wtorek, 3 maja 2022

Ryszard Ćwirlej "Wszyscy słyszeli jej krzyk"

 

 

Znów wracam do Poznania by odwiedzić komisarza Antoniego Fischera. Co zastałam na miejscu? Morderstwo, naturalnie! Oczywiście to nie wszystko, bo w stolicy Wielkopolski dużo się dzieje. Trwa Powszechna Wystawa Krajowa prezentująca gospodarcze osiągnięcia Polski na przestrzeni dziesięciu lat. To wydarzenie przyciągnęło nie tylko wielu entuzjastów gospodarki, ale także rabusiów, którzy w tym tłumie upatrują szansy na szybkie wzbogacenie się.

Tymczasem w życiu Antoniego Fischera pojawia się pewien wynalazek, który wzbudza jego ogromne zainteresowanie. Tą techniczną nowinką okazuje się radio. Mężczyzna jest tak nim zaintrygowany, że bez wahania zgadza się wygłosić odczyt na antenie poznańskiej radiostacji. Tuż przed jego wystąpieniem dochodzi do morderstwa, którego świadkiem jest sam komisarz.

Kradzieże, strzelanina i zabójstwo śpiewaczki – to za dużo dla Fischera, dlatego zmuszony jest podjąć współpracę z polskim kontrwywiadem, którym dowodzi kapitan Zyga Maciejewski. Taka współpraca może zakończyć się jedynie… sukcesem.

Cieszę się, że mogłam powróć do znanych mi miejsc. Przypomnieć sobie klimat ówczesnego Poznania i zasłuchać się w rozmowach mieszkańców okraszonych humorem, z których mogłam wychwycić kolejne słowa należące do poznańskiej gwary. Ponadto kolejny raz zyskałam możliwość podpatrywania komisarza Fischera w pracy (oczywiście niestraszny mu żaden ejber ;)), jednak tym razem nie tylko on znalazł się w centrum mojego zainteresowania. Ta druga postać to kapitan Zyga Maciejewski (fani kryminalnych intryg zapewne znają tego bohatera stworzonego przez Marcina Wrońskiego). Przyznam, że jego obecność w tej historii okazała się dla mnie sporym zaskoczeniem i -w moim odczuciu - najsłabszym elementem całej opowieści. Nie przeszkodziło mi to jednak w przyłączeniu się do śledztwa.

 „Wszyscy słyszeli jej krzyk” ma w sobie wszystko to, co jest mi znane z poprzednich tomów serii o komisarzu Fischerze: wielowątkową fabułę i całą paletę postaci. To oczywiście może nieco przytłaczać i powodować chaos, jednak wielbiciele serii z pewnością nad tym zapanują ;) Każda moja poznańska przygoda dostarczała mi także sporej dawki humoru. Odnoszę wrażenie, że tym razem mocno przekroczyła normę ;) Ten szósty już powrót nad Wartę uważam za udany, choć moim faworytem pozostaje jedna z poprzednich wypraw.

 

 

R. Ćwirlej – Wszyscy słyszeli jej krzyk

stron: 504

wyd. Czwarta Strona 2021

niedziela, 3 kwietnia 2022

Jennifer Wright "I (nie) żyli długo i szczęśliwie"

 

„I (nie) żyli długo i szczęśliwie” to kolejna publikacja będąca częścią serii ZROZUM i zarazem druga spod pióra Jennifer Wright, którą miałam okazję poznać. Muszę przyznać, że poprzednia książka autorki pt. „Co nas (nie) zabije. Największe plagi w historii ludzkości” nie do końca wpisała się w mój czytelniczy gust. Owszem, tematyka była intrygująca i przykuła moją uwagę, niemniej styl pisarki, jej liczne dygresje i żarty, którymi próbowała nadać omawianej problematyce lekkości pozostawiły mnie z mieszanymi uczuciami. Mimo to postanowiłam dać sobie (i pani Wright) jeszcze jedną szansę.

„I (nie) żyli długo i szczęśliwie” to podróż przez minione epoki, zaczynając od starożytności, a na współczesności kończąc. Wszystko to, by odnaleźć najbardziej zatrważających i zaskakujących historii miłosnych zwieńczonych rozstaniem. Przyjrzymy się związkowi Nerona z Poppeą Sabiną. Dowiemy się także jak wyglądała relacja Eleonory Akwitańskiej i Henryka II oraz Anny Boleyn i Henryka VIII.

Przyznam, że kulisy niejednego rozstania przyprawić mogą o gęsią skórkę. Odniosłam wrażenie, że nie tylko pomysłowość, ale i okrucieństwo ukazanych tutaj (byłych) kochanków nie zna granic. W końcu mówi się, że od miłości do nienawiści jest tylko jeden krok. A zazdrość bardzo ułatwia zrobienie go. I tą myśl doskonale obrazują przedstawione tutaj pary.

Chciałabym napisać, że ta kolejna szansa przyniosła pozytywne zaskoczenie. Niestety drugie wrażenie Mie okazało się lepsze od tego pierwszego. Jennifer Wright po raz kolejny irytowała mnie licznymi dygresjami i humorem, który nie zawsze był dla mnie zrozumiały. Skupiając się jednak na przedstawionych tutaj postaciach historycznych, muszę przyznać, że każda z nich wzbudza zainteresowanie. I sama przyjrzę się bliżej niejednej z nich.

 

J. Wright - I (nie) żyli długo i szczęśliwie

 

stron: 272

wyd. Wydawnictwo Poznańskie 2021

wtorek, 22 lutego 2022

Seni Glaister "Pan Doubler zaczyna od nowa"

 

Pan Doubler jest niczym chodzące kompendium wiedzy na temat kartofli, bowiem całe jego życie kręci się wokół nich. I to nie przesada. Doubler nie tylko je hoduje i zjada, ale również z nimi rozmawia. Można by rzec, że z ziemniakami łączy go silniejsza wieź niż z własnymi dziećmi, które widuje okazjonalnie. Staruszek, jednak nie narzeka na samotność, gdyż codziennie odwiedza go pani Millwood, która pomaga mu w prowadzeniu domu. Te spotkania stają się dla mężczyzny rutyną, która daje mu poczucie bezpieczeństwa. Niestety zostaje ono zachwiane, kiedy gospodyni trafia do szpitala. Ratują go rozmowy telefoniczne, których co dzień niecierpliwie wyczekuje. Te dyskusje z panią Millwood pozwalają Doublerowi opuścić swój hermetyczny świat i nawiązać relacje z sąsiadami, którzy dotychczas byli mu obojętni.

Początkowo Dubler był dla mnie zagadkową postacią. Niewiele o nim wiedząc, myślałam: ot, introwertyczny starszy pan kochający ziemniaki. Jednak odsłaniając kolejne elementy jego życiorysu czułam do niego coraz większą sympatię. Każde kolejne wydarzenie z przeszłości pozwalało mi lepiej go zrozumieć. Kolejną postacią, która wzbudziła moje zainteresowanie była oczywiście pani Millwood, która podobnie jak główny bohater jest dość tajemnicza. Choć obecnie jest najważniejszą postacią w życiu staruszka niewiele się o niej dowiadujemy. Po prostu Doubler gra tutaj pierwsze skrzypce.

Historia pana Dublera przypomina o tym, że nikt nie jest samotną wyspą i potrzebuje bliskości drugiego człowieka, a każdą więź z ważną dla nas osobą trzeba pielęgnować. To także opowieść o zmianach, które w życiu są nieuniknione i o tym, że nigdy nie jest za późno, by zacząć wszystko od nowa. Nawet wtedy, gdy te zmiany bywają trudne warto spróbować.

Ciepła i okraszona humorem powieść, w sam raz na te (jeszcze) chłodne wieczory.

 

S. Glaister - Pan Doubler zaczyna od nowa

 

stron: 416

wyd. Harper Collins 2019

 

niedziela, 13 lutego 2022

Lisa Jewell "Idealna rodzina"

 


25 lat wcześniej, Chelsea

W domu przy Cheyne Walk policja odkryła trzy ciała oraz dziesięciomiesięczną dziewczynkę – Serenity Lamb. Pozostałe dzieci, które przebywały na terenie posiadłości zaginęły. Mimo prowadzonego dochodzenia nie udało wyjaśnić się okoliczności śmierci znalezionych tam osób.

Obecnie

Libby Jones w dniu swoich dwudziestych piątych urodzin otrzymuje list ujawniający tożsamość jej biologicznych rodziców i informujący ją o posiadłości, której właśnie stała się właścicielką. O domu przy Cheyne Walk i jego mrocznej historii słyszała już wcześniej, jednak dopiero teraz postanawia dowiedzieć się, co wydarzyło się w tym miejscu, gdyż do dziś nikomu się to nie udało. Szybko odnajduje Millera Roe, dziennikarza, które przez lata usiłował odkryć prawdę na temat mieszkającej tam rodziny. Bez wahania godzi się na wspólne śledztwo i powrót do tego domu.

Akcja powieści toczy się przede wszystkim w Londynie, jednak co rusz przenosimy się do Francji, by poznać losy tajemniczej Lucy – bezdomnej skrzypaczki, która usiłuje zebrać pieniądze na podróż do stolicy Anglii. Jest jeszcze jedno miejsce, do którego wracamy – TEN dom. A to za sprawą Henry’ego, który kawałek po kawałku ujawnia szczegóły wydarzeń z przełomu lat 80-tych i 90-tych. Dzięki temu czytelnik zyskuje możliwość poznania losów rodziny Lamb z trzech perspektyw, co nadaje tej opowieści barw. Początkowo obawiałam się, że trzy spojrzenia na tę historię spowodują zamęt, jednak autorce udało sprawnie połączyć się te elementy. Ponadto umiejętnie utrzymywała moją uwagę stopniowo dozując napięcie i wprowadzane wątki. Tutaj muszę nadmienić, że niektóre wydarzenia były dla mnie mało wiarygodne, a zakończenie… owszem, zaskakujące, jednak przyznam, że nie takiego finału się spodziewałam.

Najbardziej wyczekiwałam powrotów do tego domu, gdzie jedna, wydawałoby się niepozorna sytuacja diametralnie zmieniła życie całej rodziny. Rodzina Lamb pozwoliła wciągnąć się w swego rodzaju sektę, a ze swej posiadłości uczynić jej siedzibę. Obserwowałam, jak łatwo można zmanipulować drugiego człowieka i przejąć całkowitą kontrolę nad jego życiem, zastanawiając się, dlaczego tak drastyczne zmiany w zachowaniu i niemal całkowita izolacja od świata zewnętrznego nie wzbudziły większych obaw u sąsiadów czy znajomych.

Macie ochotę poznać tę idealną rodzinę ?

 

L. Jewell – Idealna rodzina

 

stron: 368

wyd. Czwarta Strona 2021

poniedziałek, 24 stycznia 2022

Ryszard Ćwirlej "Niebiańskie Osiedle"

 


Czy można zapewnić sobie miejsce w niebie? Oczywiście! A jeśli ktoś ma wątpliwości to twórcy Niebiańskiego Osiedla natychmiast zdołają je rozwiać.

Na Niebiańskim Osiedlu stoją niebiańskie domki, które są wprost stworzone do odpoczynku po ciężkim dniu pracy. Te urocze gniazdka, położone w spokojnej okolicy są także swego rodzaju gwarancją dla ich mieszkańców, że po śmierci trafią do nieba. Niecodzienna oferta, prawda? I wręcz absurdalna. Zatem czy ktoś w ogóle może dać się nabrać na te obietnice? Sprawdzi to dziennikarz śledczy Marcin Engel, który oczywiście natychmiast po zapoznaniu się z ofertą wyczuwa przekręt, jednak dopiero po śmierci staruszków – niedoszłych lokatorów niebiańskiego domku, rozpoczyna śledztwo.

Engel nie jest skazany tylko i wyłącznie na siebie. W trakcie dziennikarskiego dochodzenia może liczyć na pracującego w policji Franka Kaczmarka oraz jedyną w swoim rodzaju „przyszywaną” babcię Matyldę. Kobieta jest emerytowaną funkcjonariuszką MO, jednak nie zmienia to faktu, że bez problemu rozgromiłaby jeszcze niejednego delikwenta będącego na bakier z prawem. Tym samym, kiedy wnuk wspomina o rozpracowywanej przez niego sprawie, bez wahania zostaje przynętą.    

Co odkryją Marcin i Matylda? Oczywiście tego nie zdradzę. Powiem jedynie, że babcia przekona się że turnus w jednym z Niebiańskich Domów wcale taki niebiański nie jest.

„Niebiańskie Osiedle” to pierwszy tom serii autorstwa Ryszarda Ćwirleja, której bohaterem jest Marcin Engel. Sięgając po powieść miałam w pamięci cykl o Antonim Fischerze, którego losy śledziłam z ogromny zainteresowaniem, nie tylko rozwiązując kryminalne intrygi, ale chłonąc klimat przedwojennego Wrocławia, dlatego teraz liczyłam na podobne emocje.

Przyznam, że nie mogłam przekonać się do  opowieści, której akcja toczy się współcześnie w Pile i Warszawie. Nie do końca potrafiłam uchwycić klimat tych miejsc, choć autor nawiązuje do bieżących społeczno- politycznych kwestii z naszego podwórka. Ponadto chwilami ta historia zdawała się być mało wiarygodna. Jeśli zaś chodzi o postaci, muszę przyznać, że jedynie babcia Matylda na dłużej przykuła moją uwagę. Niemniej poprzez historię Matyldy i Marcina pisarz uczula czytelnika na to, jak łatwym celem dla oszustów mogą stać się niektórzy seniorzy. Co więcej zwraca uwagę na to, że często zostają pozostawieni sami sobie, bez żadnej opieki i wsparcia.

 

 

R. Ćwirlej - Niebiańskie Osiedle

 

stron: 350

wyd. Czwarta Strona 2021