann.

 „Entropia” to jedna z najbardziej wymagających oraz nietuzinkowych opowieści, jakie dotąd poznałam, dlatego mam nadzieję, że uda mi się poznać tę opowieść od początku, bo początkiem była „Carpathia”.

 

*str. 167-168


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Książkowe Klimaty 



M. Krajnak - Entropia
stron: 200
Wyd. Książkowe Klimaty 2015
 


 



piątek, 9 października 2015

Laura i Marie "Warkocze. Przewodnik krok po kroku"



Od zawsze byłam zwolenniczką długich włosów, jednak końskie ogony, w które je upinałam bardzo szybko mnie  nudziły. Wtedy do akcji wkraczała moja mama, która uwielbiała testować różne sploty i upięcia. Moje włosy są podatne, więc nie było większych problemów z ich upinaniem. Zatem, co rusz miałam na głowie coś nowego.
Sama, co prawda nie potrafię wyczarować na swojej głowie takich cudów, jak moja mama, ale chciałam nauczyć się chociaż najprostszych splotów. I powiedzmy, że prawie mi one wychodzą. Ostatnio na nowo zostałam zmotywowana do mozolnych prób. A to za sprawą mojej siostry i książki, którą mi podarowała „Warkocze. Przewodnik krok po kroku”. Autorkami przewodnika są dwie nastolatki – Laura i Marie, których porady dotyczące plecenia warkoczy śledzi na instagramie już ponad 130 tysięcy osób. Sama nie znałam ich poczynań, jednak przewodnik skusił mnie do zerknięcia na ich profil.
Publikacja oczywiście nie jest w stanie pomieścić wszystkich fryzur wykonywanych przez dziewczyny, jednak osoby rozpoczynające swoją przygodę z różnymi splotami będą miały w czym wybierać. Większość upięć tutaj przedstawionych bazuje na podstawowych splotach tj. francuz, holender czy kłos. Autorki postarały się oto, by w przewodniku znalazły się zarówno upięcia standardowe – doskonałe na wyjście do szkoły, jak i te bardziej stylowe – na specjalne okazje.
Przewodnik, oprócz zdjęć, które są nie tylko cieszą oko, ale znacznie ułatwiają pracę przy splataniu włosów zawiera także informację o stopniu trudności danego uczesania oraz spis przedmiotów potrzebnych do stworzenia konkretnego splotu.
Zatem jeśli lubicie eksperymentować z fryzurami, uwielbiacie sploty te szalone i te klasyczne poradnik „Warkocze. Przewodnik krok po kroku” z pewnością dostarczy wam inspiracji do własnych eksperymentów.



Laura i Marie - Warkocze. Przewodnik krok po kroku

stron: 110

Wyd. Między Słowami  2015

czwartek, 1 października 2015

Duet na dziś - Zanim zasnę



Książka S. J. Watsona i jej ekranizacja w reżyserii Rowan'a Joffé. Tekst i obraz - dwie formy sztuki, które potrafią wywołać mnóstwo emocji u odbiorcy. Zobaczymy, która z nich wywrze na mnie większe wrażenie. A jak było w Waszym przypadku?



wtorek, 29 września 2015

Anna McPartlin "Ostatnie dni Królika"



Codzienność niemal każdego z nas oznacza się szybkim rytmem życia i permanentnym brakiem czasu. Niestety taka aktywność sprawia, że tracimy umiejętność dostrzegania wyjątkowości każdej chwili, zapominamy o tym, by cieszyć się najmniejszym drobiazgiem, jakim obdarowuje nas los. To wszystko diametralnie się zmienia, kiedy w naszym życiu ma miejsce przełomowe zdarzenie. Dla czterdziestoletniej Mii Hayes – bohaterki książki „Ostatnie dni Królika” takim kluczowym momentem staje się nawrót choroby nowotworowej.
Zaczęło się od guza piersi. Operacja, chemioterapia, długie tygodnie spędzane w szpitalach – to wszystko było jak zły sen, jednak Mia nazywana przez wszystkich Królikiem dzielnie walczyła dla siebie i swoich najbliższych. Zwyciężyła, jednak ta wygrana okazała się krótkotrwała. Rak wrócił po czterech latach spokoju, jednak tym razem żadnego pojedynku nie będzie, Mia już na starcie zostaje skazana na porażkę, ze względu na liczne przerzuty. Zostaje przewieziona do hospicjum, które staje się krótkim, dziewięciodniowym przystankiem dzielącym ją od śmierci. Te dziewięć dni staje się okazją do wspomnień, szczerych wyznań oraz spotkań z tymi, o których prawie się zapomniało.
Muszę przyznać, że do opowieści podeszłam z dużą rezerwą. Przede wszystkim dlatego, że temat przewodni książki – choroba nowotworowa – wielokrotnie stawała się osią fabuły, niestety, w moim przypadku szybko okazywało się, że owe historie są zbyt łzawe. Zatem byłam niemal pewna, że autorka - Anna McPartlin nada stworzonej przez siebie historii zbyt dramatyczny i ckliwy ton, jednak zostałam pozytywnie zaskoczona. Pisarka  te bardziej emocjonalne momenty zgrabnie równoważyła humorem chwilami graniczącym z absurdem. Atutem jest także nieskomplikowany, momentami kolokwialny język, który dodaje opowieści lekkości.
Choroba głównej bohaterki nie jest dominującym wątkiem. Stanowi jedynie punkt wyjściowy do ukazania relacji rodzinnych. Powinnam dodać, że wyjątkowej relacji, bowiem rodzina Hayes’ów to ludzie od których „bije” ciepło. To ludzie ceniący łączące je więzi; ludzie z ogromnym poczuciem humoru, pasją oraz siłą. Autorka pozwala poznać nam tych ludzi nie tylko przez pryzmat obecnych wydarzeń, ale także tych mających miejsce dziesięć czy piętnaście lat wcześniej.
Każda osoba należąca do tej nieco zakręconej rodziny zasługuje na kilka słów. Ja jednak zatrzymam się przy Juliet – dwunastoletniej córce Królika oraz Molly – matce umierającej kobiety. Dziewczynka niemal natychmiast przykuła moją uwagę swoją dorosłością. Juliet to nastolatka, która swoim rozsądkiem i zaradnością przebija niejedną dorosłą osobę. Bez słowa skargi przyjmuje na siebie obowiązki matki, ponadto staje się najlepszą przyjaciółką i opiekunką Królika. Jeśli zaś chodzi o  Molly to matka – żywioł, która staje na głowie by ratować swoje dziecko. Jeśli będzie trzeba odwiedzi dziesiątki uzdrowicieli, ba, nawet nabluzga samemu Bogu, jeśli to ma uratować jej córkę. Pozostałych członków familii musicie poznać sami ;)
 „Ostatnie dni Królika” to powieść obyczajowa, która funduje czytelnikowi huśtawkę emocjonalną. Raz śmiech, raz łzy, a innym razem śmiech przez łzy. Opowieść, choć smutna, daje nadzieję. Choć o sprawach ostatecznych nie przytłacza, wręcz przeciwnie pozwala złapać oddech i zastanowić się nad tym, jak wykorzystamy ten czas, który nam został. Polecam.





Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Collins 




A. McPartlin - Ostatnie dni Królika

stron: 400

Wyd. Harper Collins 2015
 




wtorek, 22 września 2015

[rozrywka na planszy] Quiz wiem wszystko - Granna



Koniec wakacji to trudny czas nie tylko dla dzieci, ale także dla rodziców, którzy muszą zmobilizować swoje pociechy do systematycznej nauki. Jak osłodzić najmłodszym te chwile i przy okazji coś im wpoić? Sposobów jest wiele, jednak nie od dziś wiadomo, że połączenie nauki i zabawy przynosi zadowalające efekty. W takim wypadku warto sięgnąć po gry planszowe z serii „IQ Granna”. Do wyboru mamy pięć wariantów tematycznych: „Quiz wiem wszystko!”, „Quiz ortograficzny”, „2x2”, „Karta rowerowa” oraz „Rodzinki”.
Dziś kilka słów o grze „Quiz wiem wszystko”. Planszówka przeznaczona jest zarówno dla przedszkolaków, jak i dla uczniów szkoły podstawowej. Na pudełku co prawda widnieje przedział wiekowy od 6 do 10 lat, jednak sama „wypróbowałam” grę na nieco starszych dzieciakach, które doskonale się bawiły ;) A ja razem z nimi.

Zawartość pudełka przedstawia się następująco: plansza do gry, 6 pionków, 45 kart z pytaniami i odpowiedziami oraz 45 kart ilustrujących znane przysłowia. Rozkładamy planszę, następnie układamy dwa stosiki kart – na jednym te z pytaniami, na drugim te z ilustracjami. Kiedy gracze ustawią swoje pionki możemy rozpocząć zabawę. Każdy z zawodników wypiera jedno z trzech pytań na karcie na które musi udzielić odpowiedzi. Pytania różnią się stopniem trudności. Kiedy uczestnik udzieli poprawnej odpowiedzi przesuwa pionek o jedno pole do przodu. Kiedy gracz przesunie pionek na pole w innym kolorze, niż reszta musi udzielić odpowiedzi na pytanie z karty ze stosiku obrazkowego. Wygrywa ten, kto jako pierwszy ukończy trasę.

Sam quiz, w moim odczuciu jest bardzo interesujący. Zawiera kilkaset pytań zróżnicowanych tematycznie. Znajdziemy tutaj zagadki matematyczne, geograficzne, przyrodnicze czy historyczne. Niektóre z nich są banalne, nad innymi zaś trzeba pogłówkować. W instrukcji zaznaczono, że w grę można grać także samodzielnie, ja jednak polecam wariant wieloosobowy. Samej udało mi się zebrać pięcioosobową grupę, która zagwarantowała świetną atmosferę. Niektóre pytania zaskakiwały, a odpowiedzi zawodników wzbudzały salwy śmiechu. Kiedy rozgrywa dobiegła końca postanowiliśmy wykorzystać karty obrazkowe do gry w kalambury, jak sugerował producent. I muszę przyznać, że ten wariant także jest atrakcyjny, bowiem uczy kreatywnego myślenia oraz uruchamia dziecięcą wyobraźnię, która przecież nie zna granic.
Żeby nie było tak słodko wspomnę także o małym minusie. Otóż po wielokrotnych rozgrywkach dzieciaki znają pytania na pamięć. Poniekąd to dobrze, bo przecież o to chodziło, żeby nauczyć się poprzez grę czegoś wartościowego, niemniej zmagania nie są już takie emocjonujące.


„Quiz wiem wszystko” to nie tylko połączenie przyjemnego z pożytecznym czyli zabawy z edukacją, ale także doskonała okazja do spędzenia ze sobą czasu. Zachęcam do zabawy :)