środa, 7 marca 2018

Zapowiedź: Alex Kava "Przedsmak zła"





Czas na… KAVĘ i „Przedsmak zła”- prequel „Dotyku zła”, który rozpoczyna cykl powieści o agentce Maggie O’Dell.  

„Przedsmak zła” to powrót do momentu, w którym kariera agentki O’ Dell w FBI dopiero kiełkowała. Pierwszą sprawą, którą musiała zająć się osobiście (a nie zza biurka) była związana z serią zabójstw, popełnianych według określonego wzorca. Maggie coraz bardziej angażując się w sprawę, staje się uczestniczką niebezpiecznej rozgrywki, której stawką jest życie.

Muszę przyznać, że z twórczością autorki nie jestem zapoznana. Czytałam jedynie „Mroczny trop” i cóż… ponieważ spodziewałam się mocniejszych wrażeń, byłam nieco rozczarowana. Mam nadzieję, że tym razem będzie lepiej ;)
A Was zapraszam do obejrzenia trailera :)




Cykl o Maggie O' Dell
0,5 Przedsmak zła
1. Dotyk zła
2. W ułamku sekundy
3. Łowca dusz
4. Granice szaleństwa
5. Zło konieczne
6. Zabójczy wirus
7. Czarny Piątek
8. Kolekcjoner
9. Śmiertelne napięcie
10.Płomienie śmierci
11. Ostateczny cel




piątek, 2 marca 2018

Luty muzycznie



Dziś 2 marca, więc czas na muzyczne podsumowanie lutego. Oto kilka wybranych utworów, które towarzyszyły mi w ubiegłym miesiącu. 














Przyjemnego słuchania :) Może znajdziecie coś dla siebie:)

wtorek, 27 lutego 2018

Cara Delevingne, Rowan Coleman "Mirror, Mirror"



Red, Rose, Naomi i Leo, choć są nastolatkami muszą zmagać się z problemami, które przerosłyby niejednego dorosłego człowieka. Red próbuje pogodzić się z faktem, że jej rodzina się rozpada. Ojciec ciągle znika, z którąś z kolei kochanką, a matka usiłuje przetrwać kolejny dzień wlewając w siebie sporo alkoholu. Rose po traumatycznych przeżyciach sprzed kilku lat, usiłuje środkami odurzającymi odzyskać równowagę. Naomi, która poszukuje miejsca dla siebie i wolności, co rusz ucieka z domu. Z kolei Leo musi stawić czoła własnemu bratu, który notorycznie łamie prawo.
Tych czworo ludzi, mijających się bez słowa na szkolny korytarzu staje się sobie bardzo bliska. A to za sprawą „Mirror, Mirror”- kapeli, którą zakładają na potrzeby szkolnego projektu. Członkowie bandu wreszcie zaczynają odnajdywać swoją drogę i szukać odpowiedzi na pytanie kim są. Wszystko pryska jak bańka mydlana, kiedy Naomi znika bez śladu. Policja, wiedząc, że dziewczyna już nie raz była na gigancie ignoruje całą sytuację. Kilka tygodniu później dziewczyna zostaje wyłowiona z Tamizy. W krytycznym stanie trafia do szpitala. Nikt nie ma pojęcia, co mogło się wydarzyć. Przyjaciele Naomi postanawiają na własną rękę odnaleźć sprawcę.
 „Mirror, Mirror” to debiutancka powieść Cary Delevingne, brytyjskiej modelki i aktorki. Stworzyła ją we współpracy z pisarką Rowan Coleman. Książka skierowana jest do nastoletnich odbiorców i- jak twierdzi sama Cara- to opowieść o jednym z najbardziej burzliwych etapów życia- dorastaniu.
Przyznam, że byłam dość sceptycznie nastawiona do tej powieści. Medialny szum, jaki wytworzył się wokół niej nie pomagał. I po książkę sięgnęłam po tym całym „boomie”. I jakie wrażenia? Zapytacie. I choć mam mieszane uczucia, napiszę, że to nie jest (taka) zła książka ;)
Zacznę od najsłabszych stron i napiszę o tej tajemniczej sprawie, która doprowadziła główną bohaterkę do opłakanego stanu. Mamy intrygę, krąg podejrzanych i zdeterminowane dzieciaki, gotowe zrobić wszystko, by odnaleźć winnego. I... niestety szybko orientujemy się kto jest sprawcą. Jednak odnoszę wrażenie, że nie jest to tutaj najistotniejsze. Chodzi o uświadomienie nastolatkom, że Internet może stać się niebezpiecznym miejscem. Kolejny minusik za pewne elementy fabuły. Już wyjaśniam. Rozumiem, że autorka chciała opisać młodzież znajdującą się w trudnej sytuacji rodzinnej, jednak tutaj, co rusz stykamy się z jaką patologią. Dla mnie trochę tego za dużo.  
Przyszedł czas na pozytywy. Postaci są dobrze wykreowane. Główni bohaterowie to zagubione nastolatki, szukające swojego ja, jednak gdy zajdzie potrzeba potrafią wziąć się w garść. Język powieści jest adekwatny do wieku bohaterów, dzięki czemu nabierają oni realizmu. Postaci nie są „ugrzecznione”, siarczyste przekleństwa też się zdarzą, natomiast nie oznacza to, że powieść jest wulgarna.
Reasumując, „Mirror, Mirror” to książka przede wszystkim o dorastaniu, które nie jest przecież łatwym momentem w życiu człowieka, o odkrywaniu siebie i szukania swojego miejsca. Ponadto to opowieść o przyjaźni, która pomaga przetrwać najgorsze chwile. Przyznam, że temat dość wyeksploatowany, ale jak wspomniałam wcześniej nie jest (aż) tak źle ;)



Cara Delevingne i Rowan Coleman – Mirror, Mirror
stron: 400
wyd. Jaguar 2017

piątek, 23 lutego 2018

Berenika Lenard, Piotr Mikołajczak "Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii"



„Kamienie tu mówią. Szepczą i czasami śpiewają, trzeba tylko posłuchać.”*

Islandia- miejsce od lat działające na wyobraźnię nie tylko muzyków czy literatów, ale także turystów. Miejsce gdzie chłód lodowców przełamywany jest aktywnością wulkanów. Miejsce gdzie nordyckie legendy i mityczne stworzenia zdają się być realne.
Ta-jak może się wydawać-wyspa idealna ma także swoje ciemniejsze strony. Miejsca opuszczone, zapomniane, które stają się portretami minionych czasów. Właśnie w takie rejony udali się Berenika Lenard i Piotr Mikołajczak twórcy bloga IceStory i autorzy książki „Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii”. Podróżując po Islandii (zaczynając od Fiordów Zachodnich, przez południe, a na Fiordach Wschodnich kończąc) rozmawiają z jej mieszkańcami. Obraz wyspy wyłaniający się z tych opowieści, z fragmentów wspomnień czy starych nagrań, daleki jest od obrazu spokojnej krainy, który często wielu z nas ma w głowach.
„Pamiętajcie, aby dać się objąć naturze, pozwólcie jej na to.
„Posłuchamy” o starej przetwórni śledzi, która obecnie funkcjonuje jako dom dla kobiet; o wrakach samolotów i statków, o kryzysie gospodarczym, polityce, historii, wyjątkowo bezwzględnych zimach, o Baskach i oczywiście elfach. Te wszystkie opowieści to także w jakimś stopniu historie o naturze, bowiem to właśnie przyroda jest tym, co może obezwładnić. Zachwycająca, kojąca, delikatna, a jednocześnie bezwzględna i niebezpieczna. Muszę wspomnieć, że ta książka nie opiera się tylko i wyłącznie na rozmowach. Mamy tutaj także komentarze autorów, relacje ze spotkań czy podróży.
Książka pochłonęła mnie bez reszty, nie tylko za sprawą jej głównej bohaterki – Islandii, ale również ze względu na sposób, w jaki tymi opowieściami autorzy dzielą się z czytelnikami. Ich styl- bardzo obrazowy, momentami liryczny- sprawił, że mogłam wczuć się w klimat panujący na wyspie. Z każdą kolejną historią, z każdym kolejnym szczegółem , którymi dzielili się Berenika i Piotr coraz bardziej wsiąkałam w to miejsce.
„Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii” to klimatyczna i pełna emocji podróż po Islandii, której na próżno szukać w przewodnikach. Polecam.


*cytaty pochodzą z książki „Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii”, autorstwa Bereniki Lenard i Piotra Mikołajczaka.






B. Lenard, P. Mikołajczak - Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii

stron: 256
wyd. Otwarte 2017

poniedziałek, 19 lutego 2018

[rozrywka na PC] Finding Paradise - Freebird Games


obrazy pochodzą ze strony freebirdgames.com

Swego czasu pisałam na blogu o grze „To the Moon”stworzonej przez Freebird Games. Gra mnie oczarowała, zatem z niecierpliwością oczekiwałam gry „Finding Paradise”, która miała nawiązywać nie tylko do świetnego „To the Moon”, ale także do „A Bird Story”- gry, której bohaterem jest chłopiec imieniem Colin. Pewnego dnia wracając ze szkoły znajduje rannego ptaka. Zabiera go do domu i troskliwie opiekuje się nowym przyjacielem. Chłopiec coraz bardziej przywiązuje się do niego, chociaż wie, że kiedyś będą musieli się rozstać.
Czekałam, czekałam i się doczekałam ;) W grudniu ubiegłego roku miała miejsce premiera gry „Finding Paradise”. Dlaczego zatem piszę o niej dopiero teraz? Bo właśnie teraz miałam chwilę (taką dłuższą, bo ukończenie gry zajęło mi około pięciu godzin), aby do niej zasiąść.
Wracamy do instytucji Sigmund Group, która trudni się w spełnianiu życzeń pacjentów, których życie dobiega końca. Tym razem klientem spółki zostaje Colin Reeds (tak, ten chłopiec z „A Bird Story”;)). Do akcji wkracza znany z „To the Moon” team czyli dr Eva Rosalene i dr Neil Watts, którzy odbędą podróż przez wspomnienia pacjenta, po to, by spełnić jego ostatnie marzenie. Jest tylko jeden drobny szczegół, który może utrudnić im pracę. Otóż Colin nikomu nie zdradził, czego pragnie.
Wiemy, że mężczyzna był pilotem. Kochał nie tylko latanie, ale także muzykę. Wraz z żoną, Sofią często grywali w domowym zaciszu różne melodie (on na wiolonczeli, ona na pianinie). Doczekali się syna- Ashera, który był dla nich całym światem. Czego zatem brakowało Colinowi? Czego żałował na tyle, by prosić speców od wspomnień, by to zmienili? Aby poznać odpowiedź musicie przeszukać zakamarki jego pamięci.
„Finding Paradise” to w moim odczuciu bardziej opowieść interaktywna, aniżeli gra. Zresztą podobnie, jak poprzedniczka. Ponownie wcielamy się w dwójkę bohaterów: Evę i Neil’a, których zadaniem jest odkrywanie wspomnień. W tym celu przeszukujemy pomieszczenia, odwiedzamy różne miejsca i zgłębiamy treść notatek, które wpadną nam w ręce. Będziemy musieli także rozwiązać kilka łamigłówek (chociaż to może za dużo powiedziane) i …to wszystko ;) Przyznacie, że wielu wyzwań tutaj nie znajdziemy, jednak nie to jest tutaj najważniejsze.

Głównym filarem jest tutaj opowieść. Historia Colina to całe spektrum emocji. Śmiech, radość, wzruszenie, smutek i samotność. A gracz odkrywając kolejne elementy jego życiorysu te emocje współdzieli. Ta „pikselowa” opowieść to opowieść o miłości, przyjaźni, samotności i wyborach, które nie zawsze są dobre. Brzmi nieco banalnie, prawda? A jednak hipnotyzuje, intryguje i sprawia, że chcemy poznać jej finał. I nawet (choć pewno nie wszyscy się do tego przyznają) wyciśnie niejedną łzę ;) O równowagę międzyemocjonalną (że tak to ujmę) zadbają Eva i Neil, których dysputy na tematy wszelakie sprawiają, że nie sposób się nie uśmiechnąć.

Gra stworzona jest metodą pixel-artów i graficznie nawiązuje do gier znanych m.in. z konsoli SNES. Sama bardzo lubię tę stylistykę, która niewątpliwe wpływa na charakter gry. Nie mogę pominąć także warstwy muzycznej. Podobnie, jak w przypadku „To the Moon” muzyka doskonale współgra z fabułą. Delikatna i nostalgiczna potęguje klimat gry.

„Finding Paradise” to tytuł obowiązkowy dla tych, którzy uwielbiają „To the Moon”. To także dobra propozycja dla tych, którzy chcą stać się częścią poruszającej opowieści.