czwartek, 16 czerwca 2016

Oscar Wilde "Bajki"



„Bajki” autorstwa Oscara Wilde’a to jedna z tych małych niepozornych książeczek, której zawartość zdaje się być idealna dla kogoś, kto chce odetchnąć po ciężkim dniu. To jednak tylko złudzenie, bowiem, choć kompozycyjnie te opowieści istotnie są delikatne ich treść ma w sobie sporą dawkę refleksji na temat człowieka i jego natury.
Oscar Wilde słowem stwarza obrazy subtelne i czułe, które są zarazem bardzo sugestywne. Jak to w bajkach bywa kluczową postacią jest nie tylko człowiek (książę, król czy biedak), ale także zwierzę, któremu przypisane zostają ludzkie atrybuty. To właśnie poprzez te stworzenia obnażane są nasze przywary.  
W niektórych bajkach autor odchodzi od pewnej schematyczności charakteryzującej sporą część tego typu opowieści, a mianowicie od tzw. szczęśliwego zakończenia. Przyznam, że takie rozwiązanie nadaje historiom nieco pesymistycznego wydźwięku. Ponadto, dzięki tym, nie zawsze pozytywnym finałom, każde z opowiadań zyskuje pewną dozę autentyczności.
Muszę wspomnieć także o języku, gdyż niewątpliwie jest on siłą tego zbioru. Oscar Wilde urzeka każdym słowem. Choć opowiadania ubrane są oszczędną formę, mają w sobie szyk i elegancję. Kolejną zaletą bajek jest ich uniwersalność. Samotność, miłość, rozczarowanie czy niezrozumienie od zawsze towarzyszy człowiekowi. I od zawsze stają się generatorem naszych działań. Pozwoliłam sobie tutaj na zwięzłość, gdyż tematyka podejmowana w bajkach jest znacznie szersza.
Wzruszające, wnikliwe i niekoniecznie tylko dla dzieci. Polecam.



O. Wilde - Bajki

stron:138
wyd. Wydawnictwo Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek 1988


poniedziałek, 13 czerwca 2016

Sylwia Chutnik "W krainie czarów"



„W krainie czarów”  to zbiór jedenastu opowiadań autorstwa Sylwii Chutnik.
Tytuł zdaje się być nawiązaniem do krainy stworzonej przez Lewis’a Caroll’a w książce „Alicja w Krainie Czarów”. Jednak w odniesieniu do tematyki opowiadań to określenie staje się bardzo przewrotne. Na próżno szukać tu sielskiej krainy pełnej magii zamieszkałej przez kolorowych bohaterów. Kraina w której egzystują bohaterowie książki jest raczej krainą udręki, gdzie każdy próbuje wyrwać się z objęć fatum.
Delikatne nawiązania do powieści Caroll’a odnajdziemy w tytułowym opowiadaniu, gdzie główna bohaterka utożsamia się z Alicją. Te porównania są jednak tutaj pewną dekoracją, próbą zneutralizowania nieznośnej rzeczywistości.
Pozostając przy korelacji „Alicji w krainie czarów” z książki Sylwii Chutnik uderzający staje się tutaj kontrast między tymi dwoma przestrzeniami. Świat, w którym znalazła się Alicja oszałamia barwami, zaskakuje postaciami i ma w sobie magię, tak nieodzowną w dziecięcych bajkach. Natomiast otoczenie bohaterów poszczególnych opowiadań jest szare i nijakie. Zresztą same postaci, choć w jakiś sposób intrygujący bez problemu wtapiają się w tłum. Czy to dojrzała kobieta, która coraz bardziej rozczarowana jest swoim małżeństwem, podstarzała prostytutka nieustanne czekająca na córkę, czy mężczyzna, który minął się z (kapłańskim) powołaniem – każde z nich ma świadomość tego, ile czasu stracili na budowanie życia, które teraz im ciąży.
Autorka te wykreowane przez siebie osoby traktuje wyjątkowo czule. Nie wytyka błędów, nie krytykuje, nie ocenia, nie poucza. Po prostu precyzyjnie przybliża czytelnikowi ich losy. Bez zbędnych eufemizmów, bez owijania w bawełnę obrazuje tę naszą współczesność, to „tu i teraz”, byśmy mogli się w niej przejrzeć. Cierpkość i dosadność opowieści chwilami neutralizowana jest ironią, bądź humorem. A opowiadanie „Muranooo” ma w sobie nawet  nieco groteski.
Niewątpliwie siłą tych opowiadań jest ich uniwersalizm. Postaci stają się fragmentem każdego z nas. Sama – wgłębiając się w ich losy – odnosiłam wrażenie, że jest mi po drodze z ich rozterkami, marzeniami, błędnymi decyzjami czy rozczarowaniem sobą i  chwilą obecną.  




S. Chutnik - W krainie czarów

stron: 264
wyd. Znak 2014

niedziela, 5 czerwca 2016

Yiyun Li "Tysiąc lat dobrych modlitw"



„Tysiąc lat dobrych modlitw” to zbiór dziesięciu opowiadań autorstwa Yiyun Li – chińskiej pisarki, która w wieku dwudziestu paru wyemigrowała lat do Stanów Zjednoczonych.
Choć fabuła opowieści osadzona jest w różnych miejscach geograficznych (Chiny, Stany Zjednoczone, Mongolia) utwory tworzą harmonijną całość. A czynnikiem je spajającym stają się przemiany gospodarczo-kulturalne w komunistycznych Chinach.
Autorka za pomocą palety nietuzinkowych postaci wyraźnie zarysowuje ówczesną mentalność chińskiego społeczeństwa. Akcentuje wpływ historii, kultury, a także legend na kształtowanie się osobowości człowieka oraz jego przyszłości. Zmiany polityczne i kulturowe z którymi mierzyli się mieszkańcy Chin stawały się powodem pewnego zagubienia. Zdaje się, że niemal każdy marzył o wyjeździe do Ameryki, a młodsze pokolenia z entuzjazmem przyswajało zwyczaje modne na Zachodzie. Jednak tym pragnieniom towarzyszył lęk przed nieznanym i przywiązanie do tradycji. Przeszłość głęboko zakorzeniona w ich umysłach stawała się hamulcem dla wszelkich planów.
Li wtapia w swoje historie odrobinę baśniowości i absurdu równoważąc to oszczędnym, dosadnym językiem. Wydarzenia zamknięte w kontekście historycznym Chin czy silnie umocowane w ich tradycji zmuszają czytelnika do bliższego zapoznania się z przeszłością kraju. Kultura azjatycka wciąż pozostaje mało klarowna dla kogoś, kto zestawia ją z europejską obyczajowością. Obraz Chin wyłaniający się z opowiadań zaskakuje, przeraża, ale także intryguje.
Pomimo głębokiej integracji fabuły z azjatyckimi zwyczajami opowiadania odznaczają się uniwersalnością. Gdyby zatrzeć to polityczno-kulturowe tło i skupić się na postaciach można by odkryć to, co wspólne dla każdego z nas. Bo „Tysiąc lat dobrych modlitw” to portret ludzi chwilami samotnych, momentami niepewnych, szukających swojego miejsca i lepszego jutra.
Sama sceptycznie podchodzę do zbiorów opowiadań jednak historie snute przez Yiyun Li przykuwają uwagę nie tylko ze względu na charakterystyczny, rzeczowy styl pisarki, ale przede wszystkim na wielowymiarowość każdej z opowieści. 



Y. Li - Tysiąc lat dobrych modlitw

stron: 224
Wyd. Czarne 2011

poniedziałek, 30 maja 2016

Hanne Ørstavik "Miłość"



Vibeke i Jon mieszkają w maleńkim miasteczku, gdzieś na północy Norwegii. Jon z niecierpliwością wyczekuje jutra, bowiem nazajutrz będzie świętował swoje dziewiąte urodziny. Chłopiec, przekonany, że matka wkrótce zabierze się za pieczenie tortu, wychodzi z domu, aby jej nie przeszkadzać.
Tymczasem Vibeke wcale nie zamierza przygotowywać niespodzianki dla synka. Po powrocie z pracy zamierza pojechać do biblioteki, by tam odnaleźć książki „prawdziwsze niż samo życie”. Kobieta jest tak sobą pochłonięta, że nawet nie zauważa nieobecności Jona. Tak rozpoczyna się wędrówka matki i syna przez ciemne uliczki miasteczka; wędrówka podczas której bohaterowie miną się wielokrotnie, ale nigdy nie spotkają.
Na próżno szukać głębszej więzi łączącej matkę z synem. Każde z nich - zakleszczone w swoim świecie, szuka sposobu na wypłoszenie samotności, która czai się w każdym kącie. Jon codziennie stara się zasłużyć na choćby jeden ciepły gest ze strony matki. Jednak kobieta pozostaje obojętna na chłopca.
Vibeke nie dojrzała do roli matki. Najważniejsze dla niej są książki i mężczyźni. Chociaż sprawia wrażenie oczytanej, jej osobowość zdaje się być miałka, a wypowiedzi rażą banałem. Bardziej przejęta jest dopasowaniem koloru paznokci do ubioru, niż własnym synem. Miłość oczywiście odczuwa, ale tylko do samej siebie.
„Miłość” Hanne Ørstavik momentami nabiera onirycznego wydźwięku. Wędrówka głównych bohaterów przez zimowe, spowite mrokiem miasteczko przywodzi na myśl senne projekcje, które często są rozmyte. Poszczególne etapy podróży matki i syna kreślone są naprzemiennie, a te przejścia między fragmentami opowieści są bardzo wyraźne, tworząc tym samym kontrast dla eterycznej atmosfery opowieści oraz uwypukla dysonans między Vibeke, a Jonem.
Książka Hanne Ørstavik to historia do rozbierania na czynniki pierwsze. Choć oszczędna pod względem dialogów staje się spichlerzem pełnym detali proszących się o refleksję (jak choćby nieustanne mrużenie oczu towarzyszące Jonowi).
W „Miłości” swoje miejsce ma samotność, strach, poczucie wyobcowania i potrzeba bliskości. Tylko tej tytułowej emocji brak.






Hanne Ørstavik „Miłość”
 
Ilość stron: 128
Wyd. Smak Słowa


piątek, 27 maja 2016

Laurent Graff "Szczęśliwe dni"



Antoine w wieku osiemnastu lat wykupił sobie miejsce na cmentarzu i postawił nagrobek. Mając trzydzieści pięć lat porzucił żonę i dwoje dzieci, by zamieszkać w domu starców „Szczęśliwe dni”. Wszystko po to, by bliżej przyjrzeć się śmierci;  by dotknąć jej istoty i przygotować się na jej nadejście. Mężczyzna z efektów swoich „badań” nie jest zadowolony, owszem pobyt w domu spokojnej starości od czasu do czasu sprawia mu niespodzianki, jednak nie pozwalają mu one na zgłębienie wspomnianego tematu. Wszystko zmienia się kiedy do domu trafia nowa pensjonariuszka – Mireille. Kobieta chora na raka ma świadomość, że zostało jej niewiele czasu. Antoine postanawia nie odstępować staruszki na krok, by uchwycić to, czym jest przemijanie.
Ta śmiertelnie poważna kwestia została zamknięta w klamrę lekkiej, momentami absurdalnej formy. W moim odczuciu, autor chciał w ten sposób nadać fabule lekkości i uniknąć zbytecznego moralizowania. Mentorstwo, owszem zostało ominięte szerokim łukiem, natomiast sama kompozycja (choć uwielbiam absurd i czarny humor) chwilami zbyt niepozorna. Rozumiem, że taki był zamysł, ale miejscami po prostu mnie to drażniło.  
Antoine – główny bohater i narrator opowieści trochę zalazł mi za skórę. I nie mówię tutaj o jego obsesji na punkcie przemijania czy śmierci. Na jego kuriozalne zachowania typu „zamknę się w domu starców” także jestem w stanie przymknąć oko. Irytujący natomiast jest fakt, że przemawia przez niego egoizm, a swoje życie zamienił w jałową egzystencję. Pragnie znaleźć odpowiedzi na zawiłe pytania pozostając jednocześnie obojętnym na wszystko, co go otacza.
Książka, mimo tych (w moim przekonaniu) słabych punktów ma swoje pozytywne strony. Nie sposób odmówić jej refleksyjności. Autor - Laurent Graff potrafi nakłonić czytelnika do zatrzymania się i uważniejszego spojrzenia na siebie zastanowienia się, jak wykorzystujemy czas, który jest nam dany. Ponadto zachęca do weryfikacji swoich spostrzeżeń na eutanazję, przemijanie czy miejsce osób starszych w społeczeństwie. 



L. Graff - Szczęśliwe dni 

stron: 130
Wyd. W.A.B
Warszawa 2009