wtorek, 12 listopada 2019

Jacek Karczewski "Jej wysokość gęś. Opowieści o ptakach"



Ptaki były obecne w moim życiu od zawsze. Papużki, kanarki, bażanty czy kaczki były wpisane w moją codzienność. I tak jest do dziś. Mój dom pełen jest skrzydlatych domowników, o które wspólnie się troszczymy, a które odwdzięczają się nam nie tylko śpiewem, ale także widocznym przywiązaniem. Właśnie dlatego duże zainteresowanie wzbudziła we mnie książka Jacka Karczewskiego „Jej wysokość gęś. Opowieści o ptakach”. Miałam nadzieję nie tylko na intrygującą opowieść o ptakach, ale także na swego rodzaju lekcję, abym mogła lepiej poznać te stworzenia.

Jacek Karczewski od lat działa w Stowarzyszeniu Ptaki Polskie, jest autorem wielu materiałów prasowych dotyczących ptaków, to im poświęcona jest także audycja radiowa, którą prowadzi na antenie TOK FM. Jak sam twierdzi ma odlot na punkcie ptaków. I muszę przyznać, że ten odlot, tę pasję i miłość do ptaków czujemy wgłębiając się w historie opowiadane przez Jacka Karczewskiego
Autor pisze, że chciałby, aby jego opowieść została w głowach czytelników „raczej jako wspomnienie ciekawego spotkania niż przeczytana książka… Żeby mieli poczucie, że dowiedzieli się czegoś nowego i że ich rzeczywistość się poszerzyła.”

Tak właśnie było ze mną. Ta książka okazała się być dla mnie spotkaniem, podczas którego mogłam poznać fascynujące opowieści nie tylko o ptakach, ale także o ludziach dla których są one częścią ich życia. Początkowo liczyłam na odrobinę więcej informacji, która poszerzyłaby moją wiedzę dotyczącą naszych skrzydlatych towarzyszy, jednak autor skupił się na ukazaniu jego osobistej więzi z ptakami, aniżeli na „naukowych” regułkach. Jednak teraz, kiedy poznałam opowieść do końca, muszę stwierdzić, że takie rozwiązanie było bardzo dobrym pomysłem. Dzięki temu ta opowieść stała się bardziej osobista, pełna humoru i emocji. Oczywiście nie zabrakło również ciekawych anegdotek związanych z zachowaniem ptaków czy ukazaniem podobieństw między naszym i ich zachowaniem.  

Wspomniałam, że ta książka to także opowieść o ludziach, bo przebywając z autorem na wyspach Farne Islands czy nad rozlewiskiem Biebrzy poznajemy wiele osób, które dzielą te samą pasję, co Jacek Karczewski. Ponadto autor przybliża nam sylwetki niezwykłych kobiet: Dafili Scott oraz Sachy Dench. Pierwsza z nich jest obserwatorką łabędzi i ambasadorką idei ochrony ptaków, natomiast druga na paramotolotni wzbiła się w niebo i tą drogą pokonała trasę, którą zwykle przebywają bewiki.

Muszę jeszcze wspomnieć o zdjęciach, które idealnie uzupełniają opowieść Jacka Karczewskiego. Autorami fotografii są między innymi: Arek Glaas, David Kjaer czy Czarek Korkosz.

Ta książka to przede wszystkim opowieść o ptakach, ale także o ludziach w nich zakochanych. Autor nie próbuje tutaj przekazywać nam szczegółowej wiedzy, a tę, którą tutaj zawarł podaje w przystępny i zabawny sposób bardziej w formie ciekawostek, niż naukowych definicji. 

Co wspólnego z wróblem ma Edith Piaf. Dlaczego niektóre osoby mają ochotę przytulić maskonura? Jakie geny łączą nas z ptakami? Kto czeka, aż zasną mewy i gdzie szukać muzycznych geniuszy? Na te wszystkie pytania znajdziecie odpowiedź czytając opowieść Jacka Karczewskiego.

Ja też mam ochotę przytulić maskonura ;)



J. Karczewski - Jej wysokość gęś. Opowieści o ptakach

stron: 416
wyd. Wydawnictwo Poznańskie 2019

piątek, 1 listopada 2019

Aleksandra Michta-Juntunen "Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki"



Finlandia to miejsce, które od dawna widnieje na mojej podróżniczej liście marzeń. I pewnie jeszcze tam na długo zostanie, nie zatrzymuje mnie to jednak przed poznawaniem tego państwa. Oczywiście wielu osobom i mnie również, Finlandia kojarzy się przede wszystkim z Muminkami, reniferami i wiecznym mrozem. Te skojarzenia nie są błędne, jednak nie da się ukryć, że bardzo stereotypowe. Zresztą na mieszkańców tego państwa także często spoglądamy przez pryzmat znanych nam wyobrażeń. 

Właśnie z tymi mitami na temat Finów i ich ojczyzny rozprawia się Aleksandra Michta-Juntunen w swojej książce „Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki”, która niemal od dwunastu lat mieszka w Helsinkach, a od czterech prowadzi bloga Fińskie smaki. 

Ta książka to swego rodzaju zapis przemyśleń i spostrzeżeń będący wynikiem wieloletniego pobytu w Finlandii. Autorka wraca do swoich pierwszych chwil tutaj, wspomina sytuacje, które wprawiły ją w rozbawienie, zdziwienie czy zakłopotanie i wreszcie opowiada o tym, jak Finlandia stała się jej domem. 

Aleksandra Michta-Juntunen zabiera czytelnika w która ma na celu przybliżyć nam Finlandię i jej mieszkańców. Znajdziemy tutaj słowo o ich zwyczajach oraz fińskim  stylu życia. Dowiemy się czym jest sisu i dlaczego jest ono niebywale ważne dla każdego Fina. W książce przeczytamy także o ich miłości do fińskich produktów, sauny i mleka. Ponadto poznamy podstawowe słowa w języku fińskim oraz kilka przepisów na tradycyjne dania. 

Muszę przyznać, że dla mnie była to zaskakująca wyprawa, dzięki której, nie tylko skorygowałam swoje spojrzenie na ten kraj, ale także przekonałam się, że warto zobaczyć to miejsce na własne oczy. Autorka zafundowała mi pewnego rodzaju informacyjny misz-masz, zarysowując najważniejsze kwestie związane z Finlandią. Nie były to jednak same suche fakty- wręcz przeciwnie, Aleksandra Michta-Juntunen niejednokrotnie dzieliła się swoimi osobistymi spostrzeżeniami czy też opisywała wydarzenia, których była uczestniczką. Co więcej, nie idealizowała życia tam, pisząc zarówno o jego zaletach, jak i wadach. 

Dodam jeszcze, że Finowie, którzy jak dotąd stanowili dla mnie pewną tajemnicę, okazali się intrygującym narodem. Zaś co się tyczy ich zwyczajów, niektóre z nich nadal stanowią dla mnie zagadkę, niemniej nie sposób odmówić Finom pewnej konsekwencji i… wyobraźni. Uwidacznia się ona chociażby w konkurencjach sportowych tj: rzucanie gumowcem, granie na niewidzialnej gitarze czy zawody jeździeckie na koniu na kijku. 

Zatem jeśli chcecie spróbować swoich sił w jednej z wymienionych konkurencji, albo świętować Dzień Śpiocha czy Dzień Porażki, koniecznie musicie wybrać się do Finlandii.

A.    Michta-Juntunen  - Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki

stron: 320
wyd. Wydawnictwo Poznańskie 2019

poniedziałek, 28 października 2019

Aleksandra Marinina "Wieczny odpoczynek"



Major Anastazja Kamieńska powraca! 

Muszę przyznać, że czekałam na  ten powrót, na kolejne drobiazgowe śledztwo i kolejną podróż do Rosji lat dziewięćdziesiątych. Chciałam dowiedzieć się, co słychać u drogiej Nastii i jej kolegów z Pietrowki. Co u śledczej? Mała rewolucja zawodowa! Kobieta odeszła z wydziału zabójstw, by dla odmiany zająć się czymś, co wprowadzi w jej życie nieco więcej spokoju. Praca w dziale informacyjno- analitycznym owszem jest mniej angażująca, a warunki zatrudnienia o niebo lepsze, niż te w poprzedniej pracy. Wszystko pięknie, jednak pani major tęskni za swoimi byłymi współpracownikami. O tym, jak bardzo pragnie wrócić na stare śmieci, przekonuje się, kiedy pomaga im w poszukiwaniach zabójcy młodego milicjanta Saszy Barsukowa. 

Wkrótce śledczy dowiadują się, że Sasza spotykał się z Lerą Niemczinową, córką tragicznie zmarłego muzyka. Dziewczyna będzie musiała na nowo przywyknąć do obecności swojego dziadka, który niebawem wychodzi na wolność. Mężczyzna odsiadywał dziesięcioletni wyrok za zabójstwo swojego syna i synowej. Nic zatem dziwnego, że śledczy biorą ich po lupę. Tym bardziej, że jest jeszcze coś, co rzuca podejrzenia na wnuczkę i dziadka – pierścionek z brylantem należący do Lery, który łudząco przypomina ten skradziony przed dziesięciu laty. Jest jeszcze ktoś… Igor Wildanow, młody i utalentowany, ale niezbyt błyskotliwy muzyk, którego relacje z Lerą i jej rodziną także owiane są mgiełką niejasności. Tę siatkę powiązań stara się ustalić Nastia, choć teraz jako pracownik analityczny będzie jej znacznie trudniej. 

Z przyjemnością wraz z major Kamieńską szukałam tych niteczek łączących bohaterów. Oczywiście tym razem śledztwo przebiegało nieco inaczej, niż poprzednio, gdyż Anastazja musiała niektóre zadania zlecać innym, gdyż nie miała odpowiednich uprawnień. Niemniej, tropienie winnego okazało się bardzo intrygujące. 

Aleksandra Marinina przyzwyczaiła mnie do opowieść mocno rozbudowanych, gdzie obok głównego wątku, odnajdujemy wiele pobocznych historii. Odnoszę wrażenie, że „Wieczny odpoczynek”, nieco odchodzi od tego schematu. Owszem, nadal odnajdziemy tutaj nie tylko zagadkę kryminalną, ale także elementy obyczajowe, jednak nie są one tak mocno rozgałęzione, jak w przypadku wcześniejszych historii, które poznałam. 

Przywykłam do tego, że Aleksandra Marinina w swoich książkach odsłania kulisy funkcjonowania różnych środowisk, tym razem możemy się przekonać, jak wygląda świat muzyków. Igor, początkujący muzyk zdaje się być tylko marionetką w rękach ludzi z branży służącą do zarabiania pieniędzy. Autorka drobiazgowo ukazuje funkcjonowanie muzycznego biznesu. Oczywiście my, czytelnicy możemy się jedynie domyślać, co jest fikcją, a z czym naprawdę można zetknąć się będąc artystą. Jednak bez względu na to, ile w tym jest prawdy, środowisko Igora Wildanowa intryguje.

Polecam wielbicielom powieści kryminalno- obyczajowych i niecodziennych śledczych ;)

A.    Marinina – Wieczny odpoczynek
stron: 367
wyd. Czwarta Strona 2019

niedziela, 20 października 2019

Margalit Fox "Arthur Conan Doyle i sprawa morderstwa"



Sherlock Holmes i doktor Watson to jeden z moich ulubionych detektywistycznych duetów. Od czasu do czasu powracam do spraw, które musieli rozwikłać i ciągle z tym samym zainteresowanie uważnie obserwuję jak Sherlock Holmes z mistrzowską precyzją każdy nawet najdrobniejszy szczegół rozkłada na czynniki pierwsze i wysnuwa zaskakujące, ale trafne wnioski. Często zastanawiałam się, jak wiele wspólnego z literackim bohaterem ma jego twórca Arthur Conan Doyle. Kilka wskazówek, które rzuciły nieco światła na to, co dotychczas pozostawało dla mnie tajemnicą, odnalazłam w książce autorstwa Margalit Fox „Arthur Conan Doyle i sprawa morderstwa”. 

Autorka wraca do brutalnego morderstwa sprzed ponad dwustu lat, której sprawca do dziś nie został odnaleziony. W 1908 roku, w swoim domu w Glasgow została zamordowana Marion Gilchrist. Mimo wątpliwych dowodów, za winnego zbrodni uznano Oscara Slatera- żydowskiego imigranta. Slater został skazany na szubienicę, jednak wyrok zmieniono na dożywocie, które miał odsiadywać w więzieniu w Peterhead. Tam, jako więzień 1992 spędził niemal dwadzieścia lat. Wyszedł na wolność dzięki olbrzymiej determinacji i ciężkiej pracy wielu osób, jednak przede wszystkim dzięki staraniom Arthura Conana Doyle. Twórca Sherlocka Holmesa postanowił przeprowadzić własne śledztwo, które oczywiście realizował posługując się iście holmesowskimi metodami działania. Z nieprawdopodobną starannością analizował wszelkie dostępne dokumenty, akta i zeznania świadków, a to wszystko po to, by ukazać nieprawidłowości w funkcjonowaniu sądów, manipulację świadkami oraz ignorancję policji, co w efekcie doprowadziło do zwolnienia Oscara Saltera.

Książka Margalit Fox, traktuje nie tylko o jednym z najgłośniejszych morderstw epoki wiktoriańskiej i niesłusznie oskarżonym Oscarze Slaterze, ale również o przemianach społeczno- politycznych w momencie, kiedy ówczesny wiek powoli odchodził w cień, ustępując miejsca temu, co nazywano nowoczesnością. Przede wszystkim jednak to historia o Arthurze Conanie Doyle, lekarzu, publicyście, człowieka zaangażowanego w politykę i twórcy postaci detektywa znanego na całym świecie. 

Z dużym zainteresowaniem śledziłam kolejne akapity, z których mogłam poskładać obraz Conana Doyle. Zaskakującym dla mnie okazał się fakt, że człowiek o tak przenikliwym umyśle, człowiek wierzący w naukę, z zapałem bronił spirytyzmu. Autorka starannie nakreśla obraz Conana Doyle bazując na zapiskach, dokumentach i książkach samego pisarza, a także opierając się na wspomnieniach jego syna, Adriana oraz publikacjach traktujących o twórcy Sherlocka Holmesa. 

„Arthur Conan Doyle i sprawa morderstwa” to publikacja, która zainteresuje nie tylko fanów Arthura Conana Doyle, to także książka dla tych, którzy chcą nieco bliżej przyjrzeć się epoce wiktoriańskiej. Sama muszę stwierdzić, że po lekturze twórca Sherlocka Holmesa jeszcze mocniej mnie intryguje. 


M. Fox – Arthur Conan Doyle i sprawa morderstwa

stron: 360
wyd. Wydawnictwo Poznańskie 2019

środa, 9 października 2019

Ann Cleeves "Martwa woda"



Mija sześć miesięcy od tragicznych wydarzeń na Fair Isle, które na zawsze zmieniły życie Jimmy’ego Perez’a. Inspektor obecnie przebywa na urlopie, próbując poukładać sobie wszystko na nowo i zmierzyć się z dręczącymi go wspomnieniami. Mężczyzna ani myśli wracać do swoich obowiązków, choć jego współpracownik Sandy Wilson, subtelnie usiłuje go do tego nakłonić. A śledztwo, w którym Jimmy niewątpliwe okazałby się bardzo pomocny dotyczy morderstwa.

A ofiarą jest Jerry Markham, dziennikarz piszący dla jednej z londyńskich gazet. Mężczyzna zostaje znaleziony w jednej z łodzi. Na miejsce zostają  wezwani: Sandy Wilosn i detektyw Willow Reeves, która ma objąć pieczę nad dochodzeniem. 

Piąty tom szetlandzkiej serii autorstwa Ann Cleeves nie był planowany, bowiem autorka planowała zakończyć cykl na czwartym tomie. Cieszę się jednak, że zdecydowała się na kontynuację, gdyż po (teoretycznie) finalnym „Błękicie błyskawicy” zostałam z wieloma pytaniami bez odpowiedzi.

Jaka jest „Martwa woda”? Klimatyczna, jak każda opowieść z Szetlandów. I podobnie, jak każda historia z wysp - intrygująca i zatrważająca zarazem. Jest także pełna … czegoś nowego. Czegoś, czego do końca nie potrafię nazwać, a jednak jest to wyczuwalne. Zdecydowanie ma to związek z Jimmym Perezem, którego zachowanie diametralnie się zmieniło. Oczywiście to naturalne, biorąc pod uwagę wydarzenia sprzed kilku miesięcy. Odnoszę wrażenie, że tragedia, która dotknęła Pereza pozwoliła mu nie tylko dojrzeć, ale także przewartościować swoje życie. Wyzwoliła w nim także pewne pokłady nostalgii i melancholii, co wpływa na aurę tej powieści. 

Inspektor Perez odmówił uczestnictwa w śledztwie, jednak nie na długo. I choć trzyma się nieco na uboczu, momentami odnosiłam wrażenie, że ten stary, dobrze znany Jimmy, który z ogromną wnikliwością słuch tego, co mają do posiedzenia mieszkańcy Szetlandów – wrócił. Pozostając przy śledztwie i intrydze, muszę przyznać, że autorka ponownie mnie zaskoczyła. Zaangażowałam się w śledztwo prowadzone przez Wilosna i Reeves (oj czuję, że pani detektyw jeszcze nieraz o sobie przypomni;)), analizowałam historie zasłyszane od mieszkańców wysp, typowałam sprawców i … pudło! Dodam jeszcze, że tożsamość winnego okazała się dla mnie sporym zaskoczeniem. A jego motywy mało przekonujące, jednak jeśli chodzi o emocje i uczucia czasami wystarczy niewiele, by doprowadzić kogoś do ostateczności. 

Cieszę się, że mogłam wrócić w to urokliwe i pełne tajemnic miejsce. Brakowało mi Jimmy’ego Pereza i uczestnictwa w skrupulatnie prowadzonych śledztwach. Polecam tym, którzy lubią niespiesznie snujące się, klimatyczne opowieści.

A.     Cleeves – Martwa Woda
stron: 464
wyd. Czwarta Strona 2019