poniedziałek, 30 maja 2011

Konrad T. Lewandowski "Anioły muszą odejść"


„Anioły muszą odejść” to pierwsza powieść Konrada T. Lewandowskiego po którą miałam okazję sięgnąć. Lewandowski z wykształcenia doktor filozofii jest autorem powieści fantasy, science fiction oraz kryminałów.

            „Anioły muszą odejść” jak głosi okładka ma być warszawską odpowiedzią na „Mistrza i Małgorzatę”. Impulsem do jej napisania, jak twierdzi autor był wywiad z księdzem, który stwierdził, że klęska Powstania Warszawskiego była zemstą Matki Boskiej za to, że Polacy okazywali jej zbyt mało czci.

            Warszawa. XXI wiek. Czterej Aniołowie zostali postawieni przed bardzo trudnym zadaniem. Mają zapobiec konfliktowi w świecie nadprzyrodzonym, który może doprowadzić do upadku Warszawy. Nad miastem widnieje bowiem klątwa  od 1526 roku, którą rzuciły dwie kobiety, Krystyna oraz Dorota. Zostały one spalone żywcem, a umierając w męczarniach poprzysięgły zemstę i tak od XVI wieku wszelkie próby Polaków odzyskania Warszawy kończą się fiaskiem.

            Anioły, bardzo ekscentryczne od razu zyskały moją sympatię. Pierwszy z nich, Jan Seweryn był husarzem i trzyma w ryzach pozostałą trójkę aniołów: Anioła Dobrej Rady (który za życia był ateistą), Anielicę Leokadię (za życia prostytutkę) oraz Anioła Zaleszczuka (ateistę, zwolennika marksizmu). Anioły oczywiście nie są zdane tylko na siebie, ich poczynania obserwuje Bóg (w książce nazwany „Naczelnym”).

            Zadanie powierzone Aniołom okaże się bardzo trudne, będą musiały przechytrzyć demony Doroty i Krystyny, uratować miłość pewnego księdza do wypyskowanej dresiary, zdemaskować fałszywą Matkę Boską, na tym nie koniec, ale więcej nie zdradzę.

W wir wydarzeń we współczesnej Warszawie zostały wplecione wątki historyczne, które ukazują nieudolność polskich władz oraz błędy Kościoła. Autor w każdym z wątków ukazał obecność demonów dwóch kobiet, które miały wpływ na decyzje ówczesnych panujących.

            Autor miał bardzo ciekawy pomysł i bardzo dobrze go zrealizował. Czytelnik jest świadkiem wielu niesamowitych zdarzeń  przedstawionych czasem w bardzo żartobliwy sposób, co sprawia, że lektura jest bardzo przyjemna. Wartka akcja nie pozwala się nudzić, a interesujące postacie, nie tylko Aniołów zaintrygują każdego.

            A jeśli chodzi o „Mistrza i Małgorzatę” szukałam, szukałam i niewiele znalazłam...,ale jak najbardziej polecam książkę nie tylko miłośnikom fantasy.


Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki portalowi Sztukateria oraz wydawnictwu G+J Gruner+Jahr Polska za co bardzo dziękuję.






K. T. Lewandowski - Anioły muszą odejść
Ilość stron: 488
Wyd. G+J Gruner+Jahr Polska
Warszawa 2011
Ocena: 6/6




niedziela, 29 maja 2011

Halszka Opfer "Kato-tata. Nie-pamiętnik"


            Halszka Opfer to pseudonim (Opfer z niemieckiego ofiara) kobiety, która w swojej książce odważyła się opowiedzieć o molestowaniu przez ojca. Przelanie tego na papier jest, jak sama twierdzi pożegnaniem się z przeszłością. Do niedawna ten temat był w Polsce tematem, który się przemilcza, tematem wstydliwym i palącym.         

Halszka wprowadza czytelnika w świat swojego dzieciństwa, w świat swojej rodziny, patologicznej rodziny. Ojciec- alkoholik zaczął molestować Halszkę kiedy miała trzy lata, zresztą jej starszej siostrze także tego nie oszczędził.

            Nie tylko ojciec był tym, który krzywdził rodzinę. Matka okazując ciche pozwolenia na wszystko była współwinna. Kobieta miała poczucie, że dzieci zmarnowały jej życie, co dawała im odczuć. Nie dawała pieniędzy na ubrania, podręcznik, a nawet na jedzenie. Interesowała się tylko i wyłącznie sobą.

            Halszka ze względu na swoje biedne pochodzenie była odtrącana przez rówieśników, osamotniona lgnęła do każdego kto okazał jej choćby odrobinę zainteresowania, co nie zawsze kończyło się dobrze. Była wykorzystywana przez każdego, była ofiarą swojego ojca, swojej matki, a w końcu przypadkowych mężczyzn.

            Piekło trwało kilkanaście lat, autorka pisze „Mogłam krzyczeć – nie krzyczałam”. Dlaczego? Bo wstyd? Bo mamusia i tatuś? Właśnie! Czytając nie-pamiętnik bardzo irytowało mnie to, że autorka pisząc o rodzicach określała ich per mamusia i tatuś, a przecież były to osoby, które wyrządziły jej największą krzywdę.

            Książka napisana jest oszczędnie i prosto, zadziwia szczerością. Czytelnik staje się świadkiem tych wszystkich wydarzeń.

 Mnie ciężko było przebrnąć przez tyle zła, cisnęły się pytania, gdzie byli sąsiedzi, nauczyciele, czy nie można było tego uniknąć? 


H. Opfer „Kato-tata. Nie-pamiętnik”
Ilość stron:184
Wyd. Wydawnictwo Santorski & Co
Warszawa 2009
Ocena: 4/6

sobota, 28 maja 2011

Mirosław Sośnicki "Modżiburki dwa"


 W literaturze motyw miłości występuje bardzo często. Pisarze uwielbiają o niej pisać (w końcu to ona jest najważniejsza w życiu), a czytelnicy uwielbiają czytać. Jednak snując historie na temat czegoś tak ulotnego można często popaść w banał, można niechcący stworzyć coś, co zamiast wzruszać rozśmiesza i denerwuje, bo chyba najtrudniej jest pisać o rzeczach najważniejszych. I trudno je recenzować.
            Modżiburki dwa” Mirosława Sośnickiego to także opowieść o miłości. Jednak bez patosu, bez przesady. To opowieść, której nie sposób zrecenzować, bo ciężko słowami wyrazić emocje, jakie towarzyszyły mi podczas czytania książki. Było wzruszenie i był śmiech, zachwyt oraz....rozczarowanie. Tak rozczarowanie, że nie poznałam takiej „modżiburkowej” miłości.
Mirosław Sośnicki pokazuje, że to niezwykłe uczucie łączące Modżiburka Małego (ją) oraz Modżiburka Wielkiego (jego) ma swoje odzwierciedlenie w rzeczach zwykłych ( w gotowaniu gołąbków dla ukochanego, w zimowym spacerze, w piciu porannej kawy).
            Autor uczy czytelnika, jak dostrzec magię w codziennym życiu, w czynnościach na pozór prozaicznych. Dzięki Modżiburkom pokazuje, jak należy pielęgnować miłość, jak odnaleźć radość w każdym momencie swojego życia.
            Książka napisana jest prostym językiem i choć niewiele w niej dialogów nie nudzi. Czyta się ją jednym tchem i z wielkim oczekiwaniem na rozwój sytuacji.
            „Modżiburki dwa” to bajka, bajka o uczuciu, którego każdy z nas szuka. To opowieść, która działa na czytelnika jak lekarstwo. Lekarstwo na gorsze dni.
Ja zakochałam się w Modżiburkach, w ich umiejętności okazywania sobie czułości.
Przekonajcie się sami:
„– Modżiburek Malutki musi mieć znacznie więcej pieszczot. Ma ich bardzo mało i teraz Modżiburek Większy powinien Modżiburkowi Malutkiemu trochę tych pieszczot dać.
– Dobrze. Wyślę ci pocztą. Na początek taką średnią paczkę.
– Tak się pieszczot nie przekazuje!
– A jak?
Pochyliła się nad nim i pocałowała. Długo. Namiętnie. „*

* s.10


Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki portalowi Sztukateria oraz wydawnictwu MTM za co bardzo dziękuję.




M. Sośnicki – Modżiburki dwa
Ilość stron: 276
Wyd. MTM
Jugowice 2011
Ocena: 6/6

           

środa, 25 maja 2011

Lidia Witek "Wybór Marty"

            Z twórczością zmarłej w styczniu 2011 roku Lidii Witek miałam okazję zetknąć się za sprawą powieści opartej na faktach „Wybór Marty”.
            Akcja powieści toczy się w Warszawie, w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Autorka, co prawda nie podaje konkretnej daty, ale czytelnik może sam z lektury wywnioskować, że historia ta miała miejsce właśnie w tym czasie.
            Marta Karwowska 31-letnia architekt wiedzie spokojne i ustabilizowane życie. Ma dobrą pracę, własne mieszkanie, narzeczonego Roberta, a w najbliższych planach założenie rodziny. Pewnego deszczowego wieczoru w jej mieszkaniu pojawia się zapłakana kuzynka, Małgosia. Dziewczyna wyjawia Marcie, że zaszła w ciążę i w obawie przed swoim ojcem oraz matką jej chłopaka. Grzegorza zamierza poddać się aborcji. Marta pragnie pomóc Małgosi i składa jej zaskakującą propozycję...że adoptuje jej dziecko. Dziewczyna zgadza się i po urodzeniu Patryka Wojciecha oddaje go Marcie. Spokojne życie pani architekt zmienia się o 180 stopni.
            Opowieść o losach Marty przeplatana jest jej wspomnieniami. Kobieta wraca do czasów wojny, kiedy jako mała dziewczyna była częstym gościem w domu cioci Adeli. Adela miała wszystko: dobrego męża, wspaniały dom i pieniądze. W latach czterdziestych uchodziła za bardzo zamożną kobietę. Wszystko zmieniła wojna. Ukochany mąż, Karol został powołany do służby, kobieta musiała poradzić sobie z samotnością.  Wszystko zmienia się kiedy znajduje małego, chorego chłopca Stefka. Kobieta pragnąc go ratować musi sprzedać swoje ukochane pamiątki rodzinne. Uzyskane w ten sposób środki pozwoliły na wykarmienie i wyleczenie chłopczyka, którego Adela zwróciła po wojnie matce.
            Śledząc zachowanie Marty można rzec, że historia lubi się powtarzać. W latach czterdziestych jej ciotka wychowywała cudze dziecko i poświęciła dla niego wszystko, a teraz ona decyduje się na to samo.
            Główna bohaterka wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Nie mogłam pozbyć się wrażenia, że adoptowała Patryka głównie ze względu na ciocię Adelę. Marta podjęła tę decyzję bardzo pochopnie, nie wiedząc do końca jakie niesie ona konsekwencje.
            Nie zawsze zgadzałam się z „wyborami Marty”, w wielu sytuacjach spodziewałam się innego rozwiązania, innej reakcji kobiety. Dokonując takich, a nie innych wyborów z pewnością miała na uwadze dobro chłopca. Jest ciepłą i pomocną osobą nie tylko dla swojego synka czy rodziny, ale również dla znajomych z pracy.
            Książka napisana przystępnym językiem, co sprawia, że czyta się ją bardzo dobrze. Jedyne czego trochę mi brakowało to żywszej akcji. Książkę oceniam pozytywnie, po jej lekturze nasuwa mi się kilka pytań: czy samotne osoby powinny adoptować dziecko? Czy warto zmieniać całe swoje życie dla zbyt pochopnie podjętej decyzji? I wreszcie czy w imię niesienia pomocy innym należy sobie odmówić szczęścia? Pytania trudne, na które lektura nie daje jednoznacznej odpowiedzi...

Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki portalowi Sztukateria oraz wydawnictwu ProMic za co bardzo dziękuję.




L. Witek – Wybór Marty 
Ilość stron: 594
Wyd. ProMic
Warszawa 2010
Ocena: 4/6

sobota, 21 maja 2011

Helen Oyeyemi "Mała Ikar"

„Mała Ikar” to pierwsza wydana w Polsce powieść brytyjskiej pisarki nigeryjskiego pochodzenia, Helen Oyeyemi. Helen napisała książkę jeszcze w szkole średniej w niespełna dwa miesiące.

            Jessamy Harrison – córka Nigeryjki i Anglika nie jest zwykłą ośmiolatką. Dziewczynka jest niezwykle wrażliwa, uwielbia książki (zwłaszcza Szekspira) oraz haiku, które sama z wielkim zapałem pisze.

            Jess (tak zwraca się do niej matka) nie przepada za towarzystwem rówieśników, jej ulubioną formą spędzania wolnego czasu jest pobyt... w szafie. Boi się tłumu, a w szkole miewa histeryczne napady krzyku. (Dziewczynka przypomina mi bohatera powieści „Dziwny przypadek psa nocną porą”, Christophera, który w wyniku autyzmu także miał napady złości i bał się ludzi).

            Wszystko zmienia się w momencie kiedy rodzice zabierają ośmiolatkę do Nigerii. Tam Jess pozna nie tylko niezwykłą dziewczynkę o imieniu Tilly, Tilly ale także skrywaną od lat tajemnicę rodzinną,...

            Oyeyemi zadbała o to, aby czytelnik z niecierpliwością czekał na rozwój wydarzeń, chcąc dowiedzieć się kim jest tajemnicza przyjaciółka głównej bohaterki. Wytworem wyobraźni czy kimś zza światów? 

            Tę niezwykła atmosferę autorka buduje nie tylko dzięki interesującym postaciom, ale także dzięki bardzo sprawnemu językowi, czasem urzekającemu prostotą, czasem trochę poetyckiemu.

            „Mała Ikar” to opowieść o próbie odnalezienia własnego „ja”. O zagubieniu dziecka w dwóch tak różnych od siebie światach: Nigerii oraz Anglii. To opowieść o walce rodziców, jaką muszą stoczyć, aby dotrzeć do dziecka, które tak bardzo swoim zachowaniem odbiega od rówieśników. Wreszcie to opowieść o emocjach, o tym, jak potrafią manipulować człowiekiem.

            Lektura interesująca, która zmusza czytelnika do własnej interpretacji, a czasem do jej weryfikacji.


H. Oyeyemi – Mała Ikar

Ilość stron: 356
Wyd. W.A.B
Warszawa 2007
Ocena: 5/6

Antologia "Mogliby w końcu kogoś zabić"


Przyznam, że nie przepadam za antologiami. Uważam, że bardzo trudno jest zmieścić wiele ciekawej treści w tak krótkiej formie, jaką jest opowiadanie. Bardzo ciężko jest mi takie książki oceniać, ponieważ różnorodność opowiadań wyklucza użycie jednego sposobu oceniania.

            Jednak skusiłam się na „Mogliby w końcu kogoś zabić.” Lubię kryminały, a poza tym zaintrygował mnie tytuł.

            „Mogliby w końcu kogoś zabić” to zbiór dziesięciu opowiadań napisanych przez polskich autorów. Czytelnik odnajdzie tutaj intrygujące historie napisane m.in. przez Jacka Skowrońskiego, Piotra Schmandta, Katarzynę Rogińską czy Katarzynę Gacek.

            Wszystkie te historie łączy oczywiście tajemnicza zbrodnia oraz osoba, która stara się tę zbrodnię rozwikłać. I to chyba jedyny wspólny element.

            W każdym z opowiadań odnajdziemy inny język, inny przekaz. Zetkniemy się tutaj ze zbrodnią dokonaną pod wpływem miłości (opowiadanie „mogliby w końcu kogoś zabić”), morderstwem „dla dobra rodziny” („Blondynki”) oraz zbrodnią z wątkiem okultystycznym („Noc wszystkich trupów”).

             Niektóre zbrodnie są tylko pretekstem do zwrócenia uwagi na bardzo istotne problemy, jak chociażby w opowieści Ewy Ostrowskiej „Kraina Czarów Alicji Nowak”, gdzie autorka porusza temat znęcania się nad dziećmi. Czytelnik poznając Alicję i jej życie ma ochotę zadać pytanie czy rodzice mogą bezkarnie łamać prawa dziecka? I dlaczego społeczeństwo nie reaguje na krzywdę najmłodszych?

Opowieść „Cztery ściany Agnieszki” także porusza ważny problem, a mianowicie problem choroby psychicznej. Historia Agnieszki to opowieść o chorobie, która przychodzi znienacka, o schizofrenii, która odbiera kobiecie możliwość spokojnego życia. 

Każde opowiadanie napisane jest bardzo przystępnym językiem, przystępnym, choć różnym, bowiem każdy z autorów dysponuje innymi środkami oraz posiada charakterystyczny styl pisania. Ta różnorodność nie przeszkadza w odbiorze, wręcz przeciwnie sprawia, że książka jest ciekawsza.

 Myślę, że w tej antologii każdy wielbiciel kryminałów znajdzie coś dla siebie.




Antologia "Mogliby w końcu kogoś zabić"
Ilość stron: 316
Wyd.Oficynka
Gdańsk 2010
Ocena: 4/6



środa, 18 maja 2011

Jack Ketchum "Dziewczyna z sąsiedztwa"


            „Dziewczyna z sąsiedztwa” to pierwsza książka Jack’a Ketchuma, amerykańskiego pisarza grozy, który jest „drugi zaraz po Stephenie Kingu”
            „Dziewczyna z sąsiedztwa” to thriller tematyką nawiązujący do morderstwa z 1965 roku jakiego w Stanach Zjednoczonych dokonała Gertrude Baniszewski. Kobieta wraz ze swoimi dziećmi oraz dziećmi sąsiadów maltretowała, a następnie zabiła 16-letnią Sylvię Likens.
            New Yersey, koniec lat pięćdziesiątych XX wieku. Dwunastoletni chłopak, David Moran poznaje Meg, dziewczynę która po śmierci rodziców wraz z młodszą, niepełnosprawną siostrą Susan wprowadza się do swojej ciotki Ruth Chandler. David zauroczony dziewczynką staje się częstym gościem w domu Ruth oraz jej trzech synów. Pewnego dnia chłopak odkrywa, że Meg przetrzymywana jest w schronie, a ciotka i kuzyni znęcają się nad nią fizycznie i psychicznie.
            Wkrótce do tych okrutnych rytuałów przyłączają się dzieci z sąsiednich domów, podjudzane przez Ruth traktują zaistniałą sytuację jak kolejną zabawę, kolejną grę, w której, aby wygrać należy zadać cierpienie Meg.
            David staje się obserwatorem, nie znęca się nad dziewczyną po prostu stoi i patrzy. Jest zagubiony, nie wie, co ma robić. Jest tym wszystkim zafascynowany, bo „to jest jak narkotyk”, z drugiej strony jest mu wstyd, że nie potrafi ocalić Meg, że swoim milczeniem daje na to przyzwolenie. Czuje się winny, jednak w jego przekonaniu dzieci nie są w stanie zrobić nic, a on przecież jest tylko dzieckiem. Targany wyrzutami sumienia postanawia pomóc dziewczynie, tylko czy nie za późno?
            Autor posłużył się prostym, „dosadnym” językiem niczego nie omijając, nie ubarwiając. Sceny maltretowania opisane są bardzo dokładnie przez co wywierają na czytelniku ogromne wrażenie.
Relacjonuje tę zbrodnię z perspektywy jednego z uczestników – Davida, czytelnik poznaje wszystkie jego emocje, lęki, wątpliwości przez co „odczuwa” te zdarzenia jeszcze realniej.
„Dziewczyna z sąsiedztwa” to powieść, która boli. Czytając ją momentami miałam ochotę zamknąć oczy i powiedzieć, że to nie mogło dziać się naprawdę, a przecież Ketchum pisząc powieść opierał się na faktach.
Nie mogę napisać, że książka mi się podobała i ją polecam, bo byłoby to nie na miejscu. Książka mną wstrząsnęła, z pewnością zostanie w mojej pamięci. To thriller dla osób o mocnych nerwach.



J. Ketchum - Dziewczyna z sąsiedztwa
Ilość stron: 300
Wyd. Papierowy Księżyc
Słupsk 2009
Ocena: 6/6


poniedziałek, 9 maja 2011

Jorge Molist "Zdrada. Katarzy kontra Strażnicy Świątyni"

Z twórczością hiszpańskiego pisarza Jorge Molist’a zetknęłam się po raz pierwszy za sprawą powieści „Zdrada.  Katarzy kontra Strażnicy Świątyni. Muszę przyznać, że duży wpływ na to, że sięgnęłam po tę książkę miała wpływ okładka oraz zawarte na niej hasło odnoszące się do Katarów „Bardziej uduchowieni, zagadkowi, prześladowani niż templariusze”.
            Bohaterem powieści jest Jaime Berenguer, Kubańczyk, który mieszka w Los Angeles i zajmuje bardzo wysokie stanowisko w potężnym koncernie medialnym Davis Corporation. W siedzibie korporacji dochodzi do zamachu bombowego w którym ginie człowiek. Od tego momentu życie Jaimego zaczyna się komplikować.
            W dzień zamachu poznaje prawniczkę, Karen również pracującą dla Davis Corporation. Kobieta wprowadza go w szeregi tajemniczej grupy Katarów. Katarzy to rodzaj religijnej sekty, która w wyniku krucjat XIII- wiecznych została wymordowana. Teraz chcą odrodzić się znowu, aby walczyć o swoje prawa i aby zjednywać sobie jak najwięcej zwolenników. Jaime dowiaduje się, że jest następcą króla Aragonii, Pedra II i ma odegrać  kluczową rolę w walce Katarów ze Strażnikami Świątyni...
            Książka niestety bardzo mnie zawiodła. Czytając ją miałam wrażenie, że już z czymś podobnym się zetknęłam chociażby w „Kodzie Leonarda da Vinci” Dana Browna. Znów walka o religię i tajemnica Św. Graala.
            Bardzo irytował mnie główny bohater. Prawie 40-letni Jaime zachowywał się jak zakochany nastolatek. Świadomie dał się wykorzystywać Karen, uzasadniając swoje działania tym, że „ona jest piękna i bardzo ją kocha”. Mężczyzna jest tak naiwny, że aż denerwujący.
            W niekorzystny sposób zostali przedstawieni także pozostali bohaterowie. Są bezbarwni i nijacy, autor nie skonstruował, żadnej ciekawej osobowości. Żadna z postaci nie wyróżnia się na tyle, by utkwiła w pamięci czytelnika na dłużej.
            Akcja powieści toczy się w żółwim wręcz tempie, co sprawiło, że książkę musiałam co jakiś czas odkładać, aby nie zasnąć. To thriller, który niestety nie posiada atmosfery grozy i napięcia. Zachowania bohaterów stają się przewidywalne, czasem naiwne i śmieszne.
            Najciekawszym elementem książki okazała się okładka.



J. Molist - Zdrada.  Katarzy kontra Strażnicy Świątyni
Ilość stron: 416
Wyd. Philip Wilson
Warszawa 2006
Ocena: 2/6

           

piątek, 6 maja 2011

Andrea Maria Schenkel "Dom na pustkowiu"


„Dom na pustkowiu” kryminał bawarskiej pisarki Andrei Marii Schenkel zdobył wiele prestiżowych nagród, stał się światowym bestsellerem i sprzedał się w prawie milionie egzemplarzy. Nie przeszłam obojętnie obok takiej reklamy i postanowiłam sięgnąć po tę powieść po to, by się przekonać czy zachwyt jest uzasadniony.
Dom głównych bohaterów, rodziny Dannerów usytuowany jest na kompletnym odludziu w małej wiosce Tannöd. Rodzina budzi powszechną niechęć oraz strach wśród mieszkańców. Jej członkowie uważani są za dziwaków, samolubów oraz skąpców.
            Kiedy pewnej niedzieli Dannerowie nie zjawiają się w kościele ,a  dzieci nie pojawiają się następnego dnia w szkole zaniepokojeni sąsiedzi postanawiają udać się do domu na pustkowiu, aby sprawdzić co się dzieje. Cała rodzina została brutalnie zamordowana. To wydarzenie wstrząsa całą wsią.
            Poruszeni sąsiedzi zdają relację dziennikarce z przebiegu zdarzeń, jakie miały miejsce w dniu morderstwa. Wspominają każdego z rodziny Dannerów. Hermanna- głowę rodziny, człowieka oschłego surowego i agresywnego w stosunku do swojej pobożnej żony Teresy i córki Barbary. Barbara miała dwójkę dzieci: Mariannę i Józefa, którzy byli jedyną radością w tym wyobcowanym i smutnym domu.
            Dzięki wywiadom z mieszkańcami Tannöd czytelnik odkrywa wiele zaskakujących faktów z życia rodziny Dannerów. Wiele strasznych wydarzeń, rodzinnych tajemnic, które miały wielkie konsekwencje. Poznajemy rodzinę z punktu widzenia m.in. księdza, wójta, mechanika, sklepikarki oraz dzieci i osób starszych. Wiele osób twierdzi, że w końcu musiało dojść do tragedii, bo ci ludzie żyli w grzechu.
            Schenkel trzyma czytelnika w nieświadomości do samego końca, kiedy już nam się wydaje, że wiemy kto jest mordercą, kolejne karty odsłaniają nowe wydarzenia, które znów wprowadzają w niepewność.
            Książka bardzo ciekawie skonstruowana, napisana prostym przystępnym językiem, który sprawia, że czyta się ją przyjemnie i szybko. Jednak specyficzna, nie każdemu się spodoba, mnie przypadła do gustu.

 A.M. Schenkel – Dom na pustkowiu
Ilość stron: 198
Wyd. Sonia Draga
Katowice 2008
Ocena: 4,5/6

czwartek, 5 maja 2011

Jakub Żulczyk "Instytut"


           Jakub Żulczyk dziennikarz współpracujący m.in. z „Machiną” oraz „Lampą”. Zadebiutował w 2006 roku książką „Zrób mi jakąś krzywdę”. Powieść „Instytut” jest jego trzecią książką.

            35-letnia Agnieszka po rozstaniu z mężem przeprowadza się do mieszkania w jednej z dzielnic Krakowa, tytułowego Instytutu. Nikt nie wie skąd wzięła się nazwa, ani jaką historię kryje w sobie budynek. Agnieszka przygarnia do swojego mieszkania czterech współlokatorów: Sebastiana, Weronikę, Igę oraz Jacka. Pewnej nocy z przerażeniem odkrywają, że ktoś uwięził ich w mieszkaniu. Nie mają pojęcia kto to mógł być. Jedyną wskazówką, jaką zostawiają ONI jest napis na ścianie nakazujące mieszkańcom oddać mieszkanie.

            Mijają godziny, a uwięzieni ludzie wkrótce zostają pozbawieni telefonów, Internetu oraz światła. Okna zostają zabite deskami, a winda zepsuta. To dopiero początek „zabawy” jaką dla lokatorów przygotowali ONI...

            Opisy wydarzeń w Instytucie przeplatanie są retrospekcjami głównej bohaterki. Agnieszka wspomina swoje nieudane małżeństwo, młodość oraz codzienną walkę o lepsze życie. Snuje także historie o każdym ze swoich współlokatorów. Każdy z nich po gorzkich oświadczeniach próbuje poskładać swoje życie na nowo.

            Powieść napisana jest bardzo „soczystym, zadziornym” językiem, akcja sadzona we współczesności nadaje książce realności. Żulczyk bardzo dobrze buduje atmosferę napięcia i grozy dawkując ją czytelnikowi w odpowiednich proporcjach.

            Jest jednak coś co przeszkadza pewna bezsensowność fabuły. Bohaterowi miejscami zachowują się wręcz idiotycznie. Niektóre sytuacje są bardzo absurdalne, jak chociażby zakończenie, którego nie będę tutaj zdradzała.

            „Instytut” miał być wspaniałym horrorem, niestety w moim przekonaniu nie do końca się to autorowi udało. Jest dobrze napisana i dość wciągająca, jednak fabuła pozostawia wiele do życzenia.




J. Żulczyk - Instytut
Ilość stron: 251
Wyd. Znak
Kraków 2010
Ocena: 3,5/6

środa, 27 kwietnia 2011

Serge Joncour "Ultrafiolet"


Książkę francuskiego pisarza Serge Joncour’a „Ultrafiolet” kupiłam właściwie „w ciemno”, bo do tej pory nie spotkałam się z żadną powieścią tego autora. 

„Ultrafiolet” to historia zamożnej rodziny Chassagne mieszkającej u wybrzeży Bretanii. Czarną owcą w rodzinie jest młody chłopka, Philip, rozpuszczony i kompletnie nieodpowiedzialny pakuje cię w coraz to nowe tarapaty. Ojciec wysyła go na studia do Stanów w nadziei, że tam nauczy się dyscypliny.

Philip zawsze wraca do domu na święto 14 lipca, tym razem zamiast niego w domu państwa Chassagne zjawia się tajemniczy mężczyzna imieniem Boris, który podaje się za przyjaciela ich syna. Boris podbija serca zarówno rodziców, jak i dwóch sióstr Philipa. Z niechęcią odnosi się do niego tylko mąż jednej z kobiet Andre-Pierre. Na własną rękę próbuje dowiedzieć się czegoś o tajemniczym nieznajomym. Czy mu się to uda? I co Boris pragnie ukryć?

            Książka jak na thriller psychologiczny przystało jest pełna niedomówień i zagadek. Autor bardzo dobrze buduje nastrój grozy, ukazuje relacje rodzinne oraz ich złożoność. Pokazuje także, że otaczająca rzeczywistość składa się ze złudzeń oraz pozorów, jakie sami potrafimy tworzyć. Bardzo zaskoczyło mnie także zakończenie oczywiście pozytywnie.

            Książkę polecam fanom łamigłówek oraz atmosfery tajemniczości i grozy.



S. Joncour - Ultrafiolet
 

Ilość stron: 154
Wyd. Świat Książki
Warszawa 2006
Ocena: 5/6

sobota, 23 kwietnia 2011

Tilli Schulze, Lorna Collier "Marionetka historii"

            Lorna Collier jest dziennikarką współpracującą z wieloma amerykańskimi gazetami m.in. „Chicago Tribune”. Pisze o kobietach, zdrowiu, rodzicielstwie i edukacji. Historia Tilli Schulze jest jej pierwszą książką.

            „Marionetka historii” to wspomnienia Tilli Schulze z czasów II Wojny Światowej. Dziewczynka w momencie wybuchu wojny ma zaledwie pięć lat. Całe jej życie ulega rozbiciu. Ona, jej starsza siostra, Paula oraz bracia: Heinz i Helmut muszą bardzo szybko wydorośleć. Oprócz obowiązków związanych ze szkołą Tilli musi nauczyć się ciężko pracować w gospodarstwie, aby jej rodzina miała co jeść. Uczy się żyć w państwie, gdzie ludzie są zastraszani i zabijani.

 Kiedy kończy się wojna życie dziewczynki i jej rodziny wcale  nie ulega poprawie. Do Niemiec wkracza Armia Czerwona, która okazuje się jeszcze większym złem. Rosjanie niszczą wszystko, co wpadnie im w ręce, okradają rodziny i gwałcą kobiety. Tilli w wieku jedenastu lat także zostaje napadnięta i zgwałcona. Wtedy podejmuje ostateczną decyzję o wyemigrowaniu do Stanów Zjednoczonych. Jednak to nie będzie takie proste.

Książka, jak dowiadujemy się w przedmowie została napisana w stylu „fast-moving” (szybkie tempo akcji) dzięki czemu nie jest nudna. Czytelnik ma możliwość spojrzenia na wydarzenia wojenne z perspektywy pięcioletniego dziecka, następnie jedenastoletniej dziewczynki i w końcu młodej kobiety. 

Książkę czyta się jednym tchem, mnie bardzo zaintrygowała postać Tilli Schulze. Jak sama przyznaje nie jest bohaterką, a wspomnienia wydała nie po to, by kogoś oskarżać, lecz po to, by jej historia ujrzała światło dzienne, by jej rodzina dowiedziała się prawdy. Dla mnie jednak ma ona coś z bohatera, zresztą, nie tylko ona wszyscy ci dzielni ludzie, którzy przetrwali wojnę.



T. Schulze, L. Collier - Marionetka historii

Ilość stron: 350
Wyd. Videograf II
Katowice 2009
Ocena: 5/6
 
Moi drodzy,
chcę Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia 
zdrowych, radosnych, rodzinnych oraz "zaczytanych" Świąt Wielkanocnych.

niedziela, 17 kwietnia 2011

Olgierd Dudek "Króliczek"

            Olgierd Dudek, pisarz urodzony w Częstochowie swoje pierwsze teksty publikował m.in. w „Fantastyce” oraz „Feniksie”. Powieść „Króliczek” jest jego debiutem książkowym.

            „Króliczek” to dwie historie, które splatają się ze sobą dzięki bohaterom drugoplanowym, miejscem akcji oraz podobnej sytuacji życiowej dwóch głównych bohaterów: Klemensa i Artura.

            Obaj mieszkają w Częstochowie, obaj odkrywają, że wartości, które miały zapewnić im lepsze życie, a mianowicie wysokie kwalifikacje i dobry zawód są przeterminowane. Każdy z nich zatrudnia się przy mało opłacalnej pracy, zdecydowanie poniżej kwalifikacji. Muszą zweryfikować swoje poglądy i odpowiedzieć sobie na bardzo trudne pytanie czy lepiej być, czy mieć? A może aby być trzeba mieć?

            Klemens, zajmujący się sprzedażą używanych samochodów ma szansę na podniesienie swojej pozycji społecznej i materialnej za sprawą swojej narzeczonej, Urszuli, która pochodzi z zamożnego domu z zasadami. Kiedy wszystko zdaje się iść ku dobremu (Klemek zaręcza się z Ulą, jej wuj szuka mu pracy) pojawia się ona- tytułowy „Króliczek. „Króliczek” jest młodą dziewczyną po zawodówce, która ma w nosie wszelkie zasady, trochę naiwna, bardzo otwarta żyje chwilą nie myśląc o przyszłości. Klemek jest zauroczony nową znajomą. Czy będzie miał odwagę zmienić swoje życie? Czy ważniejsze okaże się dla niego szczęście, czy wygodne, bogate życie?

            Artur, pracujący dorywczo poznaje Edytę, inteligentną wrażliwą kobietę, która  chce zapewnić lepsze życie swojemu młodszemu bratu. Pragną założyć rodzinę i podnieść standard życia. Na horyzoncie pojawiają się różne oferty, które pozwolą im na  zdobycie pieniędzy. Muszą  odpowiedzieć na pytanie czy warto poświęcić wartości w które się wierzy na rzecz dobrze płatnej pracy? Czy jedna zła decyzja nie stanie się rysą na ich dotychczasowym życiu?

            Każda z tych historii skłania do refleksji nad tym, co w życiu jest najważniejsze. Czy kierować się rozsądkiem, czy głosem serca? Ile warto poświęcić dla pieniędzy?

            Lektura wciągająca, bardzo realistyczna i pesymistyczna. Autor posłużył się tutaj językiem prostym, dosłownym, dzięki czemu jest bardzo wiarygodna i przekonywująca. Język idealnie dopasowany do bohaterów – zwykłych, ubogich ludzi pogrążonych w marazmie oraz do miejsca akcji – prowincjonalnego miasteczka, gdzie kwitnie bezrobocie, alkoholizm, a życie w nim jest nudne.



O. Dudek - Króliczek


Ilość stron: 248
Wyd. Zysk i S-ka
Warszawa 2006
Ocena: 5/6

piątek, 8 kwietnia 2011

Ollivier Mikael "Trzy ślepe myszki"

„Trzy ślepe myszki” to pierwsza sensacyjna powieść Mikaël’a Ollivier’a z którą miałam okazję się zetknąć. 

Ten francuski pisarz jest autorem nie tylko powieść sensacyjnych i SF, ale także powieści dla młodzieży. W jego dorobku znajdują się także scenariusze filmowe oraz telewizyjne dla Canal+. Powieść „Trzy ślepe myszki” w 2008 roku doczekała się ekranizacji przez Mathias’a Ledoux pod tytułem "Three Blind Mice" 

Głównym bohaterem powieści jest Thomas Cross, informatyczny geniusz, którego pasją jest podglądanie życia innych ludzi, dzięki webcamom, stronom internetowym, które umożliwiają każdemu internaucie wystawienie swojego życia na widok publiczny.

Mężczyzna właśnie w taki sposób poznaje Cathy, młodą, piękną dziewczynę, mieszkającą w Amsterdamie. Cathy jest samotna, upublicznia swoje życie, by poznać interesujących ludzi z całego świata.

Kiedy pewnego wieczoru strona internetowa kobiety zostaje zablokowana, Thomas postanawia złamać kody, by wejść na witrynę i...staje się świadkiem brutalnego morderstwa Cathy. Wkrótce w tajemniczych okolicznościach ginie także brat Thomasa. Od tej chwili jego życie diametralnie się zmienia. Ściga go policja oraz grupa przestępcza odpowiedzialna za zbrodnię Mężczyzna podejmuje współpracę z tajemniczą policjantką Claire Blight. Jednak czy może w pełni jej zaufać?

Lektura wciągająca, sprawnie napisana, której atmosfera może kojarzyć się z klimatem Big Brothera czy Orwellem. Gdzie granica między światem rzeczywistym, a wirtualnym coraz bardziej się zaciera, a finał tej historii nie jest do końca pewny. Polecam miłośnikom sensacji.


O. Mikael - Trzy ślepe myszki


Ilość stron: 246
Wyd. MUZA
Warszawa 2003
Ocena: 4/6

piątek, 25 marca 2011

Lionel Shriver "Musimy porozmawiać o Kevinie"


Musimy porozmawiać o Kevinie” to pierwsza powieść amerykańskiej pisarki i dziennikarki, Lionel Shriver, którą miałam okazję poznać. Za tę powieść otrzymała jedną z najbardziej prestiżowych brytyjskich nagród literackich – Orange Prize.

„Musimy porozmawiać o Kevinie” to opowieść o amerykańskiej rodzinie, która ulega rozpadowi po tym, jak tytułowy Kevin morduje w szkole dziewięcioro kolegów, nauczycielkę oraz pracownika stołówki.

            Powieść przybiera formę listów matki Kevina, Evy do byłego męża, Franklina. Kobieta przedstawia w nich nie tylko obecne wydarzenia, lecz także czasy kiedy jej wspólne życie z mężem dopiero się zaczynało. Eva zdaje relację mężowi z odwiedzin syna w więzieniu, wspomina początki ich małżeństwa, ciążę, dzieciństwo Kevina oraz ten koszmarny Czwartek, który na zawsze zmienił życie każdego z nich. Listy mają jej pomóc w odnalezieniu odpowiedzi na pytanie: dlaczego? Stanowią skrupulatną analizę zarówno jej małżeństwa, jak i macierzyństwa.

            Szczerość tych listów uderza. Eva nie próbuje podkoloryzować swoich uczuć, nie szuka usprawiedliwienia dla swoich zachowań. Otwarcie przyznaje, że nie chciała mieć dziecka. Zdecydowała się na nie głównie ze względu na męża. Miała nadzieję, że kiedy synek przyjdzie na świat poczuje instynkt macierzyński i ogromną miłość. Niestety nic takiego się nie stało.

            Eva już od narodzin syna nie czuła z nim więzi, a opieka nad nim była dla niej katorgą. Mimo jej usilnych starań, nie potrafiła tego zmienić. Czuła żal, że przez dziecko musi zrezygnować ze swojego dotychczasowego trybu życia.

            Franklin natomiast oszalał na punkcie swojego pierworodnego. Spełniał każdą zachciankę Kevina i stawał po jego stronie kiedy ten sprzeciwiał się matce. Uważał, że doskonale radzi sobie z wychowaniem syna i miał pretensje do żony, że ona nie potrafi się z nim porozumieć.

            Kevin od samego początku był nieznośny. Nie chciał ssać piersi, co Eva bardzo przeżyła. Nieustannie wrzeszczał, a jego zachowanie sprawiało, że każda niania rezygnowała z pracy. W szkole również dawał się we znaki nie tylko nauczycielom, ale także kolegom, którzy przenosili się do innych grup. Takie zachowanie doprowadziło do tragicznych wydarzeń we wspomniany już Czwartek...

Czy Kevin doprowadził do tej tragedii, bo czuł, że był niechcianym dzieckiem? Zawiniła matka, ojciec, a może środowisko, w którym żył chłopak? Czy można był temu zapobiec?

            Autorka nie daje czytelnikowi jasnej odpowiedzi: dlaczego? Sami musimy ją odnaleźć, tylko czy ta odpowiedź istnieje?

            „Musimy porozmawiać o Kevinie” to wstrząsająca, ale i wzruszająca lektura. Obala wizję sielankowej amerykańskiej rodziny, choć ta historia mogła mieć miejsce w każdej z rodzin. Realistyczne opisy i bardzo dobra konstrukcja sprawia, że historia trzyma w napięciu do ostatniej strony, choć zakończenie z pozoru jest znane.

            Książkę polecam nie tylko miłośnikom thrillerów, ale także tym, którzy chcą rozwikłać skomplikowaną zagadkę ludzkich zachowań i impulsów, które do owych zachowań skłaniają.


L. Shriver - Musimy porozmawiać o Kevinie
Ilość stron: 424
Wyd. Videograf II
Chorzów 2008
Ocena: 6/6


środa, 23 marca 2011

Elfriede Jelinek "Wykluczeni"

          Elfriede Jelinek, austriacka pisarka i laureatka nagrody nobla przekonała mnie do siebie „Pianistką”, później były „Amatorki”, „Żądza” teraz przyszła pora na „Wykluczonych”.

         Bohaterowie „Wykluczonych” to czwórka nastolatków żyjących w powojennej Austrii, gdzie społeczeństwo próbuje przywrócić właściwy bieg życiu zniszczonemu przez okrucieństwo wojny.

        Wspomniani nastolatkowie to Sophie Pachhofen – dziewczyna z dobrego i zamożnego domu dla której liczą się tylko pieniądze.
Hans Sepp – który wywodzi się z klasy robotniczej, jest jednak bardzo ambitny chce zmienić swoje życie i osiągnąć sukces zostając trenerem sportowym. Kocha się w Sophie jednak ona gardzi jego uczuciami.
Rainer Maria Witkowski - syn byłego oficera SS, poeta, chce wydostać się z „domowego bagna”, gdzie ojciec poniża matkę, a dzieci traktuje jak podwładnych. Anna Witkowska – bliźniacza siostra Rainera. Dziewczyna kocha grę na fortepianie. Uważa, że „odstaje” od reszty swoich rówieśników. Czuje się brudna zewnętrznie i wewnętrznie, swoją agresję rozładowuje uczestnicząc w napadach rabunkowych. Ma problemy z mową oraz jedzeniem (zwraca każdy posiłek).

               Próbują oni odreagować swoje frustracje organizując napady rabunkowe, przemoc wobec innym pozwala na uwolnienie agresji drzemiącej w każdym z bohaterów. Trudne sytuacje rodzinne, chęć zmienienia dotychczasowego życia sprawia, że napięcie i konflikty między nastolatkami rosną, co doprowadzi do tragedii...

            „Wykluczeni” utwierdzają w przekonaniu, że Jelinek jest genialną obserwatorką, opisuje sytuacje bez ubarwień, bez jakichkolwiek osądów czy opinii. Nie próbuje złych i trudnych sytuacji opisać łagodną formą. Wszystko przekazuje bardzo dosłownie, czasami wręcz okrutnie i odrażająco, dbając o każdy szczegół.

          „Wykluczeni” to powieść krytykująca powojenną Austrię, ówczesny ustrój i społeczeństwo. Krytykę tę można jednak odnieść do każdego europejskiego państwa, w którym społeczeństwo nie próbuje naprawić błędów przeszłości, wręcz przeciwnie chce je jak najszybciej wymazać ze świadomości.

            Tej książki nie czyta się łatwo i przyjemnie. Ta książka wwierca się w umysł. Jej dosłowność i surowość potrafi sprawić ból. Nie mniej zostaje na długo w pamięci. Ja na pewno sięgnę po pozostałe powieści tej autorki. 


E. Jelinek - Wykluczeni
Ilość stron: 352
Wyd. W.A.B
Warszawa 2005
Ocena: 5/6

Katarzyna Michalak "Rok w Poziomce"

Przyznam szczerze, że nie przepadam za tak zwaną „literaturą kobiecą”, gdyż dotychczasowe z nią spotkania przeważnie sprawiały mi zawód. „Rok w poziomce” Katarzyny Michalak to jedna z tych książek, które dają mi wiarę, że literatura kobieca może być wspaniała, należy tylko poszukać.

Katarzyna Michalak, z wykształcenia lekarz weterynarii debiutowała w 2007 roku powieścią fantasy „Gra o Ferrin”, jednak sukces nadszedł wraz trylogią, do której należą: „Poczekajka”, „Zachcianek” oraz „Zmyślona”. Obecnie pisarka mieszka na wsi, w białym domku zwanym Poziomką.

Bohaterką „Roku w Poziomce” jest Ewa Złotowska. 32-letnia kobieta, która postanawia zmienić swoje dotychczasowe, dodam, że niezbyt szczęśliwe życie. Po rozwodzie z Panem K. I utratą pracy postanawia spełnić swoje największe marzenie, a mianowicie zamieszkać na wsi w małym, białym domku „bez łap”. Ewa zwraca  się z prośbą o pomoc do swojego przyjaciela, Andrzeja, który posiada własną firmę. Mężczyzna obiecuje pożyczyć kobiecie pieniądze na domek w zamian za pewną przysługę. Ewa ma założyć wydawnictwo i w ciągu trzech miesięcy wypromować bestseller. Kobieta przyjmuje ofertę Andrzeja. Czy jej się uda? 

Na drodze do realizacji marzenia stoi nie tylko bestseller, którego kobieta rozpaczliwie poszukuje, ale także zdarzenia w które wplątuje ją jej koleżanka Iza próbując za wszelką cenę znaleźć Ewie męża. Bohaterka nawiąże wiele nowych znajomości (z tajemniczą Karoliną, przystojnym żeglarzem, Danielem, Witkiem-architektem ogrodów) oraz zaliczy „wpadkę”. Czy ta historia zakończy się happy endem?

„Rok w poziomce” to lekka, wzruszająca lektura nie pozbawiona humoru i wartkiej akcji. To opowieść pełna ciepła o tym, że każdy z nas poszukuje szczęścia. Każdy marzy o oddanych przyjaciołach, kochającej rodzinie i małym białym domku z ogromnym ogrodem. To historia o tym, że dobro, które dajemy zawsze do nas powraca, tylko nie zawsze potrafimy je dostrzec.

Każdy z rozdziałów wspomnianej książki rozpoczyna się fragmentem pamiętnika głównej bohaterki, dzięki czemu czytelnik może lepiej poznać postać. Wyczuć jej emocje, przekonać się o jej dobrym sercu i niezwykłej czułości, którą obdarowuje nie tylko przyjaciół, ale także zwierzęta.

Książkę polecam głównie...kobietom oraz wszystkim tym, którzy wierzą, że każde marzenie może się spełnić, wystarczy tylko uwierzyć.




K. Michalak - Rok w Poziomce
Ilość stron: 309
Wyd. Wydawnictwo Literackie
Kraków 2010
Ocena: 5/6



piątek, 18 marca 2011

John Ajvide Lindqvist "Wpuść mnie"


             W recenzji książki „Powroty zmarłych” J. A. Lindqvista wspomniałam o jego poprzedniej książce – „Wpuść mnie”, którą teraz chcę nieco przybliżyć.

              Autor podjął temat bardzo ostatnio modny, a mianowicie temat wampiryzmu. W obecnych, tak popularnych produkcjach wampir w moim odczuciu został „zredukowany” do pięknego obiektu westchnień. A przecież to postać mitologiczna, posiadająca pewną symbolikę i charakterystyczne cechy. „Wpuść mnie” nie wpisuje się w tę konwencję.

            Rok 1981, sztokholmskie przedmieście Blackeberg gdzie wraz z matką mieszka dwunastoletni Oskar – główny bohater powieści. Nad chłopakiem psychicznie i fizycznie znęcają się rówieśnicy. Jego sposobem na samotność oraz na  rozładowanie złości stają się kradzieże w sklepach. Nie jest to jedyne jego niepokojące zachowanie. Chłopiec z ogromną pasją kolekcjonuje wycinki z gazet o morderstwach, często snuje fantazje na temat sposobów odwetu na swoich oprawcach.

               Wszystko zaczyna się zmieniać kiedy Oskar poznaje dziewczynkę o imieniu Eli (z hebrajskiego Bóg). Mimo iż uważa, zachowanie dziewczynki za dziwne ( Eli wychodzi tylko w nocy, okna jej mieszkania są zasłonięte, mimo mrozu dziewczynka nie jest ubrana i brzydko pachnie) postanawia się z nią zaprzyjaźnić. Wkrótce odkrywa kim naprawdę jest jego towarzyszka. 

             „Wpuść mnie” posiada elementy klasycznego horroru oraz powieści psychologicznej. Znajdziemy tutaj brutalne, wręcz odrażające sceny. Książka jest pełna grozy i drapieżności,  jak na horror przystało. „Surowy” język, jakim napisana jest książka dodatkowo tę grozę uwydatnia. Jednocześnie autor wplata tutaj wątki psychologiczne. Historia Oskara to opowieść o odrzuceniu i ogromnej samotności, od której bohater za wszelką cenę chce uciec ( nie zrywa przyjaźni z Eli nawet w momencie poznania o niej prawdy). 

               Autor ukazuje także obraz ówczesnego społeczeństwa. Ludzie pogrążeni w depresji i apatii poszukują choćby odrobiny szczęścia uciekając w alkoholizm i narkomanię. Pomaga zrozumieć czytelnikowi ich ból oraz motywy takiego postępowania. 

               Wampiry Lindqvista nie są pięknie, nie budzą pozytywnych odczuć. Są brudne i śmierdzące, wśród ludzi budzą strach, a nie fascynację. Autor zawiera tutaj podstawowe cechy wampirów (picie krwi, strach przed światłem i kotami, wampir musi poczekać na zaproszenie, zanim wejdzie do mieszkania człowieka). Sama Eli oraz ludzie, którzy przeobrazili się w wampiry, traktują „to”, co w nich tkwi, jak chorobę, coś złego. Picie krwi nie sprawia im przyjemności, jest po prostu konieczna do przeżycia.

               Zakończenie tej historii nie jest jasno podane przez Lindqvista. Czytelnik musi sam rozstrzygnąć.



J. A. Lindqvist - Wpuść mnie
Ilość stron: 365
Wyd. Amber
Warszawa 2008
Ocena: 5/6

Éric-Emmanuel Schmitt "Tektonika uczuć"

„Tektonika uczuć” to kolejne moje spotkanie z Érickiem -Emmanuelem Schmittem. Ten francuski powieściopisarz i dramaturg swoją pierwszą książkę napisał w wieku...11 lat! W ciągu ostatnich lat stał się jednym z najpoczytniejszych pisarzy. Jego książki tłumaczone są na 35 języków.

Schmitt jest również twórcą teatralnym i właśnie „Tektonika uczuć” została napisana w takiej konwencji (znajdujemy tutaj podział na role oraz opis scenografii).

Głównym bohaterami sztuki są Richard i Diane. Para szaleńczo w sobie zakochana, która bardzo ciężko znosi najmniejszą choćby rozłąkę. W wyniku pewnych niedomówień Richard i Diane postanawiają zakończyć swój związek. Wciąż zakochany mężczyzna próbuje odzyskać kobietę i za radą matki Diane, pani Pommeray postanawia się jej oświadczyć. Kobieta także obmyśla pewien plan działania, postanawia wynająć prostytutkę, Elinę, aby ta rozkochała w sobie Richarda. 

Rozpoczyna się pełna emocji i zawirowań gra, w której przewagę zdobywa to jedna to druga strona. Bohaterowie zbliżają się do siebie, by po chwili znów się oddalić. Czy uda im się wyjaśnić wszystkie wątpliwości i szczerze porozmawiać o swoich uczuciach?

Autor jest bardzo dobrym obserwatorem. Stworzył postacie autentyczne, nie są one w żaden sposób przerysowane. Schmitt pragnie uwypuklić tutaj złożoność relacji międzyludzkich nie tylko tych w związkach. Każda bowiem relacja z drugim człowiekiem niesie pewne tajemnice, pewne kłótnie i pewną trudność.

W książce doskonale zarysowane są także obrazy pokazujące, jak emocje i uczucie może zaślepić, człowiek przestaje kierować się zdrowym rozsądkiem i działa impulsywnie, co nie zawsze wychodzi mu na dobre. Porywy serca są dobre, jednak należy także kierować się rozumem.

Éric-Emmanuel Schmitt porównuje uczucia i ludzkie emocje do ruchów tektonicznych płyt, które tworzą Ziemię. Uczucia przemieszczają się bowiem właśnie jak takie płyty, tworząc „emocjonalne trzęsienia ziemi i wybuchy”.

Choć niektóre zachowania bohaterów mogą irytować czytelnika, polecam tę książkę, bo przecież właśnie tak wyglądają relacje między ludźmi, uczucia i emocje są nieprzewidywalne. Schmitt jest znakomitym pisarzem, który przez najtrudniejsze tematy, z którym styczność ma każdy z nas przeprowadza lekko i delikatnie z odrobiną humoru.



E.E. Schmitt - Tektonika uczuć
Ilość stron:142
Wyd. Znak
Kraków 2010
Ocena: 5/6