poniedziałek, 25 listopada 2013

Jason Mott "Przywróceni"


„A gdy martwi powrócą na ziemię, nastąpi kres dni.”*

Harold i Lucille Hargrave’owie to małżeństwo, które niemal pół wieku temu przeżyło ogromną tragedię. Ich jedyny, ośmioletni wówczas syn, Jacob utonął w pobliskiej rzece.  Od tamtej pory ich życie stało się jałowe i nieznośne. Obecnie, jako para sędziwych już ludzi, nie oczekują od losu żadnych niespodzianek, jednak, jak wiadomo bywa on bardzo przewrotny i nieprzewidywalny. I tak pewnego dnia przed drzwiami ich domu staje...Jacob, ośmioletni chłopczyk, którego stracili wiele lat temu.

Nie tylko syn Hargrave’ów powraca do świata żywych. Media donoszą, że tego typu przypadki odnotowywane są na całym świecie. Zmarli masowo powstają z grobów i próbują odszukać swoich bliskich. Wśród społeczeństwa szerzy się panika, którą sukcesywnie podsycają środki masowego przekazu. Wkrótce powstają dwa obozy: tych, którzy popierają przywróconych oraz tych, którzy pragną ich unicestwić. Powstaje nawet specjalna komórka rządowa zajmująca się tym zjawiskiem. W miastach wydzielane są specjalne tereny, gdzie przetrzymywani są ci, którzy powrócili do życia. Nikt nie umie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego zmarli wracają Czy pojawienie się „przywróconych” jest cudem czy zapowiedzią końca?

            Sięgając po debiutancką powieść Jason’a Mott’a miałam pewne obawy, że będzie ona mi się zbyt mocno kojarzyła z książką „Powroty zmarłych” autorstwa John’a Ajvide Lindqvist’a, gdzie fabuła także oscyluje wokół zmartwychwstań. Muszę przyznać, że dostrzec można pewne podobieństwa nie tylko ze względu na fabułę, ale także odnośnie wydźwięku obu powieści. U Lindqvist’a odnajdziemy jednak inny klimat: ciężki, nieco mroczny i odstręczający. Mott wciąga czytelnika w nieco inny, zatrważający klimat, który u niejednego wywoła dreszcze.

            Mimo tych skojarzeń i porównań debiut Motta odbieram pozytywnie. Już samo umiejscowienie akcji w miasteczku o nazwie Arcadia może zostać odbierane symbolicznie, gdyż  „arkadia” to przecież raj na ziemi, kraina wiecznego szczęścia. A czy powrót utraconej osoby, która była dla nas wszystkim nie jest szczęściem?  To jedno z licznych pytań, na które będą musieli odpowiedzieć bohaterowie i...czytelnicy, gdyż powieść skłania do wielu pytań dotyczących ludzkiej egzystencji.

            Mott realistycznie i precyzyjnie przedstawił świat ogarnięty chaosem, którego przyczyną są zmartwychwstania. Autor skupia się na oddaniu emocji bohaterów, na ukazaniu mechanizmów psychologicznych, które tłumaczyłyby ich zachowania, choć jak wiadomo, kiedy w grę wchodzą uczucia zdrowy rozsądek i logiczne myślenie idą w zapomnienie. Ludzie czują się rozdarci, z jednej strony boją się „przywróconych”, z drugiej natomiast chcą znowu mieć blisko siebie osoby, które kiedyś odeszły. Pisarz przekonująco nakreślił także proces przemian, jakie zachodzą w człowieku, który znajduje się ekstremalnej sytuacji, z którą nie umie sobie poradzić. Przyznam, że przeobrażenia bohaterów niejednokrotnie mnie zaskoczyły i utrwaliły w przekonaniu, że nigdy do końca nie poznamy siebie i nie przewidzimy swojego zachowania.

            Przywróceni” to powieść pełna emocji, które zostają w czytelniku na długo po skończeniu lektury. To powieść zaskakująca, budząca niepokój i skłaniająca do wielu refleksji. To powieść o trudnych wyborach, przed którymi nikt nie ucieknie. I wreszcie to powieść o tym„ jak wiele człowiek może znaczyć dla drugiego człowieka **. Polecam.

          Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki uprzejmości Wydawnictwa Mira\ Harlequin




** s. 267

*s. 11






J. Mott - Przywróceni
stron :  400
Wyd. Mira\ Harlequin 2013


środa, 13 listopada 2013

Stefan Themerson "Przygody Pędrka Wyrzutka"


Po książkę „Przygody Pędrka Wyrzutka” autorstwa Stefana Themersona sięgnęłam w nadziei na zabawną i zaskakującą opowieść; w końcu, jak głosi opis jest to publikacja poświęcona dzieciom.  Moja oczekiwania, jak się okazało rozminęły się z tym, co wyniosłam ze wspomnianej powieści.

 Pędrek Wyrzutek, w zależności od tego kogo pytał o zdanie był po części człowiekiem, psem, słowikiem i rybą.  Ludzie, bowiem widzieli w nim psa; dla psów był słowikiem, a dla słowików rybą. Zatem sam główny bohater, który nie został jasno zidentyfikowany przez autora budzi niemałą ciekawość i staje się dla czytelnika pewną łamigłówką. Niejasno określona tożsamość powoduje u Pędrka zagubienie; bohater koniecznie chce się dowiedzieć kim jest, w związku z tym udaje się w podróż, aby odnaleźć kogoś, kto odpowie na nurtujące go pytanie.

Wyrzutek w czasie swojej wędrówki spotyka wielu intrygujących bohaterów. Wśród nich jest m.in. profesor wielbłąd o imieniu Ach Aha Oho,  karabinier, małpa Monna Antymagatta, król Pingwin, kapitan Metaferejn, Subiekt sprzedający kapelusze, wilk czy Mały Zafrasowany Człowieczek. Niestety żadna z tych osobliwości nie była w stanie określić kim jest Pędrek Wyrzutek.

Stefan Themerson z wykształcenia był filozofem, jednak jego pasją stała się sztuka w najróżniejszych odsłonach. Zajmował się nie tylko prozą i poezją, tworzył także filmy awangardowe, ale także fotografią artystyczną oraz rysunkiem. Wspominam o tym, dlatego, gdyż zainteresowania autora stanowią furtkę do interpretacji „Przygód Pędrka Wyrzutka”.

Utwór składa się z dziewięciu części, każda z nich to odrębna historia oraz nowa postać, którą Pędrek ma okazję poznać. Mnie momentami ten brak ciągłości przeszkadzał, gdyż „wybijał” mnie z rytmu czytania. Niedokończone czy też nie do końca zrozumiałe dla mnie wątki również psuły mi odbiór lektury. Te zabiegi, które w moim odczuciu są pewnymi mankamentami nie sprawiają jednak, że publikację odbieram negatywnie. Opowieść stworzona przez Stefana Themersona jest nietuzinkowa, pełna komizmu, nonsensownego humoru i przerysowania. Wszystko tutaj przedstawione jest w krzywym zwierciadle; bohaterowie stają się karykaturami siebie samych budząc w czytelniku nie tyle śmiech, co litość. Skłaniają także odbiorcę do głębszego spojrzenia na swoje zachowania. Bardziej wnikliwi czytelnicy odnajdą tutaj także pewne zawoalowane treści odnoszące się do ówczesnej sytuacji politycznej. Wspomniałam, że autor z wykształcenia był filozofem, co znalazło swoje odbicie w książce, gdzie nie zabraknie pytań o sens ludzkiej egzystencji, o prawidłowość wszelkich norm i zasad narzucanych każdemu społeczeństwu czy w końcu o to kim jesteśmy.

„ Jeśli stolarz to taki pan, co robi stoły, to pan, co robi lustra nazywa się pewnie lustrzarz, choć z drugiej znów strony – pisarz to wcale nie taki pan, co robi pisy”*

Stefan Themerson oprócz zabawy w domysły, proponuje czytelnikowi także zabawy językowe. Autor wykracza poza ustalone reguły językowe, kwestionując je tak, jak wszelkiego rodzaju narzucane człowiekowi normy.
           
            Powieść napisana jest w sposób bardzo oszczędny, autor nie rozwija dialogów, nie dba o wyszukane słownictwo, co w moim odczuciu wzmacnia przekaz. Oszczędne są także ilustracje stworzone przez żonę autora, Franciszkę. Obrazki idealnie współgrają z tekstem wprowadzając w umyśle czytelnika jeszcze większy chaos. 

”Przygody Pędrka Wyrzutka” to bez wątpienia jedna z najbardziej nietuzinkowych książek, jaką miałam okazję poznać. Stefan Themerson stworzył powieść uniwersalną, która do dziś nie traci na wartości. To książka trudna, wymagająca od czytelnika sporego zaangażowania i pewnej zdolności „zacierania granic” między fikcją, a rzeczywistością. Niewątpliwie w odbiorze książki pomocne staje się prześledzenie biografii autora, wejrzenie w jego pasje oraz zapoznanie się z dorobkiem, nie tylko literackim. 

 

 Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu Iskry za co bardzo dziękuję.









*str. 94-95




S. Themerson – Przygody Pędrka Wyrzutka
Stron 102
Wyd Iskry
Warszawa 2002

sobota, 9 listopada 2013

Rafał Klimczak "Nudzimisie idą do szkoły"


            „Nudzimisie idą do szkoły” to najnowsza książeczka autorstwa Rafała Klimczaka o przygodach Nudzimisiów. Moje pierwsze spotkanie z tymi wyjątkowymi bohaterami było bardzo udane, więc z ochotą ponownie przeniosłam się do Nudzimisiowa.

„(...) nudzimisie otworzyły własną szkołę. Pierwszą i jedyną szkołę dla nudzimisiów. Było to wydarzenie jakich mało w ich długiej historii.”*
Te zabawne stworki, które najbardziej na świecie uwielbiają zabawy z dziećmi po raz kolejny będą musiały zmierzyć się z nie lada wyzwaniem. Tym wyzwaniem jest nowy rok szkolny. I wcale nie chodzi o to, że Nudzimisie nie lubią lekcji. Przeciwne, one uwielbiają się uczyć! Cały problem polega na tym, iż ich podopieczni także zaczynają zajęcia, w związku z tym Nudzimisie muszą poświęcać im jeszcze więcej czasu, co jest trudne przy tylu obowiązkach.


            Szkoła nudzimisów, jak się domyślacie nie ma wiele wspólnego z tradycyjną. Każdy brał udział w takich lekcjach, na jakie miał ochotę i tak długo, jak uważał za stosowne. Czego uczą się mieszkańcy Nudzimisiowa? Otóż pływania, gimnastyki, zasad dobrego wychowania, aby mogły nauczyć ich dzieci, metod odnudzania oraz zwyczajów ludzi, aby jak najlepiej troszczyć się o dzieci. Zajęcia organizowane są przez profesora Pępuszko na pobliskich polanach.

            Przygodę z edukacją rozpoczyna także Szymek, podopieczny Hubka. Przestraszony obcym dla niego miejscem oraz nowymi znajomymi będzie potrzebował większego, niż dotychczas wsparcia przyjaciela. Czy Szymon i Hubek poradzą sobie ze szkolnymi trudnościami? Przekonajcie się sami.  

             „Nudzimisie idą do szkoły” to już piąta odsłona przygód sympatycznych stworków. Ja natomiast spotykam się z nimi dopiero po raz drugi; mam nadzieję, że nie ostatni. Znów dałam porwać się autorowi do wspaniałej krainy głównych bohaterów, gdzie zabawa łączy się z edukacją. Najmłodsi czytelnicy i tym razem będą mieli okazję przyswoić sobie kilka cennych informacji, które mogą okazać się pomocne nie tylko dla pierwszoklasistów. Dzieci przekonają się, że każdy człowiek jest wyjątkowy i każdy ma jakiś talent lub umiejętność, które ułatwiają mu naukę lub pracę. Dowiedzą się także, dlaczego warto się uczyć oraz jak stać się obowiązkowym i cierpliwym. Oczywiście wszystko to zostało przedstawione w sposób przyswajalny dla młodego odbiorcy oraz z pewną dawką humoru. O oprawę graficzną powieści zadbała, jak w przypadku poprzednich części Agnieszka Kłos – Milewska. Ilustracje są zachwycające, pełne soczystych kolorów, które doskonale współgrają z całą historią.

            Książeczki z przygodami nudzimisiów autorstwa Rafała Klimczaka to jedne z tych pozycji literatury dziecięcej, które zapewnią najmłodszym nie tylko świetną rozrywkę, ale wniosą w ich codzienność coś wartościowego. Warto także wspomnieć o wydaniu, które jest bardzo dopracowane. Wydawnictwo Skrzat zadbało o każdy, nawet najmniejszy detal. Twarda oprawa gwarantuje większą trwałość książeczki; ornamenty, wyszczególnione kolorową czcionką rozdziały oraz liczne ilustracje zachęcają dziecko do lektury. Dodam jeszcze, że dzieciaki na końcu książeczki odnajdą słowniczek „Niezwykłych Niezwykłości” z krainy nudzimisiów, który zapozna je z roślinnością występującą w Nudzimisiowe oraz z jego mieszkańcami. Słownik jest dobrym rozwiązaniem dla tych, którzy nie mieli okazji sięgnąć po poprzednie części o nudzimisiach.

            „Nudzimisie idą do szkoły” Rafała Klimczaka to wartościowa opowieść, która przypadnie do gustu zarówno rodzicom, jak i ich pociechom. Autor w sposób lekki rozprawia o ważnych, często trudnych sprawach, o których warto rozmawiać z dzieckiem od najmłodszych lat. Polecam.



 Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu Skrzat za co bardzo dziękuję.






















*str.7


R. Klimczak – Nudzimisie

Stron 120
Wyd. Skrzat 2013





wtorek, 5 listopada 2013

Rafał Klimczak "Nudzimisie"


Daleko stąd, ale nie wiadomo gdzie, zresztą może jest to nawet najzupełniej blisko, ale nikt tam nie był, więc nie wiem na pewno jest bajkowo piękna i tajemnicza kraina”. *

           

            Ta piękna kraina to Nudzimisiowo, którą zamieszkują sympatyczne stworzenia – Nudzimisie. Życie tam to istna sielanka, bowiem wszystko, czego potrzebują mieszkańcy jest na wyciągnięcie ręki. Kiedy Nudzimisie są głodne udają się nad jezioro, gdzie rosną talerzowce, na których rosną obiady. Kiedy mają ochotę na coś słodkiego wędrują po górach lodowych, bądź biegną do ogrodu pełnego drzew cukierkowych. Pragnienie także nie stanowi problemu, gdyż w strumykach zamiast wody płyną napoje. Mimo to Nudzimisom czegoś brakowało, a mianowicie dzieci. Dawno temu te małe stworki większość swojego czasu spędzały na zabawie z dziećmi, które bardzo się nudziły. Niestety ostatnimi czasy żadne dziecko nie potrzebowało towarzystwa Nudzimisiów.
       


„ Dopiero niedawno pojawiła się chmurka. Całkiem mała chmurka, ale i tak wywoływała olbrzymią sensację. Chmurki bowiem pojawiają się tu tylko wtedy, kiedy jakieś nudzące się dziecko wzywa nudzimisie”. **


            Znudzonym brzdącem okazuje się być pięcioletni Szymek, do którego wysłany zostaje nudzimiś o imieniu Hubek. Stworek szybko zdobywa sympatię chłopca i uczy go wielu interesujących zabaw, wkrótce poznaje także jego rodzinę oraz towarzyszy mu w przedszkolu. Hubek staje się nie tylko idealnym kompanem do zabawy, ale poniekąd nauczycielem. To on podpowiada mu, jak radzić sobie z niesfornymi kolegami w przedszkolu, jak poprawić relacje z rodzeństwem i jak „przepędzić” lenia, który czasami rządzi każdym z nas.

            Hubek to nie jedyny nudzimiś, którego będą mieli okazję poznać najmłodsi czytelnicy. Udając się do Nudzimisowa spotkają także Gusię, Mutka czy Czarusia, jednak muszę przyznać, że moim faworytem pozostaje Hubek. Ten troszkę nieśmiały stworek urzeka swoim wielkim sercem i delikatnym seplenieniem. Kraina Nudzimisów wśród swoich mieszkańców ma prócz wspomnianych stworków także innych mieszkańców, takich, jak Łaskot. Ale nie zdradzę, kim on jest. Sami się przekonajcie.

            Rafał Klimczak stworzył postaci, które najmłodsi czytelnicy pokochają. Nudzimisie zainteresują dzieci nie tylko ze względu na swój wygląd (przypominający przytulankę), ale zaciekawią je także swoimi pomysłami oraz rozwiązaniami trudności, z którymi musi zmierzyć się niejeden początkujący przedszkolak. Autor język opowieści dostosował do wieku odbiorcy, dzięki czemu dzieci bez problemu zrozumieją tekst, a dzięki wyrazistej czcionce będą mogły spróbować swoich sił w samodzielnym czytaniu. Warto wspomnieć „także o ilustracjach autorstwa Agnieszki Kłos – Milewskiej. Grafiki pełne żywych kolorów trafnie oddają klimat barwnego Nudzimisiowa i niewątpliwie dodają uroku książeczce. Mnie ilustracje przywodzą na myśl dziecięce obrazki malowane kredkami świecowymi.

            „Nudzimisie” autorstwa Rafała Klimczaka to książeczka, która powinna się znaleźć w każdej dziecięcej biblioteczce. Autor oddaje w ręce czytelnika ciepłą, zabawną historię, która staje się dla dziecka zabawą i nauką. Uwrażliwia młodego odbiorcę na istotne kwestie w sposób przyswajalny, unikając moralizowania. Czas spędzony z Nudzimisiami będzie czasem dobrze wykorzystanym zarówno dla malucha, jak i rodzica. Dodam jeszcze, że na jednej książeczce przygody Nudzimisiów się nie kończą. Ci, którzy pokochają tych małych bohaterów będą mogli prześledzić dalsze ich losy sięgając chociażby po „Nudzimisie i przyjaciele”, „Nudzimisie i przedszkolaki” czy „Nudzimisie idą do szkoły”. Sama, choć dzieckiem już nie jestem bardzo dobrze bawiłam się w Nudzimisiowie. Polecam.


 Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu Skrzat za co bardzo dziękuję.
 







* str. 8
** str. 27



R. Klimczak – Nudzimisie

Stron 128
Wyd. Skrzat 2011


czwartek, 31 października 2013

David McKee "Elmer i Róża"


          
         Elmer, niezwykły słoń w kolorową kratkę umila dzieciństwo najmłodszym czytelnikom już od ponad dwudziestu lat. Pierwsza publikacja z przygodami tego sympatycznego słonia ukazała się w 1989 roku. Już wtedy podbił serca maluchów oraz ich rodziców, a o jego twórcy Davidzie McKee zrobiło się głośno. Mimo upływu lat Elmer nadal cieszy się ogromnym zainteresowaniem wśród dzieci, a książeczki z jego perypetiami przetłumaczone zostały na trzydzieści języków. 

            Główny bohater, jak już wspomniałam jest słoniem w kolorową kratkę, jednak nie tylko Elmer jest pod tym względem wyjątkowy, bowiem cała jego rodzinka jest bardzo charakterystyczna. Dziadek, Eldo pochwalić się może pomarańczowym ubarwieniem skóry, natomiast kuzyn, Wilbur to słoń w czarno-białą kratkę. Sami przyznacie, że już sam wygląd postaci intryguje; nie mniej interesujące są również ich perypetie. 

            W najnowszej książeczce „Elmer i Róźa” kolorowy słonik spotka pewną bardzo nieśmiałą damę, która notorycznie „oblewa się rumieńcem od stóp do głów, albo czasami od samej głowy, aż po stopy, ale nigdy od końca ogona po koniuszek trąby. Jak nietrudno się domyślić ową damą jest słonica, Róża, która oddaliła się od stada i nie może odnaleźć drogi powrotnej. Zadaniem Elmera i Wilbura staje się zatem odszukanie stada Róży. Czy im się uda? Przekonajcie się sami.

            „Elmer i Róża” to opowieść skierowana do kilkuletnich czytelników. Przyznam, że pomimo pewnej naiwności jest ona, ze względu na przesłanie lekturą wartą uwagi. Dzieci przedzierając się wraz z Elmerem przez dżunglę poznają nie tylko jej piękno, ale nauczą się co nieco o tolerancji, przyjaźni i wzajemnej pomocy. Jednak najważniejszym, w moim przekonaniu przesłaniem jest to, że każda istota jest niepowtarzalna i wyjątkowa, mimo, iż u niektórych może budzić zdziwienie należy to uszanować.

            Zdaje sobie sprawę z tego, iż literatura skierowana do najmłodszych powinna być bezproblemowa w odbiorze oraz nieść jasne przesłanie, w związku z tym warstwa tekstowa nie będzie zbyt bogata. Przyznam, jednak, że tutaj jej wykonanie mnie trochę zawodzi. David McKee posługuje się tutaj językiem łatwo przyswajalnym dla młodych czytelników, jednak zabrakło mi tutaj większej staranności w formułowaniu zdań. Natknęłam się na powtórzenia niektórych wyrazów; bardziej rozbudowane zdania także byłyby dodatkowym walorem opowieści. Takim kołem ratunkowym dla odrobinę niedopracowanego tekstu staje się warstwa graficzna. David McKee stworzył do swojej opowieści ilustracje pełne zabawnych bohaterów, którzy nie tylko rozweselą małego czytelnika, ale pobudzą wyobraźnię. Autor zdecydował się na nasycone, ale nie krzykliwe kolory, dzięki czemu nie sposób oderwać wzroku od rysunków. Ilustracje, podobnie jak tekst nie są specjalnie wymyślne. McKee nie dąży do tego, by sylwetki słoni czy pozostałych zwierząt tutaj występujących były jak najwierniejszym odzwierciedleniem rzeczywistych stworzeń. Przeciwnie, owe ilustracje przypominają nieco obrazki namalowane przez dzieci, dzięki temu idealnie współgrają z prostym tekstem. A kto wie, może dla któregoś dziecka staną się inspiracją do stworzenia własnych rysunków.

            „Elmer i Róża” autorstwa brytyjskiego pisarza, Davida McKee to książeczka posiadająca pewne niedociągnięcia, które mogą przeszkadzać nie tyle dzieciom, co ich rodzicom, jednak ze względu na wartości w niej poruszane uważam, że warto po nią sięgnąć. Najmłodsi czytelnicy z pewnością pokochają uroczego słonika w kratkę i z ochotą zechcą towarzyszyć mu w nowych przygodach. 
 
 
 Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu Papilon za co bardzo dziękuję.
 
 
 
 


D. McKee – Elmer i Róża

Stron 32 
Wyd. Papilon 2011

piątek, 25 października 2013

Joanna Papuzińska "Opowieść"


            Kiedy ujrzały światło dzienne, w 1984 wywołały wydawniczy skandal oraz zapoczątkowały falę protestów dorosłych czytelników. Oburzeni rodzice zarzucali tym publikacjom dla dzieci negatywny wpływ na najmłodszych czytelników, a także doszukiwali się ukrytych aluzji politycznych, a nawet seksualnych. O jakich publikacjach mowa? Otóż o  wierszowanych utworach autorstwa Joanny Papuzińskiej zawartych w książeczce „Opowieść”.

            W książeczce poza tytułową Opowieścią odnajdziemy jeszcze utwory Ja oraz Czarna jama. Każdy z nich wprowadza czytelnika w świat widziany oczami dziecka. Bohater wspomnianych wierszy jest na etapie poznawania otaczającej go rzeczywistości. Spogląda na świat z niemałym zaciekawieniem, natrafiając od czasu do czasu na jego zaskakujące elementy. Na swój własny sposób próbuje oswajać rzeczy dla niego niezrozumiałe; usiłuje wytłumaczyć sobie swoje emocje i myśli, ukoić  lęki i przełamać strach przed tym co nieznane. Zatem dziecko z poezji Papuzińskiej staje się postacią uniwersalną, bliską niemal każdemu małemu czytelnikowi i jego rodzicom. Większość maluchów oswaja świat i nowe rzeczy, próbuje się wpasować w rzeczywistość. Rozszyfrowuje siebie i przygląda się otoczeniu z wielkimi ze zdumienia oczyma.

Jednak książeczka „Opowieść” to nie tylko enigmatyczne teksty, lecz także zjawiskowe ilustracje, których autorem jest litewski grafik Stasys Eidrigevičius. Artysta zinterpretował słowa Joanny Papuzińskiej za pomocą szkiców i barw tworząc subtelne, ale wywierające ogromne wrażenie na czytelniku ilustracje. Z jednej strony pastelowe, delikatne kolory, z drugiej zaś bardzo wyrazista mimika bohaterów tworzy specyficzny klimat oscylujący między światem rzeczywistym, a światem fantazji. Z ilustracji spoglądają na czytelnika postaci zamyślone, nieco zatrwożone, które budzą ciekawość odbiorcy wprowadzając jednocześnie uczucie niepokoju. Świat namalowany przez Stasys’a Eidrigevičius’a kryje w sobie pewną tajemnice, które chowając się za dnia czekając na zapadniecie zmroku, by zakraść się do czytelnika, by poznał swoje największe lęki. 

„Opowieść” to nie kolejna bajka dla dzieci przyjaźni czy miłości, okraszona wesołymi ilustracjami. To książka wymagająca, ukazująca tę nieco smutniejsze odcienie naszej egzystencji. Dzieci już od najmłodszych lat stykają się z lękami, niepokojami czy emocjami, których musi się nauczyć.

            Publikacja Joanny Papuzińskiej oraz Stasys’a Eidrigevičius’a staje się niezapomnianą podróżą nie tylko dla najmłodszych czytelników, ale także dla dorosłych. W moim odczuciu ilustracje nieco zdominowały tekst, jednak to właśnie dzięki nim poezja autorki ma głębszy wydźwięk. I choć niektórzy rodzice mogą mieć pewne obawy czy warto zaznajomić dziecko z tą książeczką warto spróbować. Myślę, że ci rodzice, którzy znają wrażliwość swojego dziecka wyczują odpowiedni moment na wspólne oswajanie dziecięcych lęków przy pomocy „Opowieści”.

 

Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu Mila za co bardzo dziękuję.

 

 
 

J. Papuzińska – Opowieść

Stron 48

Wyd. Mila


 



           



           

czwartek, 17 października 2013

Daniel Lifschitz "Śmiech po żydowsku od a do z”


„Śmiech po żydowsku od a do z” to kolejna książka autorstwa Daniela Lifschitz’a należąca do serii „Krople rosy” z którą miałam okazję się zapoznać. Tak, jak w poprzedniej publikacji zatytułowanej „O rabinach, oszustach i żebrakach” tak i tutaj zetkniemy się ze specyficznym poczuciem humoru Żydów. „Śmiech po żydowsku od a do z” to zbiór około trzystu szmoncesów wyselekcjonowanych przez autora z licznych źródeł.

            Jak dowiadujemy się ze wstępu impulsem  dla autora do stworzenia tej antologii był poważny wypadek samochodowy jego syna, Dawida. Dla chłopaka przykutego do szpitalnego łóżka zabawne anegdoty i dowcipy opowiadane przez ojca stanowiły jedyną rozrywkę oraz stawały się pewnego rodzaju „oknem na świat”. Po śmierci dziecka Daniel Lifschitz zdecydował się na publikację tychże żartów.

            Treść przytoczonych tutaj dowcipów nakreśla czytelnikowi środowisko Żydów, ich zwyczaje, tradycje. Z tekstów możemy także dowiedzieć się nieco o dręczących ich problemach i rozterkach. Ramy czasowe nie są tutaj jasno sprecyzowane, zresztą, jak i w poprzedniej publikacji, jednak z poszczególnych anegdot możemy wysnuć o jakim okresie czasowym jest mowa. Dowcipy są tutaj posegregowane alfabetycznie, co bardzo ułatwia wyszukanie interesującego nas szmoncesu. Podjęłam próbę przeczytania całości od razu, jednak po pewnym czasie, idąc za radą autora, który twierdzi, że „nie można zanudzać się dowcipami! U jednych stan taki powoduje smutek, inni mogą dostać mdłości. Warto więc czytać najwyżej trzy lub cztery dowcipy dziennie” postanowiłam dawkować sobie zawartość tej antologii. Jak to zwykle w antologiach bywa znalazły się tutaj teksty lepsze i gorsze; jedne zostają w pamięci, o innych pewno wielu z czytelników szybko zapomni. 

            Śmiech po żydowsku od a do z” to źródło rozrywki dla starszych i nieco młodszych czytelników. Humor jest tutaj wyważony, nie razi wulgarnością, staje się także pewną formą zdobycia wiedzy z zakresu kultury żydowskiej. Trudniejsze pojęcia wyjaśnione są w przypisach, dzięki czemu nie umyka nam sens poszczególnych opowiastek. Jako, że mam za sobą lekturę poprzedniej publikacji Daniela Lifschitz’a zauważyłam, że niektóre teksty zawarte w obu tych publikacjach są do siebie podobne, co oczywiście nie przeszkadza w odbiorze. Jakiego czytelnika zainteresuje antologia? Cytując autora:

„Jeżeli lubisz prawić morały, szukaj pod hasłem etyka, jeżeli jesteś arogancki szukaj pod hasłem hucpa, jeżeli lubisz żebraków – szukaj pod sznorer, jeżeli chcesz się ożenić – patrz pod hasłem szadchen; jeżeli masz dość żony – patrz pod mąż i żona, podobnie patrz tam, jeżeli nie znosisz męża; jeżeli interesuje cię historia, mam dla ciebie hasła: komunizm, nazizm i inne. Jeżeli jesteś antysemitą przeczytaj całą książkę, a pokochasz Żydów za to kim są, a być może również nauczysz się śmiać sam z siebie.”*

            Antologia nie wszystkim czytelnikom, przypadnie do gustu, bowiem poczucie humoru każdy z nas ma inne. Jak już wspomniałam odbieram tę publikację w dość zróżnicowany sposób, czasami mnie bawiła, momentami zaskakiwała, a innym razem nieco nużyła. Zdecydowanie lepiej jest rozłożyć sobie lekturę na kilka części, jak już wspomniałam, gdyż próba przeczytania całości okazała się nie lada wyzwaniem. Po pewnym czasie po prostu dowcipy zaczynają stawać się męczące. Niemniej dla kogoś kto interesuje się kulturą żydowską zapoznanie się z nią z perspektywy żartów może okazać się ciekawym rozwiązaniem.




Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu Promic za co bardzo dziękuję.


 *s. 11


Daniel Lifschitz - Śmiech po żydowsku od a do z

stron 178
wyd. Promic


poniedziałek, 14 października 2013

Elizabeth Massie, Michael Hirst "Dynastia Tudorów. Królowa traci głowę”


          Wielu władców zapisało się w historii głównie za sprawą swoich kontrowersyjnych poczynań i radykalnych środków stosowanych wobec podwładnych. Bez wątpienia, jednym z nich był król Anglii, Henryk VIII, który wywodził się z dynastii Tudorów. Zresztą niemal wszyscy jej członkowie do dziś budzą niemałe zainteresowanie, a ich losy stają się inspiracją dla wielu twórców. Wspomnę chociażby o serialu „The Tudors”, który zdobył rzesze fanów w wielu krajach oraz zdobył mnóstwo nagród. Na kanwie scenariusza wspomnianego hitu telewizyjnego powstała książka „Dynastia Tudorów. Królowa traci głowę” autorstwa Elizabeth Massie.

            XVI wiek. Rozpoczyna się bardzo trudny czas dla mieszkańców Anglii. Król Henryk XVIII pragnie wielkich zmian nie tylko dla swojego kraju, ale także dla siebie. Każdy z podwładnych zostaje zmuszony do złożenia przysięgi lojalności wobec Henryka. Na płaszczyźnie prywatnej jego priorytetem staje się jak najszybsze unieważnienie małżeństwa z Katarzyną Aragońską, by poślubić Annę Boleyn. Dążenia te stają się jedną z przyczyn konfliktu między władcą, a zwierzchnikiem Kościoła Katolickiego. Kolejnym punktem zapalnym w tych relacjach jest chęć wyzwolenia się Henryka VIII spod wpływów Kościoła. Wkrótce władcy Anglii udaje się dopiąć swego i poślubia swoją oblubienicę Annę, a także odcina się od Kościoła. Teraz z utęsknieniem czeka na swojego następcę. Królowa jednak wciąż nie potrafi spełnić marzenia małżonka narażając się tym samym na jego gniew, być może nawet na utratę życia.

             Książka Elizabeth Massie jest specyficzna właśnie ze względu na to, iż została oparta na scenariuszu „The Tudors”. Wydarzenia w niej przedstawione są ukazane niczym serialowe sceny. Poszczególne wątki nie przechodzą płynnie tylko, w moim odczuciu „przeskakują” nie tworząc całości. Trochę czasu zajęło mi przywyknięcie do takiej formy przedstawienia fabuły. Niemniej niektórych może to irytować. Powieść ta jest specyficzna, także ze względu na oszczędność w kreowaniu postaci. Dostajemy tylko niewielki zarys osobowości poszczególnych bohaterów. Ich rozterki, uczucia i pragnienia często pozostają w sferze domysłów czytelnika.  Trochę żałuję, gdyż uwielbiam dobrze nakreślone portrety psychologiczne postaci. Należy jednak pamiętać, że powieść jest odwzorowaniem scenariusza, który skupia się w stopniu marginalnym na wspomnianym aspekcie. Właściwie to jedyne dla mnie mankamenty historii o Tudorach. Pozostając przy temacie postaci, nie trudno zauważyć, że na pierwszy plan wybija się oczywiście Henryk VIII oraz Lady Boleyn. Dla mnie jednak taką trzecią kluczową postacią została Katarzyna Aragońska, której siła i wytrzymałość w obliczu wielu nieszczęść zadziwia i budzi szacunek. Spodziewałam się intrygującej powieści z elementami historycznymi, które nieco przybliżą mi tę dynastię i to otrzymałam. Liczne intrygi, tajemnice i zbrodnie przykuły moją uwagę. Warto zwrócić także uwagę na bardzo dobre odwzorowanie ówczesnych realiów dworskiego życia. Kolorowe stroje, wielkie bale i bankiety, polowania pozwalają poczuć atmosferę XVI-wiecznej Anglii.
     
            Powieść Elizabeth Massie  Dynastia Tudorów. Królowa traci głowę” polecam przede wszystkim miłośnikom serialu, dla których książka będzie dobrym uzupełnieniem. Zwolennicy wszelkich intryg i zagadek także znajdą coś dla siebie. Natomiast ci, którzy zaczytują się w powieściach historycznych mogą czuć się nieco zawiedzeni, gdyż wspomniana pozycja nie do końca nią jest.

 
          Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki uprzejmości Wydawnictwa Mira\ Harlequin







Tekst umieszczony także w serwisie nakanapie.pl

 merlin.pl

sztukater.pl
 

E. Massie, M. Hirst -  "Dynastia Tudorów. Królowa traci głowę” 
stron 336
Wyd. Mira/ Harlequin 2013

Anna Karwińska "Opowieść o niezwykłym psie"


            Większość rodziców prędzej czy później usłyszy od swojego dziecka pytanie czy może przygarnąć zwierzątko: psa, kota czy chomika. Oczywiście dzieciom zazwyczaj nie przychodzi na myśl, że posiadanie zwierzaka to nie tylko przyjemność, ale także obowiązki. Rodzicom bardzo trudno jest przekonać swoją pociechę, że nie jest jeszcze gotowe na taką odpowiedzialność, a wytłumaczenie mu, z czym ona się wiąże wcale nie jest takim łatwym zadaniem. Wtedy pomocna może okazać się książeczka autorstwa Anny Karwińskiej „Opowieść o niezwykłym psie”, która w sposób przystępny pozwala uświadomić dziecku czym jest odpowiedzialność.  Anna Karwińska z wykształcenia jest socjologiem, wykłada na Uniwersytecie Krakowskim, jednak socjologia to nie jej jedyna pasja, kolejną jest bowiem tworzenie bajek dla najmłodszych czytelników.

            Czwórka rodzeństwa: Majka, Martynka, Dominik i Bartek pragnie mieć słodkiego szczeniaka, którego mogliby kochać i bawić się z nim. Niestety rodzicie nie zgadzają się na nowego domownika tłumacząc, że dzieci nie są wystarczająco odpowiedzialne. Dzieciaki wielokrotnie udowodniły, że nie potrafią stać się obowiązkowe; zapominały o podlewaniu roślin oraz regularnym wyprowadzaniu psa cioci Krystyny. Przygnębione i rozżalone spędzają czas w ogrodzie, gdzie nieoczekiwanie dostrzegają...psa! Nie jest on jednak zwyczajnym psem, lecz Psem ze Wspomnień. Jak się okazuje potrafi mówić ludzkim głosem, jest niemal przezroczysty i na imię ma Romek.                       

„Przybyłem... z jakby tu powiedzieć? To miejsce nazywa się Krainą Wspomnień. I ma wiele drzwi do waszego świata. Przez jedne z nich przeszedłem..." *

Pies z Krainy Wspomnień zjawił się w ogródku rodzeństwa, aby wyjaśnić im z czym wiąże się odpowiedzialność. Dzięki wzruszającej opowieści Romka o jego „ludzkiej” rodzinie oraz przygodach, jakie przeżył dzieci uświadamiają sobie, że posiadanie psa, bądź innego zwierzęcia to nie tylko radość ze wspólnie spędzonego czasu, ale także ciężka praca, by zapewnić mu opiekę. 

            Anna Karwińska stworzyła ciepłą historię o relacjach ludzi ze zwierzętami. Psy (i nie tylko) mają ogromy wpływ na rozwój emocjonalny dzieci. Posiadając psa zyskują wiernego i oddanego przyjaciela, uczą się szacunku do stworzeń, a przede wszystkim poznają czym jest obowiązkowość i opiekuńczość. Pies ze Wspomnień jest postacią, którą najmłodsi czytelnicy pokochają; mądry, troskliwy, wyrozumiały i uroczy staje się dla nich idealnym nauczycielem. Opowieść napisana jest nieskomplikowanym językiem, co ułatwia zrozumienie tekstu małym czytelnikom. Dużych rozmiarów czcionka jest idealnym rozwiązaniem dla dzieci, które próbują samodzielnie czytać. Kolejnym atutem książeczki są niewątpliwie ilustracje autorstwa Artura Janickiego. A tych tutaj nie brakuje, niemal na co drugiej stronie natkniemy się na rysunek przedstawiający dzieci, zabawnego zwierzaka czy wreszcie tytułowego „niezwykłego psa”. Dzięki tym ilustracjom dzieci nie tylko chętniej sięgną po wspomnianą opowieść, ale także zyskują możliwość rozwijania swojej wyobraźni.

            Opowieść o niezwykłym psie” to bajka idealna dla młodszych czytelników. Nie jest ona kolejną historią pozbawioną jakiegokolwiek morału. Posiada istotne przesłanie odnoszące się do przyjaźni, wzajemnych relacji i troski. Tematy te nie należą do najłatwiejszych, jednak autorka uchwyciła je w sposób prosty i zrozumiały, poza tym uważam, że dzieci od najmłodszych lat powinny uczyć się odpowiedzialności i szacunku dla zwierząt. Polecam nie tylko dzieciom, ale także rodzicom; ostrzegam jednak, że dzieci po zapoznaniu się z historią  niezwykłego Psa ze Wspomnień mogą zapragnąć mieć własnego szczeniaka




Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu Wam za co bardzo dziękuję.


 * str. 13


A. Karwińska – opowieść o niezwykłym psie
 
Stron 32

Wyd. Wam

sobota, 12 października 2013

Mariusz Niemycki "Na morzu"


„Na morzu” autorstwa Mariusza Niemyckiego to kolejna książeczka z serii „Skrzacik ciekawski”, z którą miałam okazję się zapoznać. Niemycki pisze dla młodzieży oraz tych najmłodszych czytelników i to właśnie do nich skierowane są książeczki wspomnianej serii. W jej skład wchodzi kilkanaście tytułów m.in. „Kolej”, „Pogotowie” „Policja”, „Straż pożarna”, „Na wsi”, „Na budowie”, „Autobusem czy tramwajem” czy właśnie „Na morzu”.

            Wszyscy miłośnicy książek wiedzą, że moją one w sobie ogromną siłę. Potrafią przenieść do świata fantazji i zaabsorbować tak, że zapomina się o całym świecie. Poza tym słowo pisane dostarcza wielu emocji i wrażeń. Opowieść „Na morzu” traktuje właśnie o sporym oddziaływaniu książek na młodego czytelnika i uświadamia, że czytanie to drzwi do wielu przygód, a książka to lepsza rozrywka niż gra komputerowa czy program telewizyjny. A trzeba przyznać, że dziś dzieci niestety wolą spędzać długie godziny z bohaterami gier i seriali, niż z postaciami z kart powieści.

            Wielu chłopców mając po kilka i kilkanaście lat marzy o przygodach, podróżach oraz o zostaniu super bohaterem z nadludzkimi zdolnościami czy też groźnym piratem. Takie marzenia kotłują się w głowie Pawła – głównego bohatera książeczki „Na morzu”. Chłopiec uwielbia spędzać czas z książką w ręku. Czytając o szalonych i niebezpiecznych wyprawach ma wrażenie, jakby sam w nich uczestniczył. Tym razem wraz z bohaterami książki przenosi się na piracki statek, gdzie staje się dowódcą całej załogi. Paweł przekona się, że bycie kapitanem nie jest łatwym zajęciem, gdyż dowodzenie ludźmi to ciężka praca, a morze kryje w sobie mnóstwo niebezpieczeństw. Czy chłopiec sprawdzi się w roli kapitana? Zachęcam do lektury.

Mariusz Niemycki po raz kolejny zabiera dzieci w szaloną wyprawę. Tym razem czytelnik zostanie „rzucony” na morze, by wraz z załogą pirackiego statku sprawdzić się w sytuacjach ekstremalnych. Opowieść tak, jak pozostałe historie serii „Skrzacika ciekawskiego” jest szybko wpadającą w ucho rymowanką. Ilustracje do tekstu stworzyła, jak w przypadku poprzednich części Agnieszka Semaniszyn- Konat. Licznie obrazki z pewnością zachęcą wielu najmłodszych czytelników do sięgnięcia po książeczkę. Dla kogo ta książeczka będzie idealna? Dla wszystkich tych, którzy chcą swoim dziecku zaszczepić miłość do książek już we wczesnym dzieciństwie. Nieskomplikowana, zabawna historia nie powinna sprawić dziecku większych problemów w jej zrozumieniu. Przeciwnie, może stać się pewnego rodzaju inspiracją do nowych zabaw oraz pomoże w rozwijaniu dziecięcej wyobraźni. Książeczki Mariusza Niemyckiego są idealne także dla tych dzieci, które stawiają pierwsze kroki w samodzielnym czytaniu.

Reasumując opowieść Mariusza Niemyckiego „Na morzu” przypadnie do gustu kilkuletnim czytelnikom. Książeczka pisana wierszem dostarczy dzieciom radości, wywoła uśmiech, a przy okazji zapozna z podstawowymi informacjami tym razem ze świata dzielnych marynarzy. Polecam i zachęcam do zapoznania się z pozostałymi książeczkami z serii „Skrzacik ciekawski”.

Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu Skrzat za co bardzo dziękuję.
 

Na morzu – Mariusz Niemycki

Stron 6
Wyd Skrzat
Kraków 2009

środa, 9 października 2013

Daniel Lifschitz "O rabinach, oszustach i żebrakach”.


„ Rosa... Niegdyś w Chinach uważano, iż jej krople pochodzące wprost z Księżyca śmiertelnikom użyczają nieśmiertelności. Pojawiała się nocą, bezszelestnie spadając na Ziemię, a w porannym słońcu mieniła się niczym perły albo diamenty rozsypane hojną ręką. Nic dziwnego, że traktowano ją jako wyraz błogosławieństwa Boga, brano za symbol zbawienia, ale też odnowy życia. Chrześcijanie, uznając rosę za dar nieba, uczynili znakiem chrztu, czystości i mądrości.

Dlatego oddając się lekturze, warto zawsze pamiętać – co zauważył dawno temu Alphonse de Lamartine – że małe krople rosy odbijają niebo tak wielkie i czyste jak ocean

„Krople rosy” to seria ukazująca się nakładem wydawnictwa Promic. Niepozorne i niewielkie objętościowe książeczki kryją w sobie historie zaskakujące, których akcja przenosi nas wiele lat wstecz,  jednak ze względu na poruszane tematy są one nadal aktualne. Są one właśnie, jak krople rosy – z pozoru błahe i małe, jednak kiedy dobrze się przyjrzymy dostrzeżemy w nich ważną treść.

 Jedną z publikacji należących do tej serii jest książka autorstwa Daniela Lifschitz’a „O rabinach, oszustach i żebrakach”. Daniel Lifschitz jest pisarzem, publicystą, autorem komentarzy do ksiąg biblijnych, a także znawcą chasydyzmu - żydowskiego ruchu religijno-społecznego, który wprowadzał nowe elementy do judaizmu ortodoksyjnego. „O rabinach, oszustach i żebrakach” traktuje właśnie o kulturze żydowskiej, jednak z przymrużeniem oka, gdyż zebrane tutaj zostały anegdoty, opowiastki i dowcipy odnoszące się do wspomnianej społeczności. Autor podjął się tego „byśmy choć przez chwilę mogli uczestniczyć w dawnym życiu prostych Żydów i oddychać atmosferą tamtego świata unicestwionego przez barbarzyństwo nazizmu i komunizmu”.

Tradycja żydowska potępia wszelkie żarty czy kpiny, co nie znaczy, że oswajając się z kulturą żydowską nie odnajdziemy żadnych elementów zabawy czy humoru. Jest ona bowiem otwarta na „prostą radość”, dlatego nawet w Talmudzie Babilońskim odnaleźć można zabawne anegdoty. W zbiorze odnajdziemy najbardziej znane dowcipy i opowiastki związane ze środowiskiem żydów. Autor nie trzyma się konkretnych ram czasowych. Akcja poszczególnych anegdot rozkrywa się w XVIII i XIX wieku, innym razem przenosi czytelnika w czasy Cesarstwa Austro - Węgierskiego czy też do ZSRR. Lifschitz poprzez zabawne historie bardzo dobrze nakreślił obraz obyczajowości Żydów, ich codziennego życia, wzajemnych relacji czy religijności. Autor nie skupia się na konkretnej grupie w społeczności żydowskiej; odnajdziemy tutaj żartobliwe opowieści o tych najbogatszych, o żebrakach, rabinach, wojskowych czy też politykach. Nie zabraknie także opowieści, których akcja toczy się w Polsce, dzięki czemu możemy wyłuskać pewne informacje o tym, jak tutaj wyglądało życie Żydów. Całość napisana jest językiem bardzo przystępnym, trudniejsze pojęcia odnoszące się do tradycji żydowskich tłumaczone są w przypisach, więc czytelnik nie ma problemu ze zrozumieniem sensu poszczególnych historii. Żarty są wyważone, subtelne, smaczne, pozbawione wulgarności, dlatego po te anegdoty bez obaw sięgnąć mogą nieco młodsi czytelnicy.

 „O rabinach, oszustach i żebrakach” to nie tylko świetne źródło rozrywki, ale także źródło wiedzy o kulturze żydowskiej. Książka nie dostarcza, co prawda rozległych informacji, jednak dla laika będzie ona dobrym wstępem w poznawaniu tej tematyki. Zebrane tutaj opowieści bawią i relaksują, jednak skłaniają one również do pewnych refleksji nie tyle nad życiem społeczności tutaj opisanej, co nad naszym podejściem do samych siebie i otoczenia. Czasami warto się zdystansować i spojrzeć na siebie z przymrużeniem oka.


Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu Promic za co bardzo dziękuję.


D. Lifschitz - O rabinach, oszustach i żebrakach


Stron 89
Wyd. Promic