sobota, 1 sierpnia 2020

Ruth Ware "Pod kluczem"



Rowan Caine przypadkowo trafia na bardzo kuszącą ofertę pracy w charakterze opiekunki do dzieci. Poszukujący niani Sandra i Bill Elicourtowie oferują bajeczne wynagrodzenie i zakwaterowanie w ich luksusowym domu. Nic dziwnego, że kobieta dokłada wszelkich starań, by zdobyć tę posadę. Wkrótce zostaje zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną do Heatherbrae House - wiktoriańskiej posiadłości położonej daleko za miastem, o której od lat krążą przerażające legendy. Jednak Rowan nie odstraszają ani opowieści o duchach, które rzekomo nawiedzają ten dom, ani fakt, że w ciągu czternastu miesięcy cztery opiekunki zrezygnowały z pracy. Kiedy zostaje zatrudniona, bez wahania zamieszkuje wraz z Elicourtami i ich pociechami. Z dnia na dzień kobieta zaczyna odczuwać coraz większy niepokój, a zachowanie domowników tylko pogłębia uczucie lęku, które w niej kiełkuje.

„Pod kluczem” autorstwa Ruth Ware to thriller nawiązujący do znanych mi, klasycznych powieści grozy. Autorka zdecydowała się budować fabułę książki bazując na motywie nawiedzonego domu. Heatherbrae House, gdzie toczy się akcja to stara, wiktoriańska rezydencja której historia wywołuje gęsią skórką, a skrzypienie drewnianej podłogi i odgłos kroków dobiegających gdzieś ze strychu powoduje bezsenność. Te oczywiste detale nawiedzonego domu Ware przełamuje wprowadzając technologię. Posiadłość jest wręcz naszpikowana nowoczesnymi urządzeniami. W każdym pomieszczeniu zamontowany jest monitoring oraz panele obsługujące światło i ogrzewanie. Ponadto dom posiada aplikację, dzięki której można zarządzać całą posesją. Takie połączenie dawało mi nadzieję na specyficzny klimat powieści. Misz masz mrocznej, gęstej aury, tak często towarzyszącej opowieściom o duchach z poczuciem nieustannej kontroli i utratą prywatności. Niestety tnie do końca udało mi się wtopić w ten klimat. Momentami odnosiłam wrażenie, że ta atmosfera zbyt chowa się gdzieś w czeluściach domu, co rusz mi umykając.

Powieść przybiera formę listu, którego autorką jest Rowan, a adresatem pan Wrexham, prawnik, na którego pomoc kobieta bardzo liczy. Początkowo te bezpośrednie zwroty do mężczyzny są nieco drażniące, niemniej w trakcie opowieści stają się one coraz rzadsze. Rowan przedstawia wszystkie wydarzenia z dbałością o detale i chronologię, otwarcie mówi o emocjach towarzyszących jej podczas pobytu w Heatherbrae House, dzięki temu czytelnik dostaje szansę na obserwację tego, jak ta zaistniała sytuacja zmienia bohaterkę. Z pewnej siebie kobiety, zamienia się w zagubioną, pełną obaw osobę, która poddaje w wątpliwość swoje zdrowie psychiczne. Przyznam, że momentami zachowanie Rowan było bardzo irytujące, jednak biorąc pod uwagę warunki, w jakich się znalazła, można to,-często nielogiczne postępowanie- usprawiedliwić.

Zagadka obecności duchów okazała się dla mnie dość łatwym wyzwaniem. Jednak z pozostałymi tajemnicami już tak sprawnie sobie nie poradziłam. Rowan kończąc swoją opowieść funduje czytelnikowi wiele niespodzianek, które sprawią, że ten kreślony przez nią autoportret i portret rodziny, u której mieszka staje się bardziej przejrzysty. Niemniej ta kumulacja sekretów - w moim odczuciu – sprawiała, że historia traciła na wiarygodności. Zaś jeśli chodzi o zakończenie, pozostaje ono otwarte, co- owszem – w wielu czytelnikach wzbudzi pewien niedosyt, jednak pozostawia miejsce na snucie domysłów i stworzenie własnej wersji finału tej historii.

Ruth Ware oddaje ukłon klasyce gatunku, których najlepsze elementy łączy z jej własną opowieścią tworząc historię wywołującą dreszcze i niepokój.


R. Ware - Pod kluczem

stron: 416
wyd. Czwarta Strona 2020


2 komentarze:

  1. Skuszę się. Recenzja rewelacyjna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się ż,e książkę polecasz, bo wkrótce będę ją czytała i mam wobec niej duże oczekiwania. 😊

    OdpowiedzUsuń