poniedziałek, 7 października 2013

Beata Herzog "Był tu Amadeusz"


     Od zawsze ludzie pragnęli zwiększyć wygodę swojego życia. Samochody, sprzęty elektroniczne czy chociażby opakowania różnych produktów, w które zaopatrujemy się codziennie oczywiście ułatwiają egzystencję. Niestety często zapominamy, że te wszystkie udogodnienia mają swoje konsekwencje w postaci wyniszczania środowiska naturalnego. Od jakiegoś czasu coraz częściej w mediach możemy natknąć się na tematy związane z ekologią. Z większą częstotliwością promowany jest ekologiczny tryb życia. Wspomniane kwestie porusza również Beata Herzog w swojej książce dla dzieci zatytułowanej „Był tu Amadeusz”.

            W olbrzymiej Sali Obrad, gdzieś w przestworzach ma miejsce zebranie wszystkich Wielkich ludzi, którzy opuścili już Ziemię. Zaniepokojeni o losy ludzi oraz środowisko naturalne postanawiają do każdego zakątka świata wysłać duszę, by rozpoczęła misję ratowania planety. Do Polski przybywa Wolfgang Amadeusz Mozart, którego dusza znalazła schronienie w ciele trzynastoletniego Janka, największego łobuza w szkole. Zapytacie, co zatem stało się z duszą chłopaka? Otóż Wielcy zadecydowali, że dusze ciał tymczasowo przez nich „przejętych” wysłane zostaną na „kurację mentalną”. Jak nietrudno się domyślić diametralna zmiana zachowania rozwydrzonego nastolatka budzi zdumienie nauczycieli, rówieśników, a nawet jego rodziców. Amadeusz stopniowo rozpoczyna swoją misję uświadamiania mieszkańców, jak istotna dla środowiska naturalnego jest chociażby segregacja śmieci. Mozart początkowo zdany jest tylko na siebie, jednak wkrótce postanawia w całą akcję wtajemniczyć Kaśkę, koleżankę Janka. Niebawem w dość dziwnych okolicznościach do tej dwójki dołącza Wiolin – pies posiadający niezwykłe zdolności, dodam jeszcze, że ów pies potrafi mówić. Czy tej wyjątkowej trójce uda się przekonać miasteczko do swoich racji? Przekonajcie się sami.

            Bez wątpienia postacią, która najbardziej przykuwa uwagę czytelnika jest tytułowy Amadeusz. Próby dostosowania się muzyka „wyjętego” wprost z epoki oświecenia do współczesnych realiów doprowadzają do wielu komicznych nieporozumień. Janek w wydaniu à la Mozart urzeka mieszkańców, którzy z chęcią słuchają tego, co ma do powiedzenia na temat ekologii. Chłopak potrafi zmotywować ich do wspólnego działania oraz do poświęcenia większej uwagi otoczeniu, w którym żyją. Co jednak się stanie kiedy dusza Janka wróci do swojego ciała?

            Beata Herzog swoją powieścią pragnęła zwrócić uwagę młodego czytelnika na istotną kwestię, jaką jest dbanie o środowisko naturalne. W książeczce autorka porusza problem segregacji śmieci i katastrof ekologicznych. Przesłanie ważne i piękne uważam, że warto zaznajamiać młodych czytelników z tak istotnymi kwestiami. Oczywiście trudno oczekiwać, że po lekturze najmłodsi od razu zapragną „zmieniać świat”, jak główny bohater, istotne jest jednak to, że zda on sobie sprawę z istnienia takiego problemu, jakim jest zanieczyszczanie środowiska. To jednak nie wszystko, za sprawą głównego bohatera, który jest nastolatkiem uczula czytelnika także na prawa dzieci i młodzieży oraz na miejsce jakie powinny zajmować w społeczeństwie. Oczywiście kwestia praw najmłodszych to problem na który szczególną uwagę zwrócić powinni dorośli. Niestety wielu nie tylko rodziców, ale także pracowników placówek oświaty czy innych instytucji krzywdzi dzieci uważając, że nie poniosą konsekwencji.

            „Był tu Amadeusz” to opowieść pełna zaskakujących wydarzeń. Czytelnik będzie świadkiem nieprawdopodobnych sytuacji, często bardzo humorystycznych. Nie zabraknie także dreszczyku emocji, momentów wzruszenia, a także zagadki do rozwikłania. Powieść napisana jest w bardzo przystępny dla najmłodszych odbiorców sposób, niemniej i ci nieco starsi spędzą miło czas w towarzystwie Janka – Mozarta i jego towarzyszy.


Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki portalowi Sztukater oraz Warszawskiej Firmie Wydawniczej za co bardzo dziękuję.


B. Herzog – Był tu Amadeusz

Stron 84
Wyd. WFW

niedziela, 6 października 2013

Krzysztof Rudowski "Nowele dwukrotne"


Krzysztof Rudowski to pisarz eksperymentujący na niejednym gatunku literackim. Debiutował powieścią „Stopy Pana Boga – metafizyczny przewodnik po Tatrach”, następnie przyszła kolej na dramat internetowy zatytułowany „Cz@t”, a także na poemat pt. „Otwórzcie moją teczkę”; w jego dorobku odnaleźć możemy również utwory poetyckie. Kolejną formą literacką, którą autor postanowił zmodyfikować na swoje potrzeby jest nowela charakteryzująca się bardzo wyrazistą akcją, jednowątkową fabułą oraz pewnym punktem kulminacyjnym. Efektem tego „eksperymentu” są „Nowele dwukrotne”, które ukazały się w 2o11 roku nakładem Warszawskiej Firmy Wydawniczej.

            „Nowele dwukrotne” to zbiór kilkudziesięciu nowel, których akcja rozgrywa się na przestrzeni kilkudziesięciu lat; poczynając od lat sześćdziesiątych XX wieku, a kończąc na roku 2o11. Pierwszym naszym przystankiem w tej czytelniczej podróży jest Wrocław, gdzie wraz z głównym bohaterem, Szymonem odkryjemy piękno tego miasta nocą. Poczujemy lekką, nierealną atmosferę, gdzie zaciera się granica między jawą, a snem. Ta atmosfera wyczuwalna jest także w kolejnej nowelce, której akcja toczy się w 1967 roku na dworcu kolejowym. Z bohaterem kolejnej historii, której akcja ma miejsce w latach siedemdziesiątych wybierzemy się do kina na legendarnego już „Winnetou”. Koniec lat siedemdziesiątych to czasy „niewidzialnej ręki” – popularnej wtedy akcji, mającej na celu niesienie pomocy, a także czasy, gdzie wśród najmłodszych królowała gra „Państwa – miasta” oraz „Dyrektorzy”. Lata osiemdziesiąte to oczywiście stan wojenny, godzina policyjna i walka o zmiany w państwie. Bohaterom towarzyszymy aż  do czasów współczesności, obserwując ich dojrzewanie, przemiany, życiowe wybory, sukcesy oraz porażki.

            „Nowele dwukrotne” to moje pierwsze spotkanie z twórczością pana Krzysztofa Rudowskiego. Przyznam, że do sięgnięcia po ten zbiór zachęcił mnie między innymi tytuł. Zastanawiało mnie, co kryje się za słowem „dwukrotne”. Otóż każdemu bohaterowi pojawiającemu się w tym zbiorze poświęcone są dwie nowele; jedna traktuje zazwyczaj o jego dzieciństwie, bądź czasach szkolnych, druga natomiast o dorosłości; często bolesnej, tak bardzo różniącej się od tej z dziecięcych wyobrażeń.

            Nowela, w moim odczuciu jest gatunkiem bardzo wymagającym, gdyż jej krótka oraz oszczędna forma wymaga od pisarza sporych umiejętności. Nie jest łatwo opierając fabułę zazwyczaj tylko na jednej postaci i jednym wydarzeniu skonstruować wciągającą historię z zaskakującą pointą. Nowele pana Rudowskiego mają to „coś”, co przykuło moją uwagę.

            „Nowele dwukrotne” to zbiór opowieści o zwyczajnych ludziach, którzy usiłują się „dopasować” do czasów, w których przyszło im żyć. To obraz, który nakreśla zachodzące w Polsce zmiany społeczne i polityczne na przestrzeni lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Z pewnością niejeden czytelnik w trakcie lektury przypomni sobie wydarzenia ze swojego dzieciństwa, choćby grę państwa- miasta, którą sama uwielbiałam. Postaci są autentyczne, co sprawia, że odbiorca bez problemu będzie mógł identyfikować się z bohaterem wybranej noweli. Autor nie koloryzuje rzeczywistości, nie ulepsza jej, bardzo wiernie oddając ówczesne realia. Mimo to łatwo zauważyć, że każda z nowel ma w sobie coś zaskakującego oraz nierealnego, co kojarzy się bardziej z sennymi wizjami, niż rzeczywistością. Oszczędna forma oraz przystępny język sprawia, że czytelnik skupia się na sednie każdej historii nie lawirując między pobocznymi wydarzeniami. Zbiór ten polecam nie tylko zwolennikom twórczości pana Krzysztofa Rudowskiego, ale wszystkim tym, którzy pragną na chwilę znaleźć się na ulicach Polski sprzed czterdziestu lat.

 

Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki portalowi Sztukater oraz Warszawskiej Firmie Wydawniczej za co bardzo dziękuję.



K. Rudowski - Nowele dwukrotne

Stron 126
Warszawska Firma Wydawnicza

piątek, 4 października 2013

Iwona Wilmowska "Pogromcy nudy"


Zapraszam was do Milandii, małego miasteczka leżącego „na skraju baśni”, gdzie życie mieszkańców pełne jest spokoju. Niestety, jak to w bajkach i baśniach bywa sielanka kończy się za sprawą knowań „czarnego charakteru”. Tak jest i tutaj. Zaczyna się od kota pani Pulpetowej, który popada w dziwne odrętwienie. Wkrótce to samo dzieje się ze sławną czarodziejką, Mimi Tut. Kiedy do miasteczka docierają informacje o kolejnych takich przypadkach, lokalny detektyw Fidrygał postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i wyrusza w podróż, aby wyjaśnić zaistniałą sytuację. Wkrótce dołączają do niego nowi kompani: Leszek bez Szpady oraz krasnal Teodor. Ta dość niebanalna ekipa postanawia udać się do Budyniowego Zamku w nadziei na odnalezienie jakiegoś tropu pozwalającego na rozwikłanie zagadki tajemniczej choroby.

„Pogromcy nudy” autorstwa Iwony Wilmowskiej to powieść skierowana przede wszystkim do młodych czytelników, jednak i ja świetnie spędziłam z nią czas, mimo, iż do wspomnianej grupy już nie należę. Niewątpliwie uwagę czytelnika przykuwają barwne i zabawne postaci. Fidrygał to detektyw, który pragnie być sławny i podziwiany, choć jak dotąd nie udało mu się rozwikłać żadnej sprawy. Początkowo nie wzbudził mojej sympatii, jednak pod wpływem pewnych zdarzeń zmienia się, dzięki czemu zyskuje w oczach czytelnika. Kolejnym wartym uwagi bohaterem jest Leszek bez Szpady; dzielny, odważny, a zarazem bardzo skromny rycerz, którego największym marzeniem było...domyślacie się? Oczywiście zdobycie szpady. Teodor kolejny uczestnik eskapady to krasnal szukający swojego miejsca w świecie; skryty, nieśmiały, posiada pewną mroczną tajemnicę. Wspomniana trójka to nie jedyni bohaterowie warci uwagi, gdyż w książce odnajdziemy sporo intrygujących charakterów. Wymienię tutaj chociażby Apateję, Letargię i Rutyneę. Brzmi interesująco, prawda?

        Iwona Wilmowska stworzyła ciepłą opowieść dla czytelników w każdym wieku. To bajka z nietuzinkowymi bohaterami, dużą dawką poczucia humoru oraz oryginalną zagadką. W gąszczu wydarzeń odnajdziemy także treści z przesłaniem, gdyż autorka porusza tutaj tematy trudne; będzie zatem co nieco o przyjaźni, która potrafi bardzo zmienić człowieka; będzie o odwadze, lojalności oraz dokonywaniu niełatwych wyborów. Czytelnik będzie także świadkiem buntu pewnej bohaterki, która tym sposobem próbuje sobie poradzić ze stratą bliskiej osoby. Temat niełatwy i delikatny, zwłaszcza dla młodych czytelników, jednak tutaj ujęty w sposób przystępny. Autorka w swojej książce przyjrzała się relacjom rodzice – dzieci. Wnioski nie są najlepsze; dziś coraz częściej dzieci pozostawione są samym sobie. Dorośli poświęcając mnóstwo czasu obowiązkom zawodowym zapominają, że o wspólne relacje należy dbać, a drogie przedmioty nie zrekompensują dzieciom nieobecności mamy i taty. I wreszcie autorka podejmuje temat...nudy, którą z pewnością każdy zna. Nuda została tutaj przedstawiona w sposób oryginalny i zaskakujący, ale więcej nie zdradzę. Całość napisana jest prostym językiem, co z pewnością jest atutem dla małych czytelników. Warto również zwrócić uwagę na ilustracje, których autorem jest Jacek Siudak. Obrazki nie są kolorowe, jak w większości książeczek dla dzieci, lecz czarno-białe. Mnie kojarzą się z komiksem. Szkice przedstawiające chociażby krasnala Teo czy Leszka bez Szpady są zabawne i intrygujące. Czytelnik ma możliwość skonfrontowania swoich wyobrażeń o głównych bohaterach z „wizją” ilustratora.

          „Pogromcy nudy” autorstwa Iwony Wilmowskiej to opowieść wciągająca, mądra, z istotnym przesłaniem głównie dla najmłodszych czytelników, jednak jestem pewna, że starsi odbiorcy znajdą w niej coś dla siebie. Ja z pewnością sięgnę po kolejne książki pani Wilmowskiej. 



 Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu WAM za co bardzo dziękuję.


Iwona Wilmowska – Pogromcy nudy

Stron 292
Wyd. WAM 2012

czwartek, 26 września 2013

Erica Spindler "Naśladowca"


            W 2001 roku w małym miasteczku Rockford w stanie Illinois doszło do serii morderstw dziesięcioletnich dziewczynek. Wówczas dochodzenie prowadziła detektyw Kitt Lundgren. Mimo ogromnego zaangażowania kobiety oprawca pozostał na wolności. Po pięciu latach od tych tragicznych wydarzeń znów zaczynają ginąć dziewczynki. Morderca, jak poprzednio dusi swoje ofiary podczas snu, następnie maluje im usta szminką oraz starannie „układa” włosy na poduszce. Nad śledztwem ma czuwać młoda i bardzo ambitna detektyw M.C. Riggio, jednak z takiego obrotu sprawy nie jest zadowolony...morderca, który żąda, aby nad akcją czuwała Kitt Lundgren. Odtąd kobiety, które nie pałają do siebie sympatią muszą współpracować. Czy tym razem uda schwytać się Mordercę Śpiących Aniołków?


            Muszę przyznać, że Erica Spindler potrafi umiejętnie i z wielką precyzją konstruować intrygi których poszczególne elementy czytelnik musi dopasować, niczym w układance, aby poznać rozwiązanie. Autorka zadbała o każdy detal tworząc wciągający kryminał z wartką akcją i wieloma zaskakującym momentami. Spindler wodzi czytelnika za nos niemal do ostatniej strony powieści. Sama starając się „wytypować” mordercę spudłowałam.


            Kolejnym plusem, obok wciągającej intrygi są starannie wykreowane postaci. Moją największą uwagę przykuła dwójka bohaterów: Kitt Lundgren oraz Morderca Śpiących Aniołków. Detektyw Lundgren to kobieta po przejściach, która nie radząc sobie na polu zawodowym oraz doświadczając rodzinnej tragedii popada w alkoholizm. Ma świadomość, że wracając do sprawy, której kiedyś nie zdołała rozwikłać rzuca się na głęboką wodę i naraża na powrót do nałogu. Czy tym razem okaże się silniejsza?


            Morderca Śpiących Aniołków także intryguje. Czytelnik wgłębiając się w fabułę nie ma wątpliwości, że ma do czynienia z psychopatą. To człowiek inteligentny, perfekcyjny w planowaniu kolejnych zbrodni. Dla niego życie jest grą, a ludzie pionkami, którymi uwielbia manipulować. Nie przypadkowo w swoją „zabawę w kotka i myszkę” wciągnął Kitt. Wie o niej wszystko, śledzi każdy jej krok, zna każdą ze słabości, co oczywiście wykorzystuje podczas konfrontacji.


            Wspomnę jeszcze o ambitnej detektyw Riggio, która wraz z Kitt Lundgren tworzy „zabójczy” duet. Kobiety są jak ogień i woda. Lundgren to policjantka o sporym stażu pracy, z dużym bagażem doświadczeń, która uczy się panować nad emocjami podczas rozwiązywania spraw; natomiast Riggio to początkująca „strażniczka prawa”, bezkompromisowa, zdeterminowana na szybkie osiągnięcie sukcesu i awans. Zatem nic dziwnego, że początki ich współpracy nie należą do najłatwiejszych. Czy w końcu uda się im porozumieć? Przekonajcie się sami. Przyznam, że sama miałam mieszane uczucia, co do Riggio, początkowo mnie irytowała, jednak bohaterka zyskuje przy bliższym poznaniu.


            Reasumując „Naśladowca” to moje kolejne spotkanie z twórczością Eriki Spindler, które dostarczyło mi sporo emocji. Oprócz wątku kryminalnego, który stanowi główną oś fabuły czytelnicy odnajdą tutaj także wątek obyczajowy oraz miłosny. Autorka płynnie łączy ze sobą owe wątki sprawiając, że dobrze się uzupełniają.  Moim faworytem jest wątek kryminalny, jednak interesujący jest także część obyczajowa powieści w której pisarka porusza tematy trudne, jak chociażby alkoholizm czy choroba nowotworowa. Oczywiście odnajduję w całości słabsze momenty, przewidywalne, jednak nie burzą one pozytywnego odbioru historii, którą opowiada Spindler. 
 






          Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki uprzejmości Wydawnictwa Mira\ Harlequin













Tekst umieszczony także w serwisie nakanapie.pl

 merlin.pl 

 
E. Spindler - Naśladowca
stron 480

Wyd. Mira/ Harlequin 2013


czwartek, 19 września 2013

Helen Brown "Koty i córki robią co chcą"

„Koty pojawiają się w ludzkim życiu nie bez powodu. Wiele tych magicznych stworzeń to uzdrowiciele”. *

„Koty i córki robią tylko to, co chcą” autorstwa Helen Brown jest kontynuacją bestsellerowej powieści „Kleo i ja. Jak szalona kotka ocaliła rodzinę” wydanej w 2o12 roku przez Naszą Księgarnię. Helen Brown jest pisarką i dziennikarką, na swoim koncie ma m.in. wywiad z Dalajlamą. Jak twierdzi nigdy nie była „kociarą”, jednak dzięki pewnemu zbiegowi okoliczności do jej domu trafiła kotka, która przekonała kobietę, że te czworonożne stworzenia potrafią uzdrowić nawet najbardziej zranione osoby.

            Helen po odejściu Kleo, kotki uwielbianej przez całą rodzinę obiecała sobie, że już nigdy więcej nie przygarnie kociaka, gdyż tęsknota za nieżyjącym zwierzęciem okazała się nieznośna. Każde miejsce w domu i ogrodzie przypominało kobiecie o ukochanej kotce. Helen pod wpływem impulsu podejmuje decyzję, która okaże się rewolucyjna w skutkach. Postanawia się przeprowadzić. Początkowo mąż i dwie córki dość sceptycznie odnoszą się do tego pomysłu, wkrótce jednak wszyscy lądują w nowym domu o uroczej nazwie „Shirley”. Chwile spokoju nie trwają niestety długo. U Helen zostaje zdiagnozowany rak piersi i jest zmuszona, jak najszybciej poddać się operacji, a także przejść terapię zapobiegającą nawrotowi choroby. Jakby tego było mało jej najstarsza córka, Lydia oświadcza, że wyjeżdża na Sri Lankę, aby zostać mniszką, a syn, Rob prosi o pomoc w zorganizowaniu wesela. W tym trudnym momencie w ręce kobiety trafia, a jakżeby inaczej kot! Kotek wabi się Jonasz i swoją nową właścicielkę doprowadza do szaleństwa. Jonasz okazuje się być wulkanem energii w związku z tym, co jakiś czas funduje rodzinie Brownów demolkę domu. Wszelkie próby jego okiełznania kończą się fiaskiem. Czy rodzina upora się z piętrzącymi się problemami? Jak ułożą się relacje Helen z nieznośnym futrzakiem? Sięgnijcie po książkę i przekonajcie się.

            Nie miałam okazji zapoznać się z opowieścią o Kleo, mimo to nie stwarzało to trudności w odbiorze książki „Koty i córki robią tylko to, co chcą”. Autorka, co prawda momentami odnosi się do wydarzeń z poprzedniej części, w taki sposób jednak, aby czytelnik wszystko zrozumiał.  Brown snuje swoją opowieść z ogromną lekkością, dzięki czemu ma się wrażenie, jakby siedziała obok i opowiadała o tym, co się przytrafiło jej rodzinie. Często w trakcie lektury zaskakiwała mnie niezwykła szczerość oraz otwartość z jaką autorka opisywały sprawy dla niej intymne i bolesne. Da się odczuć, że pisanie książki stało się dla niej rodzajem terapii, dzięki której łatwiej radziła sobie z trudnymi sytuacjami.

            „Koty i córki robią tylko to, co chcą” to niezwykle ciepła, rodzinna opowieść, która dostarczy czytelnikowi  nie tylko wielu wzruszeń, ale także rozbawi i rozśmieszy. Nie brak tutaj sytuacji, które skłonią do refleksji nad ulotnością każdego z nas oraz nad tym, jak istotna dla człowieka jest rodzina. Cudownej, nieco zwariowanej rodzinki Helen Brown nie da się nie polubić. Każda z osób jest charakterystyczna i interesująca, muszę jednak przyznać, że i tak pierwsze skrzypce gra...Jonasz. To urocze kocisko od razu podbiło moje serce. Wy też będziecie zauroczeni. Książkę polecam miłośnikom kotów, także wszystkim tym, którzy chcą odpocząć przy lekkiej opowieści, w której nie brak emocji.


* str. 9


 
Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu Nasza Księgarnia za co bardzo dziękuję.



 
 Ogłoszenie parafialne ;)

 W związku z odsłoną nowej strony portalu Sztukater poszukiwani są recenzenci do działów: książka, filmy, gry, komiksy. Więcej informacji tutaj  https://www.facebook.com/Sztukater



H. Brown - Koty i córki robią tylko to, co chcą

Stron 416
Wyd. Nasza Księgarnia 2013

wtorek, 17 września 2013

Marcin Brzostowski "Słodka bomba Silly"


            Nie przepadam za e-bookami, głównie dlatego, że czytanie przed komputerem jest dla mnie męczące, jednak kiedy w moje ręce trafiła elektroniczna książka Marcina Brzostowskiego „Słodka bomba Silly” postanowiłam zrobić wyjątek. To moje pierwsze spotkanie z twórczością autora, który ma na swoim koncie nie tylko powieści, ale również zbiory opowiadań czy tomiki poezji. 
            Powieść okazała się być dla mnie zaskakująca pod wieloma względami, jednak najbardziej zdumiewa mnie główna bohaterka, którą jest...bomba! Ale nie taka zwyczajna bomba. Silly jest bowiem bronią bardzo wyjątkową; to bomba lotnicza z serii S6-X02, która została wyprodukowana w Fabryce Bomb Tradycyjnych i Granatów w Czerniewie. Trudno jednak w jej przypadku określić ją mianem tradycyjnej, gdyż posiada ona ręce i nogi, a na dodatek potrafi mówić i logicznie myśleć. Silly jest dumna z faktu, że należy do armii i została stworzona do tego, by siać śmierć i zniszczenie. Niezwykle poważnie traktuje powierzoną jej misję i nie widzi nic złego w wojnach, które rujnują świat; przeciwnie, wręcz nie może się doczekać kiedy...wybuchnie.
Wkrótce w fabryce dochodzi do pewnego incydentu, który staje się dla Silly impulsem do wnikliwego przyjrzenia się postępowaniu swoich przełożonych oraz do analizy skutków działań wojennych. Bomba z zaskoczeniem uświadamia sobie, że walki, w których tak bardzo pragnie uczestniczyć niosą wiele złego. Wreszcie zauważa prawdziwe intencje swoich dowódców; poznaje rzeczywiste przyczyny ich działania i z przerażeniem odkrywa, że ona sama ma mieć swój udział w tych wydarzeniach. Pragnie się zbuntować, powstrzymać swoją armię, jednak co może zdziałać jedna bomba? Przekonajcie się sami. 
Opowieść stworzona przez Brzostowskiego to karykaturalny obraz środowiska wojennego. Tutaj dziwne i zdumiewające jest dosłownie wszystko, nie tylko bomba posiadająca ludzkie cechy. Sylwetki dowódców, sierżantów i generałów są przerysowane, ich zachowanie jest śmieszne i absurdalne, bo jak traktować poważnie chociażby W.W.W Black’a – jednego z generałów, który  ma problemy psychiczne po pewnych traumatycznych doświadczeniach z kozą i chce wypowiedzieć wojnę z powodu orzeszków ziemnych. Ten surrealistyczny świat wykreowany przez autora nie jest tak do końca nam obcy. Jeśli trochę go „przefiltrujemy” z absurdu zauważymy, że ma on wiele wspólnego z rzeczywistością. Ludzie dla władzy zrobią niemal wszystko, wielu z nich doprowadzi do wojny, nie licząc się z tym, że wielu ludzi straci życie. Zapewne wielu z nich uważa, że szkoda czasu na dyplomację, i pokojowe rozwiązania, skoro wystarczy błahy powód do rozpoczęcia działań wojennych, które „załatwią” problem. 

Autor posłużył się taką ekstremalną formą, by zapalić w głowie czytelnika światełko, które zwróci jego uwagę na ówczesne problemy polityczne i wojenne; które skłonią do refleksji nad tym, co się liczy w dzisiejszym świecie. Czy faktycznie można usprawiedliwić wszystko? Czy warto dla władzy oraz korzyści materialnych poświęcić zdrowie i życie wielu ludzi? To tylko niektóre z pytań, które wywołała we mnie książka Marcina Brzostowskiego. Z pewnością każdy czytelnik sięgając po „Słodką bombę Silly” będzie zadawał sobie podobne pytania. Powieść wywarła na mnie wrażenie, z początku wydała mi się kuriozalna, śmieszna, wręcz nielogiczna, trzeba bowiem poświęcić jej nieco uwagi, by uchwycić to, co chciał przekazać autor posługując się takim właśnie zabiegiem. Polecam nie tylko zwolennikom twórczości Marcina Brzostowskiego, ale wszystkim tym, którzy szukają czegoś zaskakującego. 


Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu e-bookowo za co bardzo dziękuję.
 

 

M. Brzostowski - Słodka bomba Silly
stron 132
Wyd. e-bookowo 2013

piątek, 13 września 2013

Gena Showalter "Alicja w Krainie Zombi"


„Alicję w Krainie Czarów” autorstwa  Lewis’a Carroll’a zna niemal każdy. Ja do dziś darzę tę opowieść sporym sentymentem i chętnie do niej wracam. Zatem kiedy dowiedziałam się o powieści Geny Showalter inspirowanej dziełem Carroll’a stwierdziłam, że koniecznie muszą się z nią zapoznać.

            Szesnastoletnia Alicja Bell za dnia jest zwyczajną nastolatką, jednak kiedy zapada zmrok staje się więźniem we własnym domu. Jej ojciec wprowadził bowiem zakaz wychodzenia na dwór w obawie przed atakiem zombie. Dla nastolatki rzecz jasna jest to ogromy problem, jednak rodzice pozostają głusi na jej prośby. W dniu swoich urodzin, Alicji udaje namówić się rodzinę na wieczorne wyjście, które kończy się tragicznie.  Dochodzi do wypadku, w którym giną rodzice oraz siostra nastolatki; wtedy także dziewczyna po raz pierwszy widzi zombie. Po tych traumatycznych przeżyciach Alicja zamieszkuje u dziadków i przenosi się do nowej szkoły, gdzie poznaje bardzo przystojnego Cole’a, w którym rzecz jasna zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Wkrótce dowiaduje się, że chłopak także potrafi dostrzec zombie i wraz ze znajomymi próbuje je powstrzymać. Alicja chcąc pomścić swoich najbliższych dołącza do ich grupy. Rozpoczyna się walka na śmierć i życie...

            Muszę przyznać, że czuję się nieco rozczarowana; spodziewałam się czegoś innego. Pomysł na fabułę był interesujący i miał moim zdaniem potencjał. Liczyłam na to, że autorka przeniesie mnie w„krainę” na miarę mojej ukochanej Alicji; z całą gamą mrocznych (jak na zombie przystało) i niesamowitych postaci. Niestety wykreowany przez autorkę świat mnie nie porwał. W opowieść wprowadza czytelnika sama Alicja, jednak taki zabieg nie pozwala czytelnikowi na lepsze poznanie głównej bohaterki. Zresztą każda z postaci została przedstawiona w moim odczuciu dość powierzchownie. Co jeszcze mnie drażniło? Wątek miłosny, który zamiast dodatkiem do opowieści o zombie stał się dominujący. Szereg tutaj sytuacji, w których nastoletnia bohaterka zachwyca się Colem; są ochy, achy i inne miłosne westchnienia. Muszę nadmienić, że ogólnie nie przepadam za takimi wątkami, dlatego tutaj mnie one nieco irytowały; młodym czytelnikom się spodobają. Można tutaj odnaleźć także odrobinę intryg, trochę elementów zaskakujących, ale są też i momenty przewidywalne. Osobiście szczególną uwagę zwróciłam na „środowisko zombie”, które zostało wykreowane przez Genę Showalter w interesujący sposób; autorka bowiem próbuje opowiedzieć historię ich powstania, nakreślić ich mentalność, wniknąć w ich „duchowość”. Dodam jeszcze, że odniesień do „Alicji w Krainie Czarów” jest tutaj niewiele, ale białego królika nie zabraknie.

            „Alicja w Krainie Zombi” to pierwsza część cyklu o nazwie „Kroniki białego królika”, który powstał z myślą o nastoletnich czytelnikach. Czy sięgnę po część drugą? Owszem, z ciekawości i licząc na to, iż wątek miłosny będzie tym razem nieco okrojony. Komu mogę polecić książkę? Myślę, że fani literatury typu „paranormal romance” znajdą tutaj coś dla siebie.



 

 




          Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki uprzejmości Wydawnictwa Mira\ Harlequin










Tekst umieszczony także w serwisie nakanapie.pl


G. Showalter - Alicja w Krainie Zombi
stron 512
Wyd. Mira/ Harlequin

niedziela, 8 września 2013

Lincoln Peirce "Zapiski luzaka. Natan idzie na całość"


            „Zapiski luzaka. Natan idzie na całość” to czwarta odsłona przygód szalonego chłopca ze Szkoły Podstawowej nr. 38. Lincoln Peirce pierwszy komiks, którego bohaterem stał się Natan stworzył w 1991 roku. Do dziś komiksy z „luzakiem” ukazały się w około dwustu pięćdziesięciu amerykańskich czasopismach. Niesfornego bohatera bardzo szybko polubili nie tylko najmłodsi wielbiciele komiksów, wówczas autor postanowił stworzyć „Zapiski luzaka” – książkę, która sprawnie łączy elementy komiksu z tradycyjnie prowadzoną narracją. W Polsce cykl o przygodach Natana mogliśmy poznać za sprawą wydawnictwa Nasza Księgarnia.

            Natan to chłopiec trochę nierozgarnięty, za to niezwykle pomysłowy z bardzo ciekawym podejściem do samego siebie. Jak twierdzi jest genialny oraz wprost stworzony do wielkich czynów. Oczywiście mija się z prawdą, gdyż do „orłów” nie należy, jednak takie drobiazgi nie są wstanie zmienić jego mniemania o sobie. Nie znaczy to, że bohater jest zarozumiały i odpychający, wręcz przeciwnie. Natan wzbudza w czytelniku sympatię; pełen energii, z wielkim poczuciem humoru oraz „komiksową” pasją nieustannie pakuje się w jakieś przygody i tarapaty, które rozbawią nie tylko najmłodszych odbiorców książki.

            W czwartej części „Zapisków luzaka” Natan wraz ze swoimi najlepszymi kumplami postanawia założyć „Szkolny Klub Rysowników”. „Komiksiarze” są bardzo dumni ze swojego klubu, planują spotkania, szukają kolejnych uczestników, kiedy nieoczekiwanie trafia do nich koszmarna informacja. Szkoła nr. 38 z powodu remontu zostaje tymczasowo zamknięta, a uczniowie przeniesieni do podstawówki im. Jeffersona. Dzieciakom z trzydziestki ósemki jest to wybitnie nie na rękę, gdyż od zawsze rywalizują one z „kujonami z Jeffersona” i od zawsze przegrywają. Nawet ich klub rysowników okazuje się być lepszy. Natan postanawia odnaleźć „coś” w czym on i jego przyjaciele będą lepsi od uczniów „Jeffersona”. Czy bohaterom uda się w końcu pokonać zarozumiałych uczniów z sąsiedniej szkoły? Przekonajcie się sami.

            „Zapiski luzaka” to seria idealna dla młodszych czytelników. Główny bohater to „zwyczajny” uczeń szkoły podstawowej, borykający się z dobrze dzieciakom znanymi problemami; zatargi z nauczycielami, mnóstwo zadań domowych, rywalizacja, pierwsze zauroczenia to codzienność nie tylko głównego bohatera, ale z pewnością wielu uczniów. Lincoln Peirce bardzo dobrze odzwierciedlił środowisko dzieciaków ze szkoły podstawowej. Sprawnie poprowadzona akcja gwarantuje młodym odbiorcom udaną zabawę. Bardzo przystępny język oraz nieskomplikowana fabuła pozwala nawet najmłodszym czytelnikom na zapoznanie się z zapiskami Natana.  

            Muszę wspomnieć także o szacie graficznej, która jest bardzo ważnym elementem książki, gdyż rysunki i komiksy stają się doskonałym uzupełnieniem słowa pisanego. Sporo tutaj komiksów samego Natana, który za ich sprawą w bardzo humorystyczny sposób komentuje bieżące wydarzenia. Sam autor także zdecydował się na przedstawienie niektórych wątków za pomocą szkiców. W komiksach głównego bohatera oraz rysunkach samego Peirce’a widoczne są znaczne różnice. Prace autora są bardziej dojrzalsze i dopracowane. Takie rozwiązanie ma swoje plusy, gdyż wiedząc, które rysunki stworzył główny bohater jesteśmy w stanie wychwycić jego poczucie humoru oraz dowiedzieć się czegoś więcej o jego charakterze. Przyznam, że choć dzieckiem już nie jestem bardzo dobrze bawiłam się wraz z Natanem i jego przyjaciółmi. Za ich sprawą ponownie wróciłam za szkolną ławę, z sentymentem przypominając sobie najzabawniejsze sytuacje z mojego „szkolnego podwórka”. Polecam całą serię nie tylko dzieciakom, ale także tym nieco starszym czytelnikom.
 
 Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu Nasza Księgarnia za co bardzo dziękuję.
 
 
 

Zapiski luzaka. Natan idzie na całość - L. Peirce

Stron 232
Wyd Nasza Księgarnia 2013
 

sobota, 24 sierpnia 2013

LiteraTura Wrocław 2013 - ciąg dalszy



Kochani,

ogromna prośba do Was.  Jeśli macie ochotę umieśćcie informację o "LiteraTurze" na blogu czy facebooku, poinformujcie znajomych, aby jak najwięcej moli książkowych mogło wziąć udział w tym niecodziennym wydarzeniu.

Dziękuję i pozdrawiam ciepło

M.



LiteraTura I Wrocław 2013


Godzina 14.00 Park Staromiejski – Teatr Lalek; pl. Teatralny 4

„Umiem czytać wszędzie” 

Godzina 16.00 Księgarnia Matras; ul. Świdnicka 28

„Labirynt literackich doznań”

Godzina 16.00 Teatr Arka; ul. Mennicza 4 (wejście od ul.Świdnickiej 28)


„Opowiem Ci o…”

Godzina 20.00 Wymarsz spod Matrasa; ul. Świdnicka 28

„I co tam się w słowach chowa”

Godzina 20.45 Most Tumski (Most Zakochanych)

„Zaczytani są wśród nas”

Godzina 21.00 Antykwariat Szarlatan; ul. Szczytnicka 51

„Nowe do starego”

Godzina 22.00 Pergola – Wrocławska fontanna przy Hali Stulecia; ul. Wystawowa 1

„Wrocławskie inspiracje – uwolnij książkę”

Godzina 23.00 After Party; Rynek

-------------------------------------------------------------


Wydaj książkę razem z Nami

Zapraszamy wszystkich Autorów, w szczególności debiutantów pragnących urzeczywistnić własne marzenia, czyli wydać swoją książkę.

Księgarnia Matras od 16.00 do 20.00


- 25 %* na wszystkie artykuły nie objęte promocją w dniu 31.08.2013 podczas trwania ewentu.

* promocja nie dotyczy podręczników, nie łączy się z innymi akcjami wewnętrznymi



Konkursy, wywiady, prezentacje

Warto wybrać się na spotkania autorskie, będzie możliwość porozmawiania i otrzymania autografów a poza tym wystawy, warsztaty dla młodszych, starszych i najstarszych miłośników literatury.

piątek, 23 sierpnia 2013

LiteraTura Wrocław 2013

Moi drodzy,

dziś chciałam napisać słówko o wspaniałej akcji, która odbędzie się 31 sierpnia we Wrocławiu.



"Akcja „LiteraTura I Wrocław 2013” odbędzie się 31 sierpnia 2013r. we Wrocławiu. Rozpoczęcie nastąpi o godzinie 14:00 w Parku Teatralnym (Park im. Mikołaja Kopernika w Wrocławiu), gdzie dojdzie do spotkania pisarzy z czytelnikami. W tym miejscu autorzy i uczestnicy spotkania nawiążą bezpośredni kontakt, będą spacerować alejkami parku, rozmawiać i dyskutować na temat literatury, a przy tym doskonale promować innowacyjną, a tym samym bardzo ciekawą formę wypoczynku. Warto zauważyć, że już sam tytuł akcji „LiteraTura I Wrocław 2013” jest przewrotny, przyciągający uwagę. Bowiem w ciekawy sposób pokazuje jak niesamowicie można bawić się językiem, słowem... Autorzy, pisarze robią to na co dzień, a czytelników i odbiorców literatury pragną tym zainteresować, zaszczepić w nich chęć obcowania z książką i słowem pisanym. Wciągnąć ich nie tylko w świat książki, ale w osobisty świat każdego z autorów. Ważnym aspektem tej części wydarzenia będzie szeroko rozumiana przestrzeń miejska Wrocławia. Pisarze będą propagować czytelnictwo w każdej grupie wiekowej. Czytelnicy posiądą możliwość nabycia książek oraz uzyskania autografów i dedykacji od ich twórców. Chętni pisarze przeczytają fragmenty swoich utworów, jednocześnie reklamując własną twórczość. Będzie to aktywne, tym samym bardzo atrakcyjne promowanie kultury i czytelnictwa. W dzisiejszych czasach nie wystarczy wystawić książkę za witrynę księgarni. Proponowana forma promocji jest nowoczesna i co najważniejsze - czytelnik jest w nią zaangażowany równie mocno jak autor. Około godz. 16:00 w księgarni Matras na ul. Świdnickiej odbędą się indywidualne prezentacje wybranych działów literatury, wykłady przeprowadzone przez pisarzy, aktywna sprzedaż egzemplarzy książkowych, konkursy z nagrodami, wywiady oraz zabawy z uczestnictwem czytelników. Odwiedzający w tym czasie księgarnię będą mieli szansę na rozmowy z autorami, którzy opowiedzą o swojej twórczości, inspiracjach, doświadczeniach podczas wydawania książek, jak również o sobie. Każdy z autorów otrzyma przydział do odpowiedniego sektora księgarni, tym samym starając się wzbudzić zainteresowanie czytelników różnymi gatunkami literackimi. Z kolei w tzw. „dark roomie” księgarni Matras, autorzy w zamkniętej grupie odbiorców dokonają prezentacji na wybrany przez siebie temat, związany nie tylko z literaturą, ale również z szeroko pojętą twórczością. Ponownie dojdzie do zachęcania do twórczego rozwoju, jak również promowania słowa czytanego. Jednym z głównych celów akcji jest to, aby czytelnicy na skutek rozmów z autorami spojrzeli inaczej na ich twórczość oraz na to, co wpływa na tematykę, jaką pisarze poruszają w książkach. Podczas wydarzenia przewidziano liczne konkursy i zabawy dla czytelników, w których będzie można wygrać egzemplarze książkowe. Staną się one motywacją do czytania oraz zapoznania się z dotychczas nieznanymi twórcami. Po skończonej promocji, około godz. 20:00 grupa organizatorów i biorących udział w akcji pisarzy weźmie udział w „Marszu żywych autorów”, podczas którego prezentowana będzie forma aktywnej rekreacji czytelniczej oraz nakłanianie mieszkańców miasta do czynnego udziału w „Marszu…”. Około godz. 20:45 na Moście Zakochanych zakochani w literaturze uczestnicy zawieszą kłódki na znak wiecznej miłości do słowa pisanego, ukazując w ten sposób swoje przywiązanie do kreatywnego tworzenia. Kłódki będzie można podpisywać wspólnie z czytelnikami. Z Mostu Tumskiego przejdą do Antykwariatu Szarlatan gdzie wśród dzieł literatury polskiej i światowej, umieszczą liście własnej twórczości na Drzewie Literatury, w ten symboliczny sposób podkreślając swój związek z dawnymi mistrzami oraz tymi jeszcze nienarodzonymi. O godz. 22:00 uczestnicy przeniosą się na Pergolę, aby wziąć udział w pokazie ognia, wody i światła. W tym szczególnym na mapie Wrocławia miejscu uczestnicy wezmą udział w sesji fotograficznej, będącej pamiątką spotkania oraz udokumentowaniem całego przedsięwzięcia. Kolejnym elementem wydarzenia będzie również tzw. „uwolnienie książek” w ramach akcji „Cały Wrocław czyta”. Przez hasło „uwolnienie książek” rozumiane jest dzielenie się z innymi słowem pisanym, poprzez pozostawienie pozycji literackich w specjalnie na to przeznaczonym miejscu. Publikacje następnie będą czytane przez Wrocławian, co uznajemy za doskonałą formę promowania czytelnictwa i podkreślenie ważnej roli, jaką odgrywa czytelnik dla pisarzy. O godz. 23:00 w siedzibie Redakcji dojdzie do integracji autorów, będącej podsumowaniem całego wydarzenia. Dodatkowo całe wydarzenie zostanie upamiętnione w formie foto-e-booka, na którym znajdują się zdjęcia z dnia akcji wraz z opisem i podziękowaniami dla sponsorów wydarzenia. Plik będzie ogólnodostępny u organizatorów przedsięwzięcia i patronów medialnych. Reasumując powyższy ramowy plan wydarzeń należy zaznaczyć, iż celami nadrzędnymi opisanej akcji oprócz krzewienia ducha czytelnictwa, interakcji między czytelnikiem, a autorem, jest także promocja Wrocławia, jako miasta przyjaznego czytelnictwu, którego przestrzeń miejska nobilituje, zaskakuje, inspiruje i skłania do sięgnięcia po książkę." (źródło: Sztukater - facebook)

środa, 21 sierpnia 2013

Claire Payment "Perły mądrości Indian"


„Perły mądrości Indian” autorstwa Claire Payment to kolejna pozycja serii „Krople rosy”, z którą miałam okazję się zapoznać. Autorka, której indiańskie imię brzmi ”Biała Gęś Nocy” otrzymała wykształcenie muzyczne, obecnie wykłada w szkole Vincent d’Indy. Dotychczas opublikowała dwie książki, w Polsce jednak, jak dotąd dostępne są tylko wspomniane Perły mądrości Indian”.

  Historia rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej niestety jest mi obca. Ich mentalność także. Sięgając po książkę zastanawiałam się czego mogą nauczyć mnie ludzie, których życie diametralnie różni się od mojego. Jak wiele z tradycji indiańskiej może zaczerpnąć współczesny człowiek? Ile do naszej codzienności wniesie opowieść tych mądrych ludzi zależy tylko od nas, od tego czy zechcemy posłuchać...

Książeczka licząca niespełna dziewięćdziesiąt stron podzielona jest na trzy części; Czerwona Droga traktuje o obrzędach, rytuałach oraz tradycjach rdzennych mieszkańców Ameryki. Cenni posłańcy Wielkiego Ducha to wgląd w symbolikę zwierząt, która dla Indian jest niezwykle istotna, bowiem ich zachowania oraz cechy przypisać można każdemu człowiekowi. Ostatnia część, zatytułowana Prawdziwe spotkanie skupia się na warstwie duchowej Indian, na ich wierzeniach oraz filozofii życia. Wspomniana część jest w moim odczuciu najistotniejsza, z której czytelnik może wynieść dla siebie najwięcej. Wystarczy uważnie „poczuć” każde słowo.

Autorka wprowadza czytelnika w codzienność plemienia Lakotów, do której należy m.in. polowanie na bizony. Indianie darzą przyrodę oraz zwierzęta ogromnym szacunkiem, w trakcie polowań nie lekceważą przeciwnika, są świadomi jego siły. Zabijają, aby przetrwać, takie jest prawo natury, z którą człowiek tworzy jedność. Poznamy także obrzędy dojrzałości, którym poddawane są nastoletnie dziewczynki, które mają wprowadzić je w dorosły świat. Następnie przeniesiemy się w świat symboli, tak istotnych dla Lakotów.

„My, Indianie żyjemy w świecie symboli i obrazów, w nim to, co duchowe i to, co zwyczajne, stanowi jedno.”.*

Bizon, niedźwiedź, motyl, kojot, kruk...Każde z tych stworzeń staje się dla Indian symbolem pewnych cech, które należy w sobie udoskonalać. Stworzenia te są poniekąd przykładem dla ludzi, jak żyć w harmonii z przyrodą. Zwraca także uwagę na złożoną naturę każdego człowieka.

„Tak jak istnieje dzień i noc, jasność i ciemność, tak zarówno w każdym człowieku, jak i zwierzęciu istnieje to, co w nim pełne światła i to, co w nim mroczne. Trzeba nauczyć się poznawać i rozwijać to, co w nas jasne, żeby być szczęśliwszym.” **

To my nadajemy kształt i barwę naszemu życiu i to od nas zależy czy będziemy się umieli cieszyć codziennością, gdyż każdy dzień jest darem. Dziś często o tym zapominamy, goniąc za tym, co materialne i ulotne. Po drodze gubimy radość z samego życia, a przecież ono jest skarbem.

„Ból istnienia to najgłębsze cierpienie, najbardziej przejmująca porażka, już bowiem z definicji zakłada on bolesne przeżywanie swojego życia, porzucanie planów i rezygnację z marzeń.” ***

            I na tę stagnację, zwaną „bólem istnienia” rdzenni mieszkańcy Ameryki znajdują receptę. Prawdy Indian tutaj przedstawione charakteryzuje uniwersalność. Od ludzi, wydawałoby się kompletnie nie rozumiejących dzisiejszego świata możemy nauczyć się wiele, wrócić do korzeni, na nowo nauczyć się życia w harmonii z naturą, a przede wszystkim poprawić relacje z innymi ludźmi oraz z...samym sobą, gdyż obecnie często zapominamy o pielęgnowaniu naszej duchowości. Polecam.

 Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu Promic za co bardzo dziękuję.



*str. 27
**str. 31
*** str. 62



Perły mądrości Indian

stron 89
Wyd. Promic
Warszawa 2012






poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Stanisław Biel, Krzysztof Biel „Kobiety. Między miłością, a zdradą”


            Świat Starego Testamentu to świat w którym dominowali mężczyźni. To oni stawali się przywódcami, prorokami głoszącymi Słowo Boże, osobami najważniejszymi w hierarchii społecznej, którzy niejednokrotnie decydowali o tym, jak ma wyglądać życie kobiet. Kobiety pozostawały w cieniu swoich małżonków, przekonane o tym, że powinny skupić się wyłącznie na wychowywaniu dzieci oraz dbaniu o domowe ognisko. Stanisław Biel oraz Krzysztof Biel, autorzy medytacji biblijnych „Kobiety. Między miłością, a zdradą” dokonują prezentacji dwudziestu dwu kobiet Starego Testamentu, które swoim postępowaniem skutecznie wpływają na sfery życia zarezerwowane wyłącznie dla mężczyzn.

Historie biblijnych kobiet przedstawione są chronologicznie, zatem pierwszą kobietą, której losy poznajemy jest Ewa – „matka wszystkich żyjących”, która swoim postępowaniem i nieposłuszeństwem wobec Boga diametralnie zmieniła losy następnych pokoleń. Poznamy także Sarę i Rebekę, które gotowe były poświęcić wszystko dla swoich dzieci. Tamar i Rachab to kobiety samotne, odrzucone przez społeczeństwo; pierwsza z powodu swojego wdowieństwa, druga ze względu na rozwiązły tryb życia. Z kolei Debora to kobieta ciesząca się autorytetem wśród ludzi, będąca sędziną i prorokinią angażującą się w sprawy swojego państwa. W książce nie zabrakło także kobiet złych, manipulujących ludźmi dla własnych korzyści, jedną z nich jest Dalila, która przyczynia się do śmierci swojego męża, Samsona. Takim „czarnym charakterem” jest także Izebel, która gotowa jest zabić każdego, kto stanie jej na drodze do celu. W książce odnajdziemy jeszcze wiele intrygujących historii o starotestamentowych kobietach.

Autorzy przedstawiając sylwetki biblijnych kobiet nie zapomnieli o nakreśleniu ówczesnych norm i praw, które rządziły życiem rodzinnym i społecznym, dzięki temu czytelnik ma możliwość dokładniejszej analizy zachowania bohaterek, a także zrozumieć ich zachowania i decyzje. Każda z zawartych tutaj opowieści opatrzona została komentarzem autorów, a każdy z rozdziałów zakończony pytaniami do czytelnika, mające skłaniać do refleksji. Dylematy i problemy z jakimi borykały się kobiety Starego Testamentu można odnieść do codziennego życia współczesnych kobiet. Mimo upływu czasu nie tracą one na aktualności.

„Kobiety. Między miłością, a zdradą” to nie tylko opowieść o intrygujących kobietach, ale także książka, która jest swego rodzaju „impulsem” do refleksji nad wyborami, jakich dokonujemy w życiu, nad codziennymi problemami i przeszkodami z którym musimy się zmierzyć. Książka, choć przede wszystkim o kobietach nie jest tylko i wyłącznie dla kobiet. Myślę, że mężczyźni także znajdą tutaj pewne wskazówki, które mogą okazać się przydatne w trudnych sytuacjach.



 Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu WAM za co bardzo dziękuję.



 S. Biel, K. Biel - „Kobiety. Między miłością, a zdradą” 

Stron 268
Wyd. WAM
Kraków 2012


Agnieszka Sikorska-Celejewska "Smak lata"


            Agnieszka Sikorska-Celejewska była bibliotekarką, prowadziła zajęcia dla dzieci i młodzieży, a także była trenerką Odysei Umysłu. Od zawsze kochała czytać książki i o książkach, nic więc dziwnego, że sama postanowiła spróbować swoich sił jako pisarka. W 2011 roku ukazała się powieść „Jest super!”, która jest pierwszym tomem trylogii młodzieżowej o losach współczesnych nastolatków. Rok później w ręce trafiła druga część zatytułowana „Smak lata”.
           
            Świeżo upieczona absolwentka liceum, Jagoda wraz z przyjaciółmi: Dorotką, Anią, Jeremim oraz Jakubem planuje wakacje życia. Ta szalona przygoda swój początek ma w Aleksandrowie Kujawskim, gdzie bohaterowie pragną zwiedzić dom Edwarda Stachury. W planach mają także wyjazd na Przystanek Woodstock, by wreszcie posłuchać na żywo ukochanej kapeli - Hey oraz nocowanie pod namiotami w przypadkowo wybieranych miejscach.

            Ta część serii oscyluje głównie wokół Jagody, dziewczyny która wyrwała się spod opiekuńczych skrzydeł babci; która pragnie zasmakować wolności i przeżyć niezapomniane chwile podczas pierwszych, „dorosłych” wakacji. Podróż nie do końca okaże się beztroską przygodą. Jagoda będzie zmuszona zweryfikować swoje życiowe priorytety, ocalić pewną przyjaźń, uratować swój związek z Jakubem, a także poukładać relacje z rodzicami, które pełne są niedomówień i skrywanego żalu.

            Autorka stworzyła ciekawą, zabawną historię, która realistycznie odzwierciedla problemy z jakimi borykają się młodzi ludzie. Bohaterom nie sposób odmówić autentyczności; z Jagodą, główną bohaterką z łatwością identyfikować się może wiele nastolatek. Przyznam, że co do Jagody miałam mieszane uczucia. Z jednej strony była bardzo samodzielna i wydawać by się mogło nad wiek dojrzała; będąc kilkunastoletnią dziewczynką postanowiła zamieszkać z babcią, gdyż w rodzinnym domu, gdzie nieustannie odbywały się imprezy zakrapiane alkoholem czuła się samotna. Z drugiej zaś strony irytował mnie jej infantylizm, chociażby na wspomnianym przystanku Woodstock. Zachowaniem przypominała swoją matkę, którą przecież sama krytykowała i od której chciała uciec. Może zbyt surowo ją oceniałam, ale koniec końców w pewnym momencie przekonała mnie do siebie. Jak? Przekonajcie się sami.

             Pomimo niełatwych tematów poruszanych w „Smaku lata” Agnieszce Sikorskiej-Celejewskiej udało się uniknąć drażniącego moralizatorstwa. Owszem doszukamy się tutaj pewnych dydaktycznych momentów, jednak dla mnie są one do zniesienia. Choć nie jestem już nastolatką powieść wywarła na mnie pozytywne wrażenie; prosta konstrukcja sprawia, że czyta się ją szybko i płynnie. To, co mnie jeszcze pozytywnie zaskoczyło to język. Skoro to powieść o młodzieży i dla młodzieży to spodziewałam się slangu oraz „niechlujnych” wypowiedzi młodych bohaterów. Nic z tych rzeczy! Postaci wyrażają się bardzo poprawnie. Nie miałam okazji sięgnąć po część pierwszą, dlatego ciężko mi ocenić rozwój osobowościowy każdej z postaci. Niemniej bohaterowie będący uosobieniem „dzisiejszych” nastolatków zyskują przychylność czytelnika. Trylogię polecam przede wszystkim nastoletnim czytelniczkom, choć i młodzi czytelnicy mogą znaleźć coś dla siebie. 


 Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu Skrzat za co bardzo dziękuję.



A. Sikorska-Celejewska – Smak lata
Stron 136
Wyd. Skrzat 2013



wtorek, 6 sierpnia 2013

Jacek Perłowski "Przygoda z Relaksem"


            Przygoda i Relaks to młodzi ludzie, którzy zaczynają wspólne, dorosłe życie. Pewnego dnia pośród rodzinnych pamiątek odnajdują zdjęcie dziadka z dość enigmatycznym podpisem „Brzeziny, patrz gdzie kuca”. Wkrótce dowiadują się, że znaleziona fotografia wiąże się z pewną rodzinną opowieścią o skarbie ukrytym przez seniora rodu w maleńkiej wiosce. Przygoda i Relaks postanawiają przekonać się czy zasłyszana historia ma w sobie ziarenko prawdy i wybierają się na poszukiwania kosztowności pozostawionych przez dziadka. Na miejscu okaże się, że nie tylko oni zainteresowani są odszukaniem tajemniczego miejsca ze starej fotografii. Ktoś bardzo postara się o to, aby Przygoda i Relaks, jak najszybciej opuścili Brzeziny. Jak zakończy się ta wyprawa? Przekonajcie się sami.

            Dwójkę głównych bohaterów poznajemy jeszcze w okresie ich dzieciństwa, kiedy w harcerskich mundurkach wyjeżdżają na obozy, przeżywają swoje pierwsze zauroczenia, zawiązują przyjaźnie, uczą się relacji międzyludzkich i odkrywają nowe miejsca za każdym razem ucząc się czegoś nowego o sobie.

            Powieść pana Perłowskiego to, w moim odczuciu przede wszystkim opowieść o wzajemnych relacjach międzyludzkich oraz ich pielęgnowaniu. Bohaterowie delikatnie obchodzą się ze znajomościami zawartymi już w dzieciństwie, dbają o regularny kontakt z osobami im bliskimi. Tego możemy uczyć się od nich, gdyż dzisiaj relacje z drugą osobą często są zaniedbywane; wymigując się brakiem czasu ciężko znaleźć nam chwilę nawet dla tych osób na których nam zależy. „Przygoda z Relaksem” to także opowieść o próbie odnalezienia się w nowej, życiowej sytuacji, gdzie trzeba nauczyć się samodzielności. Oczywiście wszystkiego nie da się zaplanować i perfekcyjnie wyuczyć, nie da się uniknąć błędów, można je jednak wykorzystać, jako naukę na przyszłość. „Czasem zagubić się też trzeba”, by nieoczekiwanie odnaleźć coś wartościowego. Pisarski debiut Jacka Perłowskiego to historia opowiedziana niespiesznie, z poczuciem humoru, z odrobiną poezji. Siłą tej opowieści jest prostota i zwyczajność; temat wydawać by się mogło banalny, ot codzienność dwojga młodych ludzi, jednak to właśnie ta codzienność uczy każdego z nas życia. Postaci niemal od pierwszej chwili stają się „dobrymi znajomymi” czytelnika. Wielu odbiorców książki będzie identyfikowało się z bohaterami; w końcu każdy z nas przechodzi etap dzieciństwa i dorastania, każdy prędzej czy później będzie musiał nauczyć się samodzielności i w końcu każdy zgubi się na chwilę, by wrócić na obraną ścieżkę z nowymi doświadczeniami. Żałuję, jedynie, że autor nie zdecydował się na bardziej szczegółowe przybliżenie sylwetek głównych bohaterów; dla mnie ich charakterystyka, jest zbyt ogólnikowa, chciałabym dowiedzieć się o nich czegoś więcej. Tę kwestię pan Perłowski zostawił najwyraźniej wyobraźni czytelników. Powieść idealna na leniwe popołudnie, choć uprzedzam, że zwolennicy szybkiej akcji mogą czuć się nieco znużeni.

 



Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki portalowi Sztukater oraz Warszawskiej Firmie Wydawniczej za co bardzo dziękuję.




J. Perłowski – Przygoda z Relaksem
Stron 152
Wyd. Warszawska Firma Wydawnicza 2011