wtorek, 28 listopada 2017

Henning Beck „Mózg się myli. Dlaczego błędy mózgu są naszą siłą”

Mózg- jak twierdzi Henning Beck, biochemik i neurolog- to półtora kilogramowe, dość wadliwe ustrojstwo, które musimy ze sobą taszczyć 24 godziny na dobę. Nieustannie popełnia błędy, miesza fakty, łatwo się rozprasza i ogólnie rzecz biorąc jest dość leniwy. I właśnie dlatego jest on kluczowym organem ludzkiego organizmu. Bez wątpienia jest także jednym z najbardziej fascynujących elementów tworzących nasze ciało.
Od lat działaniem mózgu zaintrygowany jest Henning Beck, autor książki „Mózg się myli. Dlaczego błędy mózgu są naszą siłą”, który prowadzi badania ukierunkowane na możliwości ludzkiego mózgu. W swojej publikacji odkrywa przed nami fakty i mity dotyczące działania mózgu. Omawia jego zalety i wady. Podpowiada, jak błędy popełniane przez ten narząd zamienić w coś pozytywnego.
Autor unika naukowego języka i specjalistycznych zwrotów. Treść jest bardzo przystępna dla czytelnika. Ponadto, choć autor przytacza statystyki badań przez siebie przeprowadzanych nie bombarduje nas wykresami czy liczbami.
Henning Beck okazuje się umiejętnym gawędziarzem, który nie tylko potrafi zaintrygować swoją opowieścią, ale także wciągną czytelników w tę swoją historię proponując im wykonanie różnych zadań. Dla mnie ta opowieść skończyła się zbyt szybko ;)
Zatem jeżeli chcecie się dowiedzieć dlaczego mózg nie lubi nicnierobienia? Co sprawia, że szybko się dekoncentrujemy? Czy mózg jest wrogiem liczb? Jak zmierzyć kreatywność i czym ona właściwie jest? Co sprawia, że z wiekiem czas dla nas płynie szybciej? I w końcu dlaczego nasz mózg nigdy nie osiągnie perfekcji koniecznie zajrzyjcie do książki.




H. Beck – Mózg się myli

stron: 352
wyd. Feeria 2017

czwartek, 16 listopada 2017

Sheena Kamal "Nieobecna"



Nieobecna mieszka w cudzej piwnicy, ma psa, zarabia na chleb zbieraniem informacji na temat zaginionych osób i nazywa się Nora Watts. Wyrzutkiem stała się piętnaście lat temu, kiedy pewien człowiek nie tylko zniszczył jej życie, ale próbował ją tego życia pozbawić. Jeden telefon sprawia, że Nora musi porzucić swoją kryjówkę, by odnaleźć córkę, którą przed laty oddała do adopcji. Poszukiwania dziewczynki sprawiają, że Nora dociera do ludzi, którzy od lat prowadzą nielegalną działalność. Kobieta decyduje się na samotną walkę ze skorumpowanym przedsiębiorstwem.
 „Nieobecna” to literacki debiut Sheeny Kamal- politolog, która pracowała jako researcherka dla dziennikarzy śledczych. Choć debiuty często traktuję nieco pobłażliwie, muszę przyznać, że książka pani Kamal pod wieloma względami mnie rozczarowała. Ale zacznijmy od plusów. Największym atutem książki jest zdecydowanie główna bohaterka. Kobieta, pomimo traumatycznych doświadczeń potrafiła zacząć wszystko od nowa. Co prawda, mieszkanie w piwnicy i śledzenie podejrzanych typów nie jest może idealnym rozwiązaniem, ale jej taki tryb życia odpowiada. Pozytywnie wypada tu także zastosowanie narracji pierwszoosobowej, dzięki której czytelnik dość wnikliwie poznaje Norę. Tutaj, w mojej ocenie, plusy się kończą. Mimo tak wyrazistej postaci historia wydawała mi się nijaka. Nie potrafiłam poczuć klimatu deszczowego Vancouver i wraz z główną bohaterką ruszyć w pościg za porywaczami jej córki. Bywa tak, że opowieść, którą czytam pochłania mnie bez reszty, a ja odnoszę wrażenie, że znajduję się w centrum wydarzeń. W przypadku „Nieobecnej” nie miało to miejsca. Pomysł zdawał się być ciekawy, bohaterka intrygująca, jednak koniec końców zabrakło tego „czegoś”, co nie pozwala mi oderwać się od książki. Finalnie zamiast intrygującego rozwinięcia ciekawej koncepcji, dostajemy historię, która szybko umknie nam z głowy.
„Nieobecna” to opowieść, po którą można sięgnąć kiedy ma się za sobą wyczerpujący dzień i książka ma zapewnić nam odprężenie.


S. Kamal – Nieobecna

stron: 352
wyd. Harper Collins 2017

niedziela, 5 listopada 2017

Jakub Małecki "Rdza" + wyniki konkursu



Najpierw rozpadł się świat.
Właśnie to się dzieje, kiedy siedmioletni chłopiec traci rodziców. Najpierw rozpada się świat, a potem budują mu nowy. Właściwie babcia Tosia buduje, choć nie ma pojęcia od jakich fundamentów zacząć. Jest ciężko, bo budowanie czegokolwiek nigdy łatwo nie przychodzi, ale udaje się. Żyją razem i próbują zrozumieć siebie nawzajem. Codzienność jest znośna do momentu kiedy Szymon staje się Jaszczurem, a jego babka- Tośka, rezygnuje z dalszego budowania ich wspólnego świata.
Gdzieś obok jest jeszcze jeden świat- młodszy o sześćdziesiąt lat. Świat, w którym Tośka była młodą dziewczyną uciekającą przed wojną. Później uciekała już tylko przed uczuciem do Niewidzialnego Człowieka, marzeniami i życiem, które ją rozczarowało.
Zastanawiałam się czy cokolwiek pisać o „Rdzy” Jakuba Małeckiego. Pamiętam, że po przeczytaniu „Dygotu” czułam podobnie. Nie wiedziałam czy jakieś słowa są w stanie oddać ten ogrom emocji, które wywołuje książka. I choć tutaj mają one inne barwy, są równie intensywne, jak w przypadku poprzedniej historii.
„Rdza” to kilku pokoleniowy portret rodzinny pełen detali. Choć muszę przyznać, że momentami odnosiłam wrażenie, że pewne elementy są niedokończone, urwane, że powinnam wiedzieć więcej o każdej postaci. Może taki był zamysł, może to moje „powinnam” należałoby zastąpić „chciałam”. Chciałam drobiazgowo poznać każdą z postaci i zrozumieć motywy jej działania. Pod tym względem czuję pewien niedosyt.
Napiszę jeszcze, że „Rdza” to także obraz polskiej wsi, a konkretnie Chojen, i ludzi tam mieszkających. Jednak dla mnie ta książka to przede wszystkim ilustracja życia- ulotnego, nieprzewidywalnego, które albo spróbujemy wziąć w nasze ręce, albo pozwolimy biec mu własnym torem, od czasu do czasu próbując pozbyć się rdzy osadzającej się na naszych niespełnionych marzeniach.



J. Małecki - Rdza

Ilość stron: 288
Wyd. SQN 2017

***************************************


Z małym opóźnieniem, ale jest- wynik konkursu. Książkę „Pi razy drzwi” otrzymuje:

Magda Drwal 

proszę o kontakt na martawa.25@gmail.com

środa, 1 listopada 2017

Październik muzycznie




Wraz z początkiem nowego miesiąca postanowiłam zapoczątkować (na próbę) nową serię blogowych wpisów o muzyce towarzyszącej mi w każdym miesiącu. Zatem zaczynamy ;)
Październik muzycznie obfitował przede wszystkim w piosenki melancholijne czyli idealnie odzwierciedlające i czas, i pogodę, a także mój nastrój. Oto kilka z nich.


Breakout- Co się stało kwiatom. Założony w 1968 roku zespół, tworzący muzykę łączącą elementy bluesa i rocka. Utwór „Co się stało kwiatom” pochodzi z płyty „Blues” wydanej w 1971 roku. Skomponowany przez Tadeusza Nalepę utwór stał się dla mnie jedynym z najpiękniejszych sposobów do wyrażenia tęsknoty.

Hey- Czas spełnienia. Utwór z płyty „Hey”, nagranej w 1999 roku. Piosenka, która często mi towarzyszy, kiedy mam poczucie, że zamiast iść do przodu, od dłuższego czasu tkwię w jednym miejscu. Uniwersalny tekst i wyjątkowy głos Kasi Nosowskiej, sprawia, że ten utwór zawsze elektryzuje.

Maanam- Szał niebieskich ciał. Tej grupy chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Szał niebieskich ciał z muzyką Marka Jackowskiego i tekstem Kory powstał w latach 80-tych. Bardzo klimatyczna ballada, która sprawia, że mam gęsią skórkę. W końcu we wszechświecie jesteśmy tylko maleńkimi cząsteczkami.
The Smiths- Last Night I Dreamt That Somebody Loved Me. Utwór tego brytyjskiego zespołu powstał w 1987 roku na krótko przed rozpadem zespołu. Ta muzyka, ten tekst to dla mnie przejmujące wołanie o bliskość drugiego człowieka. 


The Cure- The hanging garden. Robert Smith i…wszystko jasne ;)


David Bowie - Space Oddity. Klasyk. „Ground control to major Tom”